[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/session.php on line 2184: Array to string conversion
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/session.php on line 2184: Array to string conversion
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/session.php on line 2184: Array to string conversion
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/session.php on line 2184: Array to string conversion
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/session.php on line 2184: Array to string conversion
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/session.php on line 2184: Array to string conversion
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/session.php on line 2184: Array to string conversion
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/session.php on line 2184: Array to string conversion
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/session.php on line 2184: Array to string conversion
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/session.php on line 2184: Array to string conversion
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/session.php on line 2184: Array to string conversion
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/session.php on line 2184: Array to string conversion
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/session.php on line 2184: Array to string conversion
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/session.php on line 2184: Array to string conversion
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/session.php on line 2184: Array to string conversion
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/session.php on line 2184: Array to string conversion
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/session.php on line 2184: Array to string conversion
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/session.php on line 2184: Array to string conversion
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/session.php on line 2184: Array to string conversion
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/session.php on line 2184: Array to string conversion
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/session.php on line 2184: Array to string conversion
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/session.php on line 2184: Array to string conversion
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/session.php on line 2184: Array to string conversion
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/session.php on line 2184: Array to string conversion
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/session.php on line 2184: Array to string conversion
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/session.php on line 2184: Array to string conversion
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/session.php on line 2184: Array to string conversion
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/session.php on line 2184: Array to string conversion
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/session.php on line 2184: Array to string conversion
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/session.php on line 2184: Array to string conversion
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/session.php on line 2184: Array to string conversion
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/session.php on line 2184: Array to string conversion
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/session.php on line 2184: Array to string conversion
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/session.php on line 2184: Array to string conversion
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/session.php on line 2184: Array to string conversion
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/session.php on line 2184: Array to string conversion
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/session.php on line 2184: Array to string conversion
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/session.php on line 2184: Array to string conversion
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/session.php on line 2184: Array to string conversion
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/functions.php on line 4529: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /includes/functions.php:3706)
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/functions.php on line 4531: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /includes/functions.php:3706)
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/functions.php on line 4532: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /includes/functions.php:3706)
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/functions.php on line 4533: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /includes/functions.php:3706)
KotOR2.pl - Forum • Zobacz wątek - KotOR III - opowiadanie

Zaloguj | Zarejestruj




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 134 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 3, 4, 5, 6, 7  Następna strona

Co sÂądzisz o tym temacie?
Super, zaglądam tu codziennie i biorę czynny udział. 35%  35%  [ 23 ]
Średnio, zaglądam tu co jakiś czas, ale tylko czytam. 41%  41%  [ 27 ]
Kiepski pomysł, raczej tylko czytam. 24%  24%  [ 16 ]
Liczba głosów : 66
Autor Wiadomość
 Tytuł:
PostNapisane: 3 mar 2009, o 18:08 
Praktykujący
Praktykujący
Avatar użytkownika
Dołączył(a): 15 gru 2008, o 20:26
Posty: 184
Ostrzeżenia: 0 / 4
Sytuacja była beznadziejna. Vultus wiedział o tym czołgając się przez kanały wentylacyjne Annihilatora, gdy nagle poczuł muśnięcie, jakby ktoś sondował statek w mocy. Szybko wyciszył się zapadając niemalże w trans.
- Nie ukrywaj się, musisz mi pomóc – usłyszał głos w swojej głowie.
- Co? Kim jesteś? – posłał myśl w moc.
- Dawnym władcą tego statku, Annihilatora. Medyk eksperymentator do spółki ze zbuntowanym robotem pozbawili mnie życia – w ten sam sposób pozyskał odpowiedź.
- Jak więc jest możliwe, że ze mną rozmawiasz? – posłał myśl młody Lord.
- Jestem aktualnie częścią tego droida, wszczepiono mu mój mózg, moja świadomość wciąż żyje – odpowiedział głos jakby z przekąsem – od Mrocznego Lorda do kupy złomu, widocznie moc ma poczucie humoru… Nieważne. Uważaj co mówię, powiedzmy, że „przeszedłem się” świadomością po oprogramowaniu HK. Nie pytaj jak, nie mam pojęcia. W każdym razie głupcy nie zdawali sobie sprawy z potęgi mocy, wciąż żyję i zdaje się, że jestem wstanie wpływać na ten zabytek. Przeładowywać obwody, odłączać oprogramowanie, rozumiesz?
- Nie wydaje mi się.
- I wy macie być „Prawdziwymi Sithami”? Ten droid ma jakieś oprogramowanie dające mu odporność na moc, mogę je odłączyć kiedy zaczniesz z nim walczyć. Powinno pójść gładko.
-A co kiedy już go pokonam?
-Wtedy będziesz musiał znaleźć dla mnie jakieś ciało. W specjalnym pomieszczeniu leży tego pełno, uśpieni silni mocą. Pozostałość moich eksperymentów, szczerze mówiąc obawiałem się zdrady nie myślałem, jednak że będzie tak źle. Procedura przeszczepu mózgu jest jednak całkowicie automatyczna, po prostu będziesz musiał mnie wydobyć ze szczątków HK.
- Gdzie w obudowie leży twój mózg?
- Tu jest problem, nie jestem pewien. Po prostu pozbaw go rąk i nóg, można również i głowy tam jest mózg Hrinsa… To wyeliminowałoby kolejny problem. Chwileczkę.. Coś jest nie tak… Spieprzaj z wentylacji wydał rozkaz szperaczom by je przeszukały! Już! Gdy tylko go zobaczysz wyślij sygnał wyłączę jakoś to cholerne oprogramowanie.
-Dobrze… - z pewnym powątpiewaniem pomyślał Vultus. Musiał przystać na tę współpracę. Choćby żeby przeżyć, na rozmyślania co zrobi z tym.. Mózgiem przyjdzie czas później.
***

_________________
"If I see one more idiot attacking a Jedi with a blaster pistol I will kill them myself" - HK-47

"Master you wound me! Not physically, but in my behaviour core" - tenże ;)


Zobacz profil  Offline
 
 Tytuł:
PostNapisane: 6 mar 2009, o 18:21 
Redaktor
Redaktor
Avatar użytkownika
Dołączył(a): 7 gru 2005, o 22:21
Posty: 1452
Lokalizacja: Piekary Śląskie
Ostrzeżenia: 0 / 4
- Derriphan?! – spytał Sokół czując ogarniający go strach – A co to takiego?
- Dobre pytanie – rzekł Feelut Juven jakoś dziwnie ściszonym głosem – Nikt nie wie, czym dokładnie jest Derriphan. To istota zrodzona z Mocy. Będąca Jej częścią. Czerpiąca z naszych lęków i mroków naszej Ciemnej Strony. Przesiąknięta złem. I…
- Potrafiąca przejąć kontrolę nad ciałem – dokończył Revan, który jako jedyny wydawał się spokojny – To właśnie dzięki Derriphan’owi Prawdziwi Sithowie mają zdolności przejmowania ciał. Przez wieki studiowali ją, aż wreszcie poznali, czerpiąc równocześnie jej mroczne sekrety.
- Chcesz więc powiedzieć, że to coś… ta czarna kula… czy cokolwiek to jest, jest świadome?
- Jak cholera – odpowiedział Revan, zaś stojący obok niego Feelut Juven niemo skinął głową.
- Ale… ale czego ona…ono… może chcieć od nas? – dociekał Sokół walcząc z lękiem ogarniającym jego ciało.
- Nie domyślasz się? – spytał Feelut Juven.
Sokół nie odpowiedział. Wiedział. Teraz już wiedział. Jednak żadne sensowne słowa nie chciały wyjść mu z ust. Wyręczyła go Deena:
- Więc uciekajmy
- Dokąd? Rozejrzyj się, tkwimy gdzieś w nicości. Gdziekolwiek byśmy się nie udali Derriphan podążałby za nami. – powiedział Feelut Juven
- Jedyne wyjście to walka – rzekł Revan kierujący się w stronę czarnej kuli.
Malak przestał się śmiać. Stał teraz górując nad wszystkimi wzrostem, skrzyżowawszy ręce na klatce piersiowej. Trzeba przyznać, że oporu się nie spodziewał. Tymczasem Revan szedł pewnym krokiem w stronę jego nowego sprzymierzeńca. Nie! On nie szedł! On biegł! Malak rozszerzył oczy, wyrażające teraz jedno – zdziwienie.
Revan i Derriphan zderzyli się. Ich zetknięciu towarzyszyła ogromne wyładowania Mocy. Rozbłyski trwały raptem kilka sekund, jednak każdy spoglądający na to widowisko chcąc, czy nie, musiał przymknąć oczy.
Pierwsza otrząsnęła się Deena:
- Nie ma ich. Znikli.
- Ale… jak… gdzie… - pytał Sokół rozglądając się wkoło nerwowymi ruchami głowy.
- Tam dokąd my nie możemy się udać – odrzekł Feelut Juven
- Dlaczego zatem nadal tu jesteśmy? – Sokół nie potrafił ukryć swego zdziwienia
Feelut Juven skinął głową niemo w kierunku Malaka...

Gdzieś na odległej mało znaczącej planecie.
Gdzieś w mrocznym więzieniu.
Gdzieś w samym sercu Imperium Prawdziwych Sithów.
Gdzieś właśnie tam, ciało Revana podniosło się.
Ciało przesiąknięte złem i niewyobrażalną dla zwykłych śmiertelników Mocą.
Otwarło oczy. Przymrożone, pozbawione ciepła, czerwone, potrafiące przerazić każdego, kto w nie spojrzy.
Otwarło usta. Potrafiące sypać niezliczoną ilością Galaktycznych przekleństw, wzywające teraz, w tej chwili, strażnika.

Revan spadał. Spadał długo i szybko. Cały ten lot przyprawiał go o nudności, ból i zawroty głowy. Chciało mu się rzygać. Chciał krzyczeć. Nie zrobił jednak tego. Był bowiem dumny. Zacisnął pięści, zamknął oczy i czekał. Czekał na uderzenie w twardy grunt pozbawiający go życia, powodujący połamanie wszystkich kości, rozwalenie czaszki na drobne kawałeczki i wypłynięcie mózgu.

Klap!

Lądowanie było miękkie. Dziwnie miękkie i nienaturalne. Revan otwarł oczy walcząc z bielą, szarpiąc się. Niewyraźny zarys jakiejś ręki wybawił go od tej przytłaczającej, wszechobecnej bieli. Revan nie mógł w to uwierzyć, leżał w łóżku, ktoś silnym szarpnięciem zdjął z jego głowy prześcieradło, pod którym tkwił. Gdzie do ciężkiej cholery był? Do jego uszu dobiegł głos, jakoś dziwnie znajomy głos. Głos z przeszłości. Głos kogoś, kto już z dawna powinien być martwy:
- Wstawaj do cholery! Jesteśmy atakowani! Przeklęci Sithowie są już niemalże wszędzie! Opanowali cały statek! Trzeba działać!
Revan poderwał się na równe nogi i widząc postać przed swymi oczyma zachwiał się niebezpiecznie łapiąc za głowę.
- Nie to jakiś chory koszmar! To nie może być prawda!
Revan podniósł wzrok. A jednak… Trask stał przed nim spoglądając nań tym spanikowanym wzrokiem, który zapamiętał z tamtego pamiętnego dnia. Dnia, w którym zrobił pierwszy krok by zostać bohaterem Galaktyki. Dnia, który przybliżył go do Bastilii.
- Nie! To niemożliwe! Ty nie jesteś prawdziwy! – wrzasnął Revan odtrącając Trask’a ręką.
- Hej! Hej! Obudź się, to już nie sen. – przemówił ten spokojnym głosem.
Revan pchnął Trask’a rozglądając się szaleńczo po pomieszczeniu, w którym się znajdował – małej dwuosobowej kabinie skromnie umeblowanej w dwa łóżka, skrzynie na sprzęt, stół i dwa krzesła. Dokładnie jak wtedy.
- Nie!!! – krzyknął ruszając w stronę najbliższych drzwi, które otwarł bez najmniejszych problemów.
Znalazł się na mostku jakiegoś niszczyciela. Wokół ginęli Sithowie atakowani zaciekle, przez Jedi. Kakofonia jęków umierających wdzierała się do jego uszu, gwałcąc mu bębenki. Z trudem przyjął to do wiadomości biegnąc dalej. Nawet nie zorientował się, iż w jego dłoni tkwi czerwony miecz świetlny – dokładnie ten sam, którym pozbawił życia wiele istnień. Dobiegł do kolejnych wielkich, metalowych drzwi, nie zdążył jednak ich otworzyć. Ktoś inny go ubiegł. Trójka Jedi zmierzająca pewnie w jego stronę. Na ich czele stąpała pewnie Bastila Shan. Revan zrobił krok wstecz.
- Bastila co tu się dzieje? Gdzie my jesteśmy?
Nie odpowiedziała idąc pewnie w jego kierunku, pozbywając się przy okazji jednego z Sithów, który znalazł się w niewłaściwym miejscu, o niewłaściwym czasie. Revan zrobił kolejny krok wstecz. Jeszcze kilka i zostanie przyparty do wielkiego iluminatora.
- Kochana błagam cię uspokój się!
Zero sensownej reakcji. Skinęła tylko nań dumnie ręką mówiąc:
- Nie wygrasz Revan’ie.
Miecz świetlnych w jej dłoniach błysnął wrogo. Revan poczuł chłód zimnej szyby na swych plecach.
- To jakiś cholerny koszmar – powtarzał do siebie widząc jak trójka Jedi bierze zamach by zakończyć jego żywot – Zostaw mnie! Wyjdź z mojej głowy! – wrzasnął w chwili kiedy mostek kapitański niszczyciela na którym tkwili został ostrzelany. Revan poczuł, iż traci grunt pod nogami. Na chwilę ogarnęła go ciemność.
Poczuł jak ktoś klepie go po twarzy. Otwarł oczy widząc nad sobą uśmiechniętą twarz Malaka.
- Uf… ale się bałem – przemówił ten wyciągając doń dłoń by pomóc mu wstać – Ten przeklęty Mandalorianin przywalił ci tak, że myślałem iż zginąłeś. Mówiłem od razu, że trzeba go zabić, a nie dawać szansę na jakieś tam uczciwie pojedynki. To wojna chłopie! Tu nie ma miejsca na skrupuły. Całe szczęście interweniowałem w ostatniej chwili patrosząc go jak gamoreańską świnię.
Revan spojrzał w prawo. Jego wzrok spoczął na ciele jakiegoś mężczyzny z rozpłatanym brzuchem. Widział flaki i całą resztę.
- Pamiętaj przyjaciele bez względu na wszystko. Ty i ja! – mówił dalej Malak, zaś równocześnie z jego głosem Revan słyszał inny:
- Jedi cię wykorzystali! Ta dziwka nigdy cię nie kochała! Chciała cię zabić! Wyprała twój umysł! Uczyniła słabym! Pozbawiła najlepszego przyjaciela!
- Nie! To cholerna nieprawda! – Revan poderwał się na nogi i ruszył biegiem wzdłuż długiego korytarza, w którym się znajdował, przygotowując swój umysł na kolejną wizję…

Ciało Revana szło w towarzystwie Prawdziwych Sithów.
Traktowali go niczym boga. Zwłaszcza po tym, jak trzech z nich padło uduszonych z wywalonymi językami na zewnątrz, oddając przy tym w sposób niekontrolowany mocz i kał. Co za upodlenie. Zdechli niczym zwierzęta.
Twarz Revana przyjęła grymas kpiącego uśmiechu.
Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem za niedługo stanie ramię w ramię z Malakiem na czele wielkiego Imperium.






(cdn.)

_________________
Nie ma emocji - jest spokój
Nie ma ignorancji - jest wiedza
Nie ma pasji - jest pogoda ducha
Nie ma śmierci - jest MOC!


Zobacz profil  Offline
 
 Tytuł:
PostNapisane: 7 mar 2009, o 20:05 
Student
Student
Avatar użytkownika
Dołączył(a): 27 wrz 2008, o 08:19
Posty: 390
Ostrzeżenia: 0 / 4
Lehon

Sithowie wciąż się zbliżali. Kynek czuł bicie bicie własnego serca. Wiedział jednak, że za kilka sekund Sithowie dojdą i rozpłatają go jak wieprza. Nie miał wyjścia.
Wyskoczył zza kolumny i długim, poziomym cięciem szybko zasiepał dwóch. Za kolumny wyskoczył Paul i Louis zasypując Sithów gradem strzał. Kilku padło martwych. Sithowie się na chwilę zdezorientowali. Chwila dla Kynka była wystarczająco długo, aby zmniejszyć wzrost kolejnego Sitha o głowę. Zza kolumny wyskoczył Kalim, a Bastilla zaczęła wspomagać towarzyszy Bitewna Medytacją. "Revan byłby dumny, gdyby widział jak Kynek walczy" pomyślała.
-Alarm!-krzyknał jeden z Sithów-Wezwać posiłki!
Walka potrwała kilka, chwil, a do sali weszło kilku(nastu) Sithów. Wszyscy chwilę walczyli, ale musieli ustąpić przed taką przewagą liczebną. Kynek stracił miecz świetlny, który eksplodując mu w ręce bardzo ją przypalił. Kalim dostał w ramię odbitym pociskiem Paula, który oberwał kolejnym w stopę. Akmech, niosący Bastillę został przecięty, a Bastilla tym razem za jego pleców dostała trochę wyżej w nogę niż poprzednio i spadając z pleców Akmecha rozbił sobie dość mocno łokieć. Wszyscy cofnęli się pod jedną ścianę. Sytuacja wydawała się krytyczna, 15 Sithów pozostało przy życiu. Jednak, za pleców Sithów zabłysnęła mała, mocno świecąca kulka, która po chwili nabrała rozmiar zdetonowanego termodetonatora. I tym właśnie była. 9 Sithów zginęło od eksplozji. Pozostali, zdezorientowani, dostali szybko w plecy z blasterów zanim zdążyli się obrócić. Gdy zwłoki padły, Kynek zauważył ludzi w republikańskich mundurach. Zasłonił twarz ręką, spodziewając się, że zaraz usłyszy zdanie "Czas na was". Jednak, zamiast tego usłyszał:
-Wszystko w porządku?-zdziwił się bardzo, gdyż zamiast blastera, w ręce republikana był Medpack.
-Dzięki, chyba przeżyjemy.-wziął Medpack, i wcisnął sobie dawkę. Po chwili poczuł się lepiej. Wzrok też mu się poprawił. Spojrzał na towarzyszy:
-Wszystko gra?
-Przeżyjemy, szefie-odparł w imieniu wszystkich Paul-no, może poza Akmechem.
-Dobrze-zwrócił się do sądząc po mundurze, dowódcy-Dlaczego nam pomogliście?
-Wpadliście, jak i my, wy niezłe gówno. Chyba trzeba będzie razem z niego wyjść.
"Znowu współpraca z wrogiem" pomyślał Kynek, przypominając sobie Vjun "Wtedy wyszło dobrze, można spróbować nie zaszkodzi"
-Dobrze-powiedział-Nie widzę innego wyboru. Teraz jednak, wraz z moimi ludźmi, muszę dostać się do sekcji medycznej. Zaraz.. Czy nie widzieliście ich lorda, w czarnym kapturze, z maską, taki wyrużniający się z tłumu?
-Niestety.
-Musiał zwiać, sukinsyn.
-Trudno. Jeszcze go dostaniemy. Na razie chodźmy do sekcji medycznej.
-Dobra.

_________________
Obrazek
Mój last.fm: http://www.lastfm.pl/user/KacperSW


Zobacz profil  Offline
 
 Tytuł:
PostNapisane: 14 mar 2009, o 17:04 
Praktykujący
Praktykujący
Avatar użytkownika
Dołączył(a): 15 gru 2008, o 20:26
Posty: 184
Ostrzeżenia: 0 / 4
***
Szyby wentylacyjne Annihilatora


Lord Vultus, prawdziwy Sith, bał się pospiesznie czołgając się przez kanały wentylacyjne statku-fortecy szukając drogi ucieczki z pułapki jaką stała się wentylacja po wpuszczeniu w nią szperaczy. Gdy dotarł do rozwidlenia stało się – przy każdej możliwej drodze pojawiły się droidy.
-Kur… - zaklął pod nosem Vultus, po czym znów usłyszał w swoim umyśle TEN głos.
-Nad tobą, ten szyb zdaje się niechroniony, no i niedaleko jest wyjście z kanałów, co zwiększa twoje szanse na przeżycie.

Lord skupił moc i potężnie wybił się do znajdującego się 30 metrów wyżej szybu. Siła której użył była tak ogromna, że otaczające go roboty zostały niemalże doszczętnie zniszczone.
-Teraz w lewo, uważaj nie wiem jakim sposobem ale HK wyczuwa twoje położenie, zbliża się do tego wyjścia, wiec się pospiesz.
Vultus prędko przeczołgał się do wskazanej grodzi.
-Nie spieszyłeś się, już czeka co teraz zrobisz?
-Mówisz, że jest odporny na moc tak? A gdyby czymś w niego rzucić?
-Cóż , to tylko droid odpowiednia masa go uszkodzi.

Lord silnie pchnął mocą w stronę grodzi, ta, wyrwana pod wpływem naporu nagromadzonej mocy z impetem uderzyła w czającego się za nią HK.

Młodzieniec szybko wyskoczył z szybu, błysnęło karmazynowe ostrze. HK odrzucił płytę i podniósł się z durastalowej podłogi również włączając swoje miecze.
-Dobra, jestem gotów wyłączaj. – posłał myśl Vultus
-Nie mogę – usłyszał w odpowiedzi jakby posępnym tonem głos Mrocznego Lorda – w jakiś sposób zorientował się co się święci, chyba mnie odłączył. Spróbuję. Daj mi chwilę, przetrzymaj go jakoś.

Vultus zaklął w myśli - ten droid w pół minuty wyrżnął 6 jego akolitów a on sam ledwie zdołał uciec a ten samozwańczy „Mroczny Lord” każe mu go „jakoś utrzymać”. Kpina kur** kpina - powtarzał w myślach młodzieniec. Nic jednak oprócz walki mu jednak nie pozostało, uniósł więc miecz, przyjął styl defensywny. Nic innego mu nie pozostało.

HK rzucił się do ataku. Młody Lord bronił się krótkimi ciosami parującymi, lecz jednak nawet to przychodziło mu z trudem. Wiedział, że bez mocy tego pojedynku nie wygra i jest kwestią czasu zanim zacznie się męczyć a cyborg go pokona. Rozpaczliwie bronił się przed atakami HK. Nagle, gdy zwarli się wszystkimi trzema mieczami tajemniczy głos znów przyszedł mu z pomocą.
-Nie wskóram nic z obwodami, szukaj czegoś w otoczeniu, czegoś ciężkiego czym mógłbyś go przygnieść i wtedy pozbawić go rąk… Nie wiem.. Próbuj.

Młodzieniec rzucił szybkie spojrzenie dookoła, po prawej stronie zobaczył dużą skrzynię z durastali. Resztkami sił skupił moc i przyciągnął ją do siebie i HK. Odskakując w ostatniej chwili nie pozwolił sobie na odpoczynek. Wskoczył na skrzynię i trzema cięciami pozbawił HK głowy i rąk.
Zeskoczył a w jego głowie znów dał się słyszeć znajomy głos:
-Dobrze, dobrze. Zepchnij ją łaskawie ze szczątków, miażdży obudowę, no i „mnie” przy okazji.
***

_________________
"If I see one more idiot attacking a Jedi with a blaster pistol I will kill them myself" - HK-47

"Master you wound me! Not physically, but in my behaviour core" - tenże ;)


Zobacz profil  Offline
 
 Tytuł:
PostNapisane: 14 mar 2009, o 20:18 
Redaktor
Redaktor
Avatar użytkownika
Dołączył(a): 7 gru 2005, o 22:21
Posty: 1452
Lokalizacja: Piekary Śląskie
Ostrzeżenia: 0 / 4
Ciało Revana założyło szatę. Do swego pasa, bo lewej stronie doczepiło miecz świetlny. Pozostał tylko ostatni element. Nieodłączona maska. Prawdziwi Sithowie kręcili się tuż obok stawiając bazę w stan gotowości. Armia była naprawdę imponująca. Ciało Revana wiedziało, że tylko kwestią czasu jest całkowity upadek Republiki.

Revan był na skraju szaleństwa. Kolejne fragmenty jego życia przelatywały mu przed oczyma w błyskawicznym tempie. I gdyby to były tylko wspomnienia. Niestety. Revan musiał w nich uczestniczyć. Jakaś tajemnicza siła rzuciła go w wir dawnych wydarzeń. Zamknięty gdzieś we własnym umyśle, zepchnięty na jego skraj, zmagał się z przeszłością. Ta zaś rysowała się dziwnie inaczej. Bastilia Shan była zła, zdradziła go. Go! Wielkiego Revana! Wykorzystała. Owinęła wokół palca wraz z całym Zakonem Jedi i tych którymi nazywał przyjaciółmi. Carth Onasi, Canderous Ordo, Jolee Blendo, Juhani, Mission Vao, Zaalbar, ba, nawet ten przeklęty Sokół. Wszyscy oni go zdradzili i wykorzystali. Pobawili siły. Pozbawili najlepszego przyjaciela – Malaka. Revan czuł to wyraźnie i wiedział. Wiedział dokładnie, że bez Malaka u swego boku jest nikim. Pusty. Wyprany z tej pewnej cząstki. Zaś życie jego pozbawione było jakiegokolwiek sensu bez Malaka. Revan musiał to zmienić za wszelką cenę. Malak musiał powrócić. Teraz i nieważne, jakim kosztem. Nawet za cenę jego własnego życia.
Nie zastanawiając się ani sekundy dłużej Revan dobył miecza jednym, błyskawicznym ruchem. Poczuł wyraźnie wahanie Juhani i Jolee’go stojących tuż obok. W końcu mieli walczyć z Bastilią, tu na dachu świątyni położonej gdzieś na Lehon. Szybki zamach mieczem rozpłatał tej przeklętej pół-kocicy gardło na całą szerokość. Jej gasnące oczy wyraziły zdziwienie. Jolee odczuwał coś podobnego. Chciał spytać, tak Revan wyraźnie to wyczuwał, ten cholerny czarnuch chciał spytać „co się u diabła dzieje?”. Nie zdążył. Nawet nie uniósł miecza do gardy, dając się rozpłatać na pół niczym kukiełka. Revan triumfował. Z wściekłością w oczach odwrócił się w stronę czekającej nań Bastilii. Wreszcie, raz na zawsze pozbędzie się tej przeklętej zdrajczyni. Tej która uczyniła go słabym. Zaś wraz z jej śmiercią odzyska straconą Moc. Revan natarł. Podwójny, czerwony miecz w rękach kobiety ożył, czekając na tę właśnie chwilę. Tu na Lehon narodzi się dawny Revan. Revan mający tylko jednego przyjaciela – Malaka.

Ciało Revana w sposób majestatyczny wkroczyło na pokład niszczyciela o mało znaczącej nazwie„Ultio”. Ono już znało największy sekret Revana. Tu na mostku kapitańskim obrało jeden konkretny cel – Lehon. „Ultio” wszedł płynnie w nadprzestrzeń.

Revan śmiał się. To nie był naturalny śmiech. Raczej należący do kogoś obłąkanego. Wreszcie bowiem pozbył się tego największego koszmaru swego życia. Stygnące ciało Bastilii leżało u jego stóp. Teraz wybije resztę tej przeklętej załogi, fałszywych towarzyszy i połączy się z Malakiem. Wolnym krokiem rozkoszując się jak najdłużej tą chwilą ruszył ku wyjściu z świątyni. Już nie uciekał. Pogodził się z nieuniknionym losem.

Sokół żałował swej ciekawości. Cholera, jakże żałował! Teraz bowiem, kiedy poznał prawdę ogarnął go strach. Już nie tylko bał się o swych przyjaciół, ale o całą cholerną Galaktykę. A wystarczyło tylko jedno pytanie skierowane do Malaka:
- Jak chcesz odzyskać stracone życie? Przecie potrzebujesz ciała.
I stało się. Karuzela zaczęła się kręcić. Wir porwał ich w wizję przeszłości. Oto byli świadkami pamiętnego starcia gdzieś tam w Gwiezdnej Kuźni pomiędzy Revanem a Malakiem. To co mówili nie było takie istotne. Bardziej ważne było zachowanie Revana po tej legendarnej walce. Sokół dotychczas myślał, iż ciało Malaka pochłonęła wybuchająca Gwiezdna Kuźnia. Jakże się mylił. Wielki Revan, jakież to oczywiste, chciał sprawić mu godny pochówek. Sam jeden, taszcząc jego wielkie ciało wydostał się z tej cholernej stacji kosmicznej udając się wprost do świątyni na Leonie. Tu zaś w sobie znanej tylko komnacie, do której prowadził jeden z ukrytych korytarzy pozostawił je w jednym z pustych sarkofagów.
- Jak? Jak Sithowie się o tym dowiedzieli, skoro zapewne nawet Bastilia nie wiedziała? – dociekał teraz Sokół stojąc na wprost Malaka, znów gdzieś pośród nicości otoczonej gęstą mgłom.
- Niedoceniasz prawdziwych Sithów chłopcze – odrzekł Malak z wyraźną nutą triumfu w głosie.
- To wszystko przez jego poczucie dobra – pluł sobie w brodę Sokół – Malak, opętany Revan, odbudowana Gwiezdna Kuźnia i Prawdziwi Sithowie krążący po Galaktyce. Jak słodko. Czasami myślę, że Kreia miała rację głosząc swe nauki.
- Nie trać nadziei! – skarcił go Feelut Juven – Nie porzucaj Jasnej Strony Mocy, bo nawet tutaj, po śmierci, możesz zostać spaczony przez zło!
- Więc co robimy? – wtrąciła Deena
- Zatrzymamy najdłużej jak umiemy tutaj ducha Malaka.
- Spróbujecie… - rzekł sam zainteresowany rozpoczynając walkę na Moc. Jedyną możliwą formę oporu tutaj, w krainie zmarłych, gdzie siła fizyczna jest nieosiągalna.

Mroczny Jastrząb zadokował w sektorze czwartym Gwiezdnej Kuźni. Wszyscy jego pasażerowi, za wyjątkiem jednego, nie żyli od kilku dobrych chwil. Rampa statku otwarła się z sykiem i kłębami pary unoszącymi się wokół. Z pokładu zszedł Revan wprost na spotkanie z oczekującym go Malakiem. Obaj przyjaciele padli sobie w ramiona po długiej rozłące. Za chwilę rozpoczną podbój Galaktyki. Republika upadnie. Jedi wyginą. I nastanie pokój…

Derriphan osiągnął cel. Revan przegrał. Zamknięty wewnątrz swego umysłu. Słaby. Kreujący swój świat u boku wyimaginowanego Malaka. Wizja pochłonie go już na zawsze. Revan sam będzie kreować kolejne jej sceny i tak już przez wieczność. Zaś nawet gdyby wygrał, powrót do normalności, będzie długi, jeśli zupełnie niemożliwości. Zwłaszcza normalności, w której Malak znów kroczy wśród żywych.

Ciało Revana zrelaksowało się, w pełni oddając się pieszczotom dwóch półnagich Twilek’anek.

„Ultio” zbliżał się do celu…

- Dobra ścierwo! – Kynek poczuł porządnego kuksańca w plecy – Skoro już możecie jako tako chodzić to ruszać się! Nie chcę tu spędzić całego cholernego dnia! Zwłaszcza po wiadomości o tym przeklętym przywódcy Sithów kręcącym się gdzieś tu. Także ruszać się!
Kolejne uderzenie ciężkim, metalowym blasterem spowodowało, że Kynek zgiął się z bólu. Jakże żałował, że stracił broń w tak głupi sposób.
- Idźcie przodem! Przyda nam się żywa tarcza! – nawoływał jeden z żołnierzy – Pieprzone mięso armatnie, tylko na to zasługujecie!
Żart wydał się zabawny, albowiem grupa żołnierzy jak jeden mąż wybuchła śmiechem. Kynek chcąc, czy też nie ruszył przodem w głąb świątyni. Tuż obok niego kroczyli jego wyczerpani przeżytymi przygodami przyjaciele, naprawdę z przygnębionymi wyrazami twarzy…

(c.d. przygód Revana nastąpi)

_________________
Nie ma emocji - jest spokój
Nie ma ignorancji - jest wiedza
Nie ma pasji - jest pogoda ducha
Nie ma śmierci - jest MOC!


Zobacz profil  Offline
 
 Tytuł:
PostNapisane: 20 mar 2009, o 18:07 
Student
Student
Avatar użytkownika
Dołączył(a): 18 sie 2008, o 18:40
Posty: 360
Lokalizacja: Bydgoszcz
Ostrzeżenia: 0 / 4
Malak zacisnął palce w pięści i uderzył się w pierś. Naraz utworzyła się przed nim wielka niematerialna kula, która popędziła ku jego przeciwnikom połyskując srebrnym światłem. Feelut Juven wyskoczył przed Deenę i Sokoła i wyprostował rękę otwierając dłoń. Gdy tylko kula zetknęła się z widmem Mistrza Jedi, głośny huk rozbrzmiał wśród zaświatów, któremu towarzyszył deszcz srebrzystych iskier. Kula rozpłynęła się we mgle.
-Nie uda ci się! - rzekł starożytny Jedi. - Nie możesz powrócić do swojego ciała.
-Nie uda mi się?! - spytał drwiąco Sith. - Oczywiście że się uda! Nie próbujcie stawać mi na drodze!
-Twoje ciało umarło! - krzyknął Sokół. - Zostałeś przebity mieczem świetlnym Revana, to niemożliwe byś z takimi obrażeniami fizycznymi mógł egzystować dalej!
Malak zaśmiał się głośno.
-Myślisz że przejmuję się takimi drobnostkami?! - spytał tonem wyraźnie sugerującym iż nie oczekuje odpowiedzi. - Ciemna Strona Mocy jest bardziej potężna niż ci się wydaje młody Jedi. Po tym jak moja jaźń połączy się z ciałem dzięki skupieniu Mocy jakie wywołają Sithowie w świątyni na Lehon, zmaterializuję się jako odrodzony Lord Sith! I to ja jako kolejny z kilku przechytrzę śmierć, jako jedyny powrócę z tych przeklętych zaświatów gdzie byłem więziony przez lata! I ponownie poprowadzę Sithów do władzy nad Galaktyką!!! MUAHAHAHAHAHAHAHAHAHA!!!
Jedi stali nieruchomo słysząc wrzask szaleńca.
-Właściwie czemu nie miałbyś przyłączyć się do mnie? - powiedział nagle Malak kierując swe słowa ku Wygnańcowi. - Nie uważasz że zginąłeś niepotrzebnie? Ja mogę ci pomóc! Potrafię sprawić byś tak jak ja wyrwał się ze szponów zwątpienia i powrócił do świata żywych! - wyciągnął ku niemu rękę. - Chodź. Dołącz do mnie! Razem będziemy silniejsi, tylko tak uda się tobie opuścić to miejsce.
Sokół stał przez kilka chwil nieruchomo. Jego twarz nie zdradzała niczego, prawa ręka lekko drżała.
-Jesteś wariatem! - krzyknął wreszcie.
Sith z niesmakiem pokręcił głową.
-Zła odpowiedź! - zamachnął się ręką, jakby chciał miotnąć czymś w Sokoła, lecz nie zdążył.
Mistrz Juven błyskawicznym susem znalazł się tuż przy Mrocznem Lordzie i trzymając w ręku długi, iskrzący się przedmiot, natarł na przeciwnika. Malak z jękiem uskoczył, sięgając za pas. Dwa ostrza, łudząco podobne do mieczy świetlnych zderzyły się z trzaskiem, wywołując imitację elektrycznego spięcia, które pochłonęło obu walczących. Sith zmarszczył brwi i odepchnął mocno Feeluta, który uskoczył w tył, miękko lądując na niewidocznym podłożu.
-Ty stary głupcze! Ten pojedynek nie ma najmniejszego sensu! Nie uda ci się mnie zatrzymać, z pomocą Revana dokona się to jeszcze szybciej!
Feelut Juven westchnął.
-To było bardzo sprytne. - przyznał spokojnie. - Wykorzystałeś chorobę Revana by zamiast oczyścić go, skazić jeszcze bardziej i przywrócić do ciała w postaci nasiąkniętego złem „prawdziwego Sitha”, jak siebie zwiecie. To że zrobiłeś to tutaj, gdzie był on całkowicie bezbronny, tym bardziej podkreśla twoje tchórzostwo.
Gdyby Malak miał możliwość z pewnością zazgrzytałby zębami. Podskoczył ku Juvenowi z wrzaskiem kierując iluzję miecza w stronę przeciwnika. Ponownie zawiązanej walce towarzyszyły nieodłączne trzaski i oślepiające rozbłyski za każdym razem, gdy jedno z ostrzy natrafiało na drugie.
-O czym ty w ogóle myślisz Juven? - warknął Lord Sith. - Będziemy tak walczysz aż nadejdzie kres Wszechświata?!
-Chyba że wcześniej się poddasz. - odparł Jedi.
-Nigdy! Jeśli myślisz że podzielę błąd Siona, to jesteś w błędzie! Nie uda ci się mnie złamać!

Pozostała dwójka obserwowała ten potężny pojedynek stojąc w oddali w milczeniu.
-Nie podoba mi się to... - powiedziała Deena.
-Mnie również. - stwierdził Sokół. - Lecz nie możemy nic zrobić. Chociaż...
-O co chodzi?
-Skoro Malak może wpływać stąd na Moc, możemy spróbować zneutralizować pole Ciemnej Strony mające swoje źródło na Lehon.

Malak nie mogąc się pozbyć ostrza Feeluta, skupiwszy energię w lewej dłoni, cisnął ją w wroga uwalniając jej moc. Mistrz Jedi zderzywszy się z polem energetycznym, wystrzelił w górę upadając po chwili kilka metrów za plecami napastnika. Sith odwrócił się i uniósłszy się w górę natarł ponownie. Dwie postacie zaczęły szybować w pozaziemskiej przestrzeni, wymieniając ciosy. Żadna z nich nie chciała ustąpić pola.
W końcu Malak oddaliwszy się przez kilka sekund na dłuższą odległość wypuścił ku Juvenowi błyskawice z obu dłoni. Determinacja Sitha nie mogła zostać nie zauważona przez starożytnego Jedi, lecz również nie była porównywalna do jego doświadczenia. Mistrz opuściwszy iluzję miecza, pochwycił energię płynącą z przeciwnika i skierował ją ku niemu samemu. Potężny huk dołączył do grzmotów wśród burzy, jaka rozpętała się w szarej przestrzeni. Mroczny Lord wrzasnął, nie mogąc przerwać połączenia Mocy, która z broni stała się jego własną zgubą. Stężona energia całkowicie kontrolowana przez Juvena skupiła się na jego osobie, parząc mu umysł.
-Jam jest sługą Jasności! - oświadczył doniośle Mistrz Jedi. - Nie pozwolę Ciemnej Stronie rozsiewać pustki i zniszczenia! Nie spełni się Twój zamiar!


Vaargen poczuł straszny ból głowy, który ni stąd ni zowąd eksplodował potężną falą.
Sokół skupił się, zamykając oczy.
Sierżant zasłabł. Oparł się o ścianę, z trudem łapiąc oddech.
Skupienie Wygnańca narastało.
Komandos wrzasnął z bólu, osuwając się na podłogę.
-Uwolnij się! - usłyszał w swojej głowie.
-Co się dziej do cholery?!!! - zawołał w myślach.
-Zawładnęła tobą Ciemna Strona! Ocknij się!
-Co to za Ciemna....?!!!

Kynek odwrócił się błyskawicznie lecz nie atakował. Pomimo zaskoczenia, domyślał się co się święci. Mimo wszystko żołnierze Republiki byli ich jedynymi sprzymierzeńcami. Musieli uwolnić się od ciemności, która spowiła swym całunem cały budynek monumentalnej świątyni na Lehon...

_________________
(...)
Cieszy mię ten rym: Polak mądry po szkodzie:
lecz jeśli prawda i z tego nas zbodzie,
nową przypowieść Polak sobie kupi,
że i przed szkodą, i po szkodzie GŁUPI.
- Jan Kochanowski

Cnota to kopalnia złota. — Jan Sztaudynger


Zobacz profil  Offline
 
 Tytuł:
PostNapisane: 30 mar 2009, o 19:32 
Jedi Honorary Consul
Jedi Honorary Consul
Avatar użytkownika
Dołączył(a): 9 paź 2008, o 16:59
Posty: 786
Lokalizacja: Poznań
Ostrzeżenia: 0 / 4
……………
Szyby Wentylacyjne Annihilatora:

Lord Vultus podniósł skrzynię i rzucił ją w siną dal, po czym padł na ziemie. Był wyczerpany nie miał sił, musiał odpocząć. Odpłynął na chwilę myślami, lecz już po paru minutach usłyszał w głowie znajomy głos:

- Nie czas na odpoczynek, najpierw musisz mi przywrócic ciało.
– Zamknij się, nie jesteś moim władcą –odpowiedział w myślach Vultus, zdenerwowany że przerwano mu odpoczynek.
– Co?!!? Beze mnie nie dacie sobie rady, nie macie wyjścia!!!
- A to niby dlaczego, o wielki lordzie?? –zakpił sith.
– W ogóle nie znacie tej części galaktyki, poza tym mam informację, które na pewno, by się wam przydały.

Vultus nie wiedział co zrobic, ten człowiek rzeczywiście mógł się im przydać, jedyne co im zostało z mapy tego regionu, to zaledwie drogi do ich dawnych akademii. Jednak bał się podstępu.
- Ci uzurpatorzy sithów zawsze używają jakiegoś kłamstwa żeby tylko przeżyć, zwłaszcza jeżeli są w takiej rozpaczy jak ten tutaj, bez ciała, uwięziony wewnątrz jakieś kupy złomu. – pomyślał. – Nie, muszę mu zaufać, raz kozie śmierc.
Po czym rozebrał robota i z „brzucha” wyjął mózg Lorda.
– Gdzie mówiłeś są te ciała?? –zapytał Vultus.
– Idz do Sali medycznej, tam masz terminal, który otworzy następne drzwi, tam znajdziesz ciało dla mnie.

W końcu dotarł do tego pomieszczenia, było wręcz przerażające, na ścianach wisiały jakieś specjalne przezroczyste pojemniki, w których byli ludzie, mroczni jedi wprowadzeni w jakiś trans!
- Co teraz?? –spytał.
– Uaktywnij jedną z komór , po czym w dziurę na dole włóż mój mózg.

Vultus zrobił wszystko tak jak Mroczny Lord mu kazał i już po chwili ciało mrocznego jedi w uaktywnionej komorze poruszyło się. Lord sithów otworzył oczy, ruszył palcami, po czym używając mocy, rozsadził pojemnik na kawałki.

– Ja swoją cześc zrobiłem, teraz twoja kolej. –powiedział stanowczo sith.
- Zaraz, coś wyczuwam.... Czy spotkałeś jakiegoś robota po drodze tutaj?!?! -krzyknął Lord Sith.
-Nie, a czy to w czymś prze...... -nie zdążył dokończyć zdania, gdy do sali wbiegło około 10 robotów.
Roboty od razu otworzyły ostrzał, lecz sithowie też nie próżnowali, uaktywniwszy wpierw miecze świetlne, zaczeli odbijac strzały.
- Nie dam się więcej pokonać temu cholernemu medykowi!!! -krzyknął wściekły Lord Sith, po czym w furii rzucił błyskawice. Wyładowania energii miały ogromną siłe i roboty wybuchały szybko, jeden po drugim.

- Szybciej musimy go znaleźć zanim ucieknie! -Krzyknął Mroczny Lord, po czym ruszył korytarzem. Vultus dobiegł do niego i razem ruszyli na mostek. Gdy tylko znaleźli się na korytarzu prowadzącym na mostek, drzwi oddalone o 15 metrów od nich, otworzyły się, a oni ujrzeli 6 droidów i medyka, którego poszukiwali.

- Ha ha, a więc w końcu przywróciłeś sobie ciało. Tego się spodziewałem. -powiedział Medyk.
- Nie dasz rady uciec, to twój koniec, ja jestem prawowitym właścicielem tego statku! -odpowiedział mu Lord Sithów.
- Ahh Sandorze, czy ty naprawdę myślisz, że mogłem się nie zabezpieczyć przed czymś takim?? Wiedziałem że może do czegoś takiego dojść, dlatego wszczepiłem ci do mózgu chip. Hahaha, nie spodziewałeś się co?? Ale, dobra koniec gadania. Niech się rozpocznie walka Lorda Sith w nowym ciele i prawdziwego sitha!!! -Krzyknął uradowany medyk po czym wcisnął guzik na urządzeniu, które trzymał w ręku.

Aaaa!!! Moja głowa........ Tak, Panie jak sobie życzysz -powiedział Mroczny Lord, po czym uruchomił miecz świetlny. Vultus również aktywował swój. Pierwszy do ataku ruszył Sandor. Wyskoczył i zadał potężne uderzenie od gory, Vultus z trudem je sparował poziomym ułożeniem ostrza nad głową, kolejny atak Mrocznego Lorda, tym razem cięcie od boku, jednak się przeliczył, Vultus szybko zablokował ostrze jedną stroną swojego podwójnego miecza, a drugą oddał pchnięcie. Sandor w ostatniej chwili odskoczył.
- Teraz umrzesz !!!-krzyknął Sandor i podniósł miecz jedną ręką nad głowę.

Vultus wiedział co zamierza zrobić Lord Sith i przygotował się na odparcie rzutu, po chwili rzeczywiście Mroczny Lord rzucił, ale ku zdziwieniu wszystkich, nie w Vultusa, a w medyka. Ostrze przeszyło mu serce na wylot.

- Czy naprawdę myślałeś że zdołasz opanować mózg wielkiego Lorda Sithów?? -spytał Sandor z uśmiechem na ustach.
Medyk po chwili skonał, a roboty nie dostały żadnego zadania i stały w bezruchu.....

_________________
"Kun wkroczył do budynku Senatu, wykorzystując magię Sith unieruchomił senatorów oraz strażników Ulica i uwolnił swego ucznia"-ossus.pl
"Master, do you really know who I am? I am the Dark Lord of the Sith."―Exar Kun, to Odan-Urr


Zobacz profil  Offline
 
 Tytuł:
PostNapisane: 3 kwi 2009, o 12:45 
Redaktor
Redaktor
Avatar użytkownika
Dołączył(a): 7 gru 2005, o 22:21
Posty: 1452
Lokalizacja: Piekary Śląskie
Ostrzeżenia: 0 / 4
Ciało Revana słuchało zdawanego raportu. Wszystko szło zgodnie z planem. Gwiezdny niszczyciel „Ultio” wyszedł z nadprzestrzeni w pobliżu Lehon. Już niedługo rozpocznie się nowy rozdział w historii Galaktyki i nastanie pokój…

W głowie Revana toczyła się bitwa. Nad Lehon toczyła się bitwa. Mroczny Lord stał obok swego przyjaciela Malaka obserwując triumf swej floty miażdżącej siły Republiki. Kolorowe rozbłyski w przestrzeni kosmicznej sygnalizowały kolejne wybuchy wrogich okrętów. Przerażone krzyki ginących rozbrzmiewały w komunikatorze tworząc niezrozumiały bełkot. Revan delektował się tym, czerpiąc dziką przyjemność z nawoływań poszczególnych kapitanów i pilotów, błagających o litość. Revan nie zamierzał jej okazywać. Oczyma wyobraźni widział ciała swych dawnych mistrzów. Zimne. Martwe. Mistrzów, którzy, w przeciwieństwie do niego, byli słabi.

Malak cierpiał. Wił się wyjąc z bólu. Nie spodziewał się, że tu w zaświatach, może czuć coś takiego. A jednak. Feelut Juven znalazł w sobie jakiś niebywały pokład Mocy skupiając go całkowicie na Malaku. Jakby tego było mało, nagle, zupełnie bez ostrzeżenia ten, którego zwali Wygnańcem zaczął emanować podobną, jeśli nie silniejszą Mocą. Jego siła również atakowała umysł Malaka zagłuszając myśli, zaburzając jakąkolwiek reakcję, nie pozwalając się skoncentrować i co gorsza – wywołując ten cholerny ból. Malak zgiął się w pół. Jednak było to zaledwie preludium jego cierpienia. Już po chwili leżał tu, pośród gęstej mgły, w pozycji embrionalnej, pozbawiony przewagi i całkowitej nadziei na zwycięstwo. On! Lord Malak przegrywał.

- Imbecyl! – wrzasnęło ciało Revana wysłuchując kolejnego raportu, miażdżąc równocześnie Mocą krtań kapitana „Ultio”, klęczącego teraz, charczącego i śliniącego się jak pieprzony staruch podchodzący po osiemdziesiątkę.
- Równie głupi, co niezdarny! – krzyknęło ciało Revana ciskając ścierwo byłego kapitana gdzieś pod ścianę, podnosząc się równocześnie z swego siedzenia, spoglądając uważnie po swych sierżantach. Spojrzenie ciała Revana spoczęło na jednym z nich – Kapitanie Durtan przygotujcie niszczyciel i załogę do lądowania awaryjnego. I pamiętajcie! Nie zniosę kolejnego popisu głupoty!
Ciało Revana uznało naradę za skończoną. Ruszyło w kierunku swych prywatnych pomieszczeń.
Derriphan kipiał ze złości. Jak w ogóle ci kretyni mogli zapomnieć, że nie tak dawno, wysłali tu oddział Sithów w celu uruchomienia starożytnej maszynerii Lehon. Teraz zaś ta pieprzona technologia zakłóciła systemy „Ultio” ściągając go wprost na powierzchnię planety. Na domiar złego, niszczyciel w atmosferę wchodził zbyt płytko. Wizja rozbicia się była więcej niż realna.
- Imbecyl… - mruknęło ciało Revana zamykając za sobą elektroniczne drzwi.

- Imbecyl… – rzekł Revan przyglądając się przez wielki iluminator jak okręt wojenny admirał Dodonny wylatuje w powietrze storpedowany przez ostrzał z Gwiezdnej Kuźni.
- Słucham? – spytał stojący obok Malak
- Nic – Revan wyraźnie zmieszał się – Głośno myślałem.
- Też mam nadzieję, że Dodonn’a zdechła na tym statku – stwierdził Malak wybuchając dzikim śmiechem. Revan nie zawtórował mu. Przez moment zdawało mu się, że jest w jakimś pomieszczeniu, zupełnie nie tu, nie w tym czasie, zupełnie gdzie indziej. Gdzieś, gdzie tuż za drzwiami wyły syreny alarmowe, a ludzie biegali jak oszalali, czekając na coś, co nieuniknione. Tylko do cholery na co? Teraz zaś słyszał głos. Z całą pewnością nie będący wytworem jego własnej myśli. Jakby znajomy, płynący do niego wraz z Mocą.
- Obudź się Revanie. To ułuda. Spojrzyj na świat swymi prawdziwymi oczyma, a nie wytworem wyobraźni.
Obraz przed oczami Revana znów zmienił się przez chwilę. Malak i wszystko, co go otaczało, znikło, zmieniając się w twarde łóżko i jakieś szafki.
- Dobrze się czujesz – usłyszał głos Malaka i toczącą się bitwa na orbicie wróciła w mgnieniu oka
- To wizja! Wizja Revanie! Obudź się! – znów ten głos
- Znam ten głos… - mruknął Revan
- Co? – spytał Malak
- Sokół?!
- Tak!
- Ale jak?!
- Nie ważne jak. Musisz się obudzić i walczyć!
Revan spojrzał wprost w oczy Malaka. Wyczuł w nich coś dziwnego.
- Nie jesteś prawdziwy! – krzyknął, akurat w chwili, kiedy twarz Malaka wykrzywiła się w grymasie obrzydzenia i złości, dobywając miecza i wrzeszcząc:
- Jesteś mój!
Revan zareagował instynktownie dobywając swego oręża. Dwa ostrza skrzyżowały się eksplodując czerwonymi barwami.

Revan poczuł, że frunie. Odrywa się od świata, w którym jest. Czuł wyraźnie, jak jakaś tajemnicza siła ciągnie go w nieznane. Poszczególne wizje i przeżycia przelatywały mu przed oczyma, kiedy tak pędził, pędził w nieznane. I wtedy zrozumiał…

Projekcja Malaka znikła. Puf! I już! Wyparowała! Nie żeby rozmyła się we mgle, czy coś. Po prostu puf! O tak. Sokół padł jak długi, chwilę później na kolana osunął się Feelut Juven. Obaj wydawali się zmęczeni, a zarazem szczęśliwi i wyraźnie usatysfakcjonowani z tego, co uczynili.
- Zwycięstwo – szepnął Feelut Juven, a na jego twarzy wykwitł szeroki uśmiech – Pierwsze, ale znaczące.
Deena już sięgała pod jego ramię, pomagając mu wstać.

Świątynia drżała w swych posadach. Mury kruszyły się, stropy sypały, tu i ówdzie ściany waliły skrzypiąc i uderzając o ziemię z odgłosem porządnej burzy. Kynek złapał dłoń Bastili krzycząc jej wprost do ucha:
- Spadajmy stąd!
- A reszta? – kobieta Jedi spojrzała po komandosach
- Pieprzyć ich! – skwitował stojący obok Kalim pomagając pozbierać się pozostałym członkom drużyny Kynka
Nim się spostrzegli już pędzili pośród labiryntu korytarzy świątyni biegnąc do wyjścia.

„Ultio” wchodził w atmosferę Lehon. Poszycie niszczyciela było czerwieńsze, aniżeli niektóre gwiazdy. Załoga – większość doświadczonych Sithów – latała w te i we w te, jak oszalała, postawiona w stan alarmu, gotowa na zderzenie z twardą ziemią. Czerwone lampy awaryjne rozświetliły cały pokład, który teraz drżał niczym przy trzęsieniu ziemi, wstrząsany silnymi turbulencjami.

Derriphan stracił kontakt z ciałem Revana. Rozdzielenie było bolesne i efektowne. Pośród wyładowań Mocy obaj stanęli naprzeciw siebie. Wielka czarna kula przesiąknięta złem i mały, wkurzony do granic, powracający z więzienia Mistrz Jedi – Revan. Revan znał zamiary swego nietypowego przeciwnika, co więcej, czuł jego złość i mroczne myśli.

Kynek dojrzał światło i przyspieszył. Tak! To z całą pewnością było wyjście z tej cholernej świątyni. Można by rzec, iż wyskoczyli z niej w ostatniej chwili, dokładnie wtedy, gdy cały budynek runął zawalając się, grzebiąc pod sobą na wieki, swe mroczne tajemnice, wraz z grupą elitarnych żołnierzy – nieudaczników. Pozostawiając nawiedzonym to miejsce, aż do czasu odwiedzenia tych ruin, setki lat później, przez innego Lorda Sith Darth'a Bane'a.

Derriphan ruszył do walki. Wielka, rozpędzona kula, mknąca wprost w kierunku Revana. Ten zaś, był gotów na to jak nigdy. Małe pomieszczenie, gdzie toczyła się walka, wypełniła Moc, rozświetlając je piorunami i innymi efektownymi wyładowaniami, oraz zawirowaniami.

- Ładnie wyglądasz – Kynek parsknął śmiechem widząc zakurzoną postać Bastili leżącą tuż obok. Ona również wybuchła śmiechem spoglądając po twarzach swych kompanów. Wszyscy wyglądali jak górnicy pracujący wiele godzin pod ziemią.
- Hej, hej, pamiętaj, jestem już zajęta. – znów jak jeden mąż zanieśli się chichotem.
- Jakież to urocze – dobiegł metaliczny, ironiczny głos zza ich pleców. Nie musieli reagować natychmiast. Wiedzieli. Tak! Dobrze zdawali sobie sprawę z tego, że należy on do tego przeklętego przywódcy Sithów, który wprowadził ich w to całe bagno. Domyślali się też tego, że mają kłopoty... i wtedy wielki niszczyciel, na którego dotychczas nikt nie zwracał uwagi, wrył się z impetem w ziemię, rozrzucając metaliczne szczątki na lewo i prawo. Statek sunął długo po podłożu, zagłębiając się dziobem coraz bardziej. Kiedy już wreszcie się zatrzymał, nastąpiła seria kilkunastu eksplozji, zaś w paru miejscach wybuchł nagle pożar
- Co do cholery? – jęknął Kynek wyczuwając instynktownie nowe kłopoty.
Mina Sitha za ich plecami, gdyby ten zdjął swoją maskę, wyrażałaby równie wielkie zaskoczenie.

Revan ocknął się po twardym lądowaniu, z którego pamiętał niewiele. Coś, najprawdopodobniej jakiś element instalacji przywalił mu w głowę, pozbawiając go przytomności. Po Derriphan’ie nie było śladu. Revan nie wyczuwał też jego Mocy. Zginął? A może ukrył się przebiegle, ot dla przykładu przejmując czyjeś ciało? Teraz nie miało to znaczenia. Bardziej martwił się o swe położenie. Niszczyciel był teraz wrakiem. Z oddali dało się słyszeć wybuchy, jęki rannych, nawoływania, głos komputera pokładowego zalecającego natychmiastową ewakuację i sypiącego z setkę komunikatów dotyczącej awarii tego czy tamtego. Co gorsza, dla tych Sithów, którzy przeżyli katastrofę był teraz liderem. Ilu z nich mogło się domyślić, że Derriphan nie ma już nad nim władzy? A jeśli Derriphan jest w którymś z nich? Revan poczuł wielką gulę stojącą mu w gardle. Sam na wrogim okręcie. Z trudem ją przełknął, łapiąc za swój miecz. Drzwi z pomieszczenia, w którym był, po jednym sprawnym cięciu mieczem, otwarły się z sykiem topionego metalu. Dokąd teraz? Zastanawiał się Revan spoglądając na chaos w korytarzu…


Zobacz profil  Offline
 
 Tytuł:
PostNapisane: 5 kwi 2009, o 13:39 
Student
Student
Avatar użytkownika
Dołączył(a): 27 wrz 2008, o 08:19
Posty: 390
Ostrzeżenia: 0 / 4
Mostek Niszcyciela Ultio.
Obok Revana wyszedł spod gruzu jeden z dowódców.
-Dobrze, że nic Panu nie jest-rzekł-Jakie są rozkazy?
"Samemu na tylu nie mam szans" pomyślał Revan "Chyba trzeba ciągnąć ten teatrzyk dalej"
-Ilu ludzi przeżyło?-spytał
-Nie mam dokładnych informacji, ale chyba tylko około stu. Proszę się nie martwić, już na pewno za chwilę przyleci flota nas zabrać.
"Cholera" pomyślał "W co Ja się znowu wpakowałem?"
-Daj mi komunikator, bym się skontaktować z resztą floty.-rozkazał.
-Proszę-rzekł Sith i wręczył Revanowi komunikator do ręki. Revan błyskawicznie włączył miecz, rozciął dowódcę na dwie części i pogrzebał go pod gruzem.
-Flota, tu Revan, odbiór.
-Słyszymy Cię, Panie. Jakie są rozkazy?
-Na razie czekajcie. Nie zsyłajcie pomocy, damy sobie radę. I nie kwestionuj mojego rozkazu.
-Tak jest, Sir.
Usiadł zmęczony na kupie części, aby ułożyć plan. "Sytuacja jest krytyczna. Muszę jak najszybciej się wydostać z tego gruchota, zabić setkę Sithów i poszukać transportu." Wtem, zauważył na tym, co zostało z głównego terminalu czerwony guzik podpisany jako "Samozniszczenie".
-Czy ci Sithowie Holofilmów nie oglądają?-rzekł sam do siebie, trochę szczęśliwszy.-Mam nadzieję, że terminal wciąż działa.
Podszedł do terminalu i nacisnął przycisk, który powinien przywrócić zasilanie. Konsola zaburczała i uaktywniła się. Po chwili znalazł opcję, "Opóźnienie Samozniszczenia" i ustawił je na 30 minut, po czym nacisnął czerwony guzik i z na monitorze pojawił się napis o odliczaniu wskazujący na 30 minut i lecący wciąż w dół. Następnie zamknął wszystkie wyjścia zostawiając sobie tylko jedno-prowadzące przez okno z mostku. Nie namyślając się długo, rozbił szybę mocą, a następnie sam wyskoczył. Wylądował prawie bez problemu na kadłubie statku. Jednak to, co widział,obróciwszy się w prawo zdziwiło go bardzo. Zauważył tam jakiegoś faceta z blond włosami, leżącego na ziemi w kałuży krwi, trzy postacie walczące na miecze świetlne (Lorda Sith, Kynka (walczącego mieczem Bastili) i Kalima) oraz Bastilę wspomagającą towarzyszy Bitewną Medytacją. Revan skupił Moc i skoczył na dół, aby wspomóc swojego syna i Kalima. Gdyby zajrzeć pod maskę Sitha, zauważyło by się bladą i śmiertelnie wystraszoną twarz. Revan odepchnął wycieńczonego Kynka i Kalima, samemu szarżując i machając mieczem w stronę Lorda Sith. Revan zrobił poziome cięcie na wysokości szyi swojego wroga, ale ten to przewidział i ich miecze się skrzyżowały. Revan zaczął się z Sithem siłować, a skoro Sith był zmęczony, przegrywał i był zmuszony odskoczyć do tyłu. Lecz w miejscu, gdzie miał zamiar wylądować, czekał już Revan z mieczem wystawionym do góry. Sith nadział się na ten miecz piersią, w której widniała już na zawsze dziura. Revan zepchnął Mocą Sitha na ziemię i podbiegł do Kynka.
-Wszystko gra?
-Tak, ale mam jedno pytanie: skąd ty się tu, do cholery, wziąłeś?
-Później Ci wyjaśnię, na razie musimy uciekać, bo ten niszczyciel zaraz wybuchnie.
-Dobra. Ja dam sobie radę, ale Louis będzie chyba potrzebować twojej pomocy-Kynek wskazał na Louisa-Chyba, że już nic ona nie da.
Revan podbiegł do mężczyzny nazwanego przez Kynka Louisem. Miał odciętą lewą dłoń i kilka siniaków na plecach, ale powinien przeżyć. Revan wziął Louisa na plecy i razem z resztą ekipy pobiegł do pobliskiej jaskini, aby się schronić przed wybuchem.
-Rozpalmy ogień-zarządził Kynek-Niedługo zmierzch, a ja nie mam ochoty sprawdzać, co za zwierzęta tu po nocy chodzą. Zresztą przydałoby nam się trochę wyjaśnień-dodał patrząc na Revana...

_________________
Obrazek
Mój last.fm: http://www.lastfm.pl/user/KacperSW


Zobacz profil  Offline
 
 Tytuł: Teraz ja?
PostNapisane: 5 kwi 2009, o 20:39 
Praktykujący
Praktykujący
Avatar użytkownika
Dołączył(a): 6 lut 2007, o 17:10
Posty: 200
Lokalizacja: mogłem wiedzieć, że ma 13 lat ?!
Ostrzeżenia: 0 / 4
-Na wyjaśnienia przyjdzie jeszcze pora, gdy nie będziemy musieli obawiać się o nasze życia- odpowiedział Revan- Bastilo, zajmij się rannym.
-Dobrze, ale....
-Wiem. Później- przerwał jej- Kalim, weźmiesz wartę.
-Cokolwiek rozkażesz Mistrzu.- Odpowiedział uczeń skłaniając głowę.
Przez głowę Kynka przeleciała myśl, że to zaskakujące, że nawet taki egoista jakim był uczeń Revana słuchał poleceń jego ojca bez mrugnięcia okiem. Swoją drogą, jego ojciec wydawał polecenia tonem zupełnie nieprzewidującym sprzeciwu. Wiedział, że będę je wykonywać Młodzieniec zerknął na Bastilę, swoja mistrzynię, jeśli miał jeszcze prawo tak ją nazywać. Westchnął
-... Reszta niech odpoczywa.- Kontynuował Revan.- Każda godzina snu może się wam przydać, gdybyśmy mieli dalej uciekać.
-A co z tobą?- Spytała Shan
-Idę na zwiad.- Odpowiedział – Po pierwsze, musimy wiedzieć, co mamy za plecami, po drugie, musimy znaleźć sposób na wydostanie się stąd.
Mówiąc to nie odwrócił się w jej stronę. Nie mógł spojrzeć w twarzy jego ukochanej. Pewnie domyślała się co się teraz stanie. Chciał ją zapamiętać szczęśliwą z jego powrotu.
Odwrócił się i opuścił kryjówkę, a za nim podążył Kalim. Zatrzymał się parę metrów od wejścia, tak, że nie było go widać z wnętrza. Stanął plecami do swojego ucznia.
-Coś się stało, Mistrzu?- Spytał Kalim, siadając na głazie przed jaskinią.
Revan chwilę milczał, nasłuchując.
-Za godzinę stwierdzisz, że coś musiało mi się stać... i że musicie uciekać...
-Słucham, mistrzu?- Spytał Kalim z ledwo udawanym niedowierzaniem.
-Doskonale wiesz, że tu nie wrócę. Nie wysilaj się.
-Cokolwiek...
-Poszukajcie transportu- Przerwał Mistrz- Może znajdziecie Mrocznego Jastrzębia. W ostateczności poszukajcie statku, którym dotarli tu ci komandosi.
-A co będzie z tobą, Panie?
-Gdy pozamykam swoje sprawy na tej planecie, wezwę Canderousa. Zabierze mnie stąd.
-Co mamy zrobić, gdy już uciekniemy?
-O tym zadecyduje mój syn. – Revan odwrócił się, by ostatni raz spojrzeć na swojego wychowanka- Nauczyłem cię wszystkiego ,czego mogłem cię nauczyć. Chroń mojego syna i moją ukochaną. Jesteś jedyną osobą która mogę o to prosić.
-Nie zawiodę cię, Mistrzu.
-Wiem, Kalim, wiem...
Revan odwrócił się i ruszył w drogę. Kalim przygarbił się i wrócił do pilnowania wejścia.

***

-Marco.- Zwróciła się Fryyia wkraczając do kajuty, gdzie jej uczeń usilnie, choć z marnym
skutkiem, próbował medytować.
-Tak?- Spytał uczeń nie otwierając oczu
-Wystąpiły nowe okoliczności
-Okoliczności?
-Im mniej wiesz, tym mniej możesz zdradzić. To moje motto.
-Zauważyłem
Mistrzyni odchrząknęła, wyraźnie sugerując, ze ma dość głupoty swojego ucznia
-Mam dla ciebie zadanie. Wykonasz je samotnie.
-Egzamin?
-Nazwij to jak chcesz. Faktem jest, że za 20 minut lądujemy na Telos IV. Spakuj się, bo wrócimy po ciebie dopiero za dwa tygodnie.
Marco podniósł się z ziemi i stanął na baczność
-Tak jest!

***
-Marnujesz czas Onasi, ja zresztą też- Stwierdził Canderous rozglądając się po pokoju przesłuchań.
-Czekam na konkrety...- odpowiedział Admirał.
-No to się naczekasz, bo ja nie mam ci nic do przekazania.
-Za Korrelie pójdziesz pod sąd...- wycedził Carth przez zęby
-Za Dxun JUŻ jesteś martwy.– Odpowiedział Canderous
-Nie jesteś w pozycji, by mi grozić.- zripostował zjadliwym głosem Onasi- Siedzisz skuty w samym środku Republikańskiej bazy wojskowej, a za drzwiami stoi dwóch uzbrojonych strażników, którzy bardzo nie lubią takich przemądrzałych mandalorian, wiec zważaj na słowa, bo...
Canderous milczał. Cały czas patrzył Carthowi w oczy słuchając wyszukanych i mało wyszukanych obelg pod swoim adresem. Admirał nachylił się nad stołem tak, że ich twarze niemal się stykały i najpierw mówił, później wrzeszczał jak niedoszły sierżant musztry aż zabrakło powietrza w płucach i prawdopodobnie obelg pod adresem mamusi.
-Carth... -odezwał się Mandalore wykorzystując przerwę w monologu oficera- Spójrz uważnie. – poprosił.
Najemnik wyjął blaster spod stołu i wycelował go prosto w nos Admirała. Onasi rzucił okiem na broń w o dziwo(a właściwie wcale nie dziwo) nieskutych rękach więźnia. Tak. To był jego blaster.

_________________
Mura fĂŠidir leat seo a lĂŠamh, ciallaĂ­onn sĂŠ go bhfuil na hoibreacha aistritheoir ...


Zobacz profil  Offline
 
 Tytuł:
PostNapisane: 1 maja 2009, o 20:29 
Student
Student
Avatar użytkownika
Dołączył(a): 27 wrz 2008, o 08:19
Posty: 390
Ostrzeżenia: 0 / 4
Lehon

Ultio wyglądał, jakby przez miesiąc był pod ciągłym ostrzałem potężnych laserów. Zamontowanie funkcji samozniszczenia rzeczywiście nie było zbyt dobrym pomysłem. Została po nim wielka dziura i kilka porozrzucanych kawałków byłego niszczyciela nawet pół kilometra od miejsca eksplozji. w miejscu, gdzie kiedyś była centralna część statku została tylko czarna plama. Nagle, z jednej z części wraku wyszła ręka człowieka który umarł, a raczej powinien umrzeć. Po chwili spod gruzu wyłoniła się reszta. Wyglądał okropnie: ciało czarne, mała kempka lekko dymiących się włosów, brak prawego oka i ucha, ubranie strasznie podarte. Wyszedł całkiem spod gruzu, rozciągnął się, jakby nic się nie stało. Nic nie czuł. To już nie był kapitan Rother. Teraz, to tylko puste ciało, przejęte przez Derriphan. Poszedł, zabrał trupowi leżącemu obok wibromiecz i blaster oraz poszedł zapolować...

***

Revan biegł w kierunku szczątków Ultio, czując, że Derriphan jest właśnie tam. Wiedział, że jeśli go nie dobije, będzie ścigany przez resztę swojego życia. Gdy zauważył pierwsze szczątki wraku przygotował miecz świetlny, a kiedy przebiegł jeszcze 200 metrów, włączył go i zmniejszył tempo biegu. Po jeszcze kilku krokach, zaczął iść powoli, aby zauważyć lub wyczuć każde zagrożenie. Po chwili zauważył postać stojącą na środku drogi, stojącą do niego plecami.
-Wreszcie przyszedłeś-powiedział, po czym odwrócił się i pokazał swoje oblicze. Jego ciało było zmasakrowane, powinien już nie żyć.-Wiesz, jak ciężko, po tym twoim samozniszczeniu było znaleźć kogoś chociaż pół, lecz żywego? Na szczęście zaraz opuszczę te zmasakrowane ciało Rothera. Spróbuję cię nie uszkodzić za bardzo fizycznie, bo jesteś za silny mocą, by cię ot tak sobie przejąc w pełni sił...
Po tych słowach ciało Rothera skoczyło do tyło, aby wylądować za plecami Revana. Podczas lotu wyciągnął wibromiecz. Revan chciał zastosować na niego tą samą taktykę co na Lorda Sith, lecz Derriphan był za szybki i odepchnął Revana Mocą. Revan przeturlał się po ziemi i wstał, na swoje szczęście, za nim Rother go zaatakował. Miecz świetlny wraz z wibromieczem skrzyżowały się. Kiedy Revan poczuł, że wibromiecz Zombiaka opiera się całkowicie na jego mieczu, zrobił szybki odskok w prawo, aby Derriphan stracił równowagę. Derriphan zachwiał się przez sekundę. Dla Revana, to było dosyć czasu. Jednym, szybkim ruchem odciął Rotherowi prawą rękę. Odepchnął go szybko Mocą, aby się przewrócił. Udało mu się, jednak Rother tylko odbił się plecami od ziemi i znów stanął na nogach. Jeszcze bardziej rozwcieczony Derriphan zmusił ciało Rothara do szybkiej szarży. Gdy znalazł się dosyć blisko Revana, go przeskoczył i wylądował tuż za jego plecami. Jednak Revan, który zaczął już poziome cięcie z przodu, włożył w nie większą siłę i -poprzez obrót na piętach-odciął ciału Rothera głowę. Derriphan zachwiał się, jednak nie upadł. Revan bardzo zdziwił się, gdy ciało znowu wyprowadziło atak. "Jak go zabić?" pomyślał, gdy nagle ciało eksplodowało bardzo jasnym światłem, a potem znikło całkowicie.
-Co?...-rzekł sam do siebie.
-Spokojnie-usłyszał głos w swojej głowie.
-Co?!?!...-Rzekł jeszcze bardziej zdumiony.
-To ja. Sokół. Wraz z mistrzem Juvenem udało nam się wygnać Derriphana, gdy tylko został osłabiony.
-Czy on wróci?
-On nie. Ja tak.
-Co!?!?!!?-rzekł już zdziwiony do granic Revan-Już nic nie pojmuję..
-Nie musisz. Zobaczymy się wkrótce. Teraz idź.
Po tych słowach wszystko wróciło do normalności. Revan usiadł i zaczął myśleć nad słowami Sokoła.

***

-Musimy iść-rzekł Kalim, zgodnie z rozkazem Revana-Revanowi coś musiało się stać.
-To chodźmy go poszukać.-odpowiedział bez zastanowienia Kynek.
-Kazał nam iść. Jest potężny, da sobie radę.
-Nie-stanęła po stronie Kynka Bastilla-Nie można go zostawić samego. Znowu wpakuje się w jakieś tarapaty. Ma do tego talent.
-Ale rozkazał...
-Dobry żołnierz czasami łamie rozkazy-stwierdził Paul-inaczej mnie też by tu nie było.
-Ale kto zostanie z Louisem? On potrzebuje opieki medycznej. Revan da sobie rade.
Zapadła chwila milczenia.
-Masz rację-rzekł niechętni Kynek-A może się rozdzielimy? Jedna grupa poszuka pomocy dla Louisa, a druga Revana?
-Nie-rzekł Kalim-Ta dżungla jest zbyt niebezpieczna Jest tutaj dużo rancornów.
-No dobrze. Idziemy. Paul, pomóż Louisowi.

***

Revan wciąż nic nie kumał."Trudno, trzeba będzie już zawołać Canderousa"-pomyślał Revan oraz wyjął komunikator...

***

Hangar bazy wojskowej republiki

Bes i Jacon byli prostymi szeregowymi Armii Republiki. Mieli proste zadanie: pilnowanie statków jeńców. Nie mieli by żadnego kłopotu, gdyby nagle nie zadzwonił, komunikator w jednym ze statków.
-Włącz sygnał zajętości-rozkazał Jacon Besowi.
Bes tak zrobił, jednak po chwili komunikator znowu zadzwonił. Gdy sytuacja powtórzyła się trzy razy, Bes się zdenerwował i cisnął komunikatorem o podłogę. Z komunikatora zostały tylko szczątki...

***

"Canderous, co się stało?" pomyślał Revan. "Cholera, chyba muszę dogonić Kynka i resztę". Po tych słowach natychmiast wstał i zaczął biec najszybciej jak mógł, aby dogonić drużynę. Aby się dowiedzieć gdzie są, skupił się na Bastili, aby ją wyszukać. Pognał w stronę wskazaną przez Moc.

***

Kynek znalazł Mrocznego Jastrzębia. Zapakowali się na jego pokład. Po piętnastu minutach byli gotowi do lotu.
-Nie martw się.-pocieszał Paul Kynka-Revan niedługo wróci. Widziałeś, jak szybko załatwił tamtego Lorda Sith. Nie będzie miał problemów. Lećmy już.
Kynek siedział na fotelu drugiego pilota i wyglądał przez okno kokpitu. Nie uszczęśliwiała go myśl zostawienia swojego Ojca na dzikiej planecie.
-No dobrze. Leć...Chwila!-wykrzyknął, Gdy zobaczył człekokształtny cień pomykający między drzewami-To prawda? Otwieraj drzwi do statku!
-A jeśli to...
-Otwieraj, mówię!
Kynek uszczęśliwiony wyszedł mu na spotkanie. Revan wszedł zdyszany przez na pokład.
-Witaj-szepnął...

_________________
Obrazek
Mój last.fm: http://www.lastfm.pl/user/KacperSW


Zobacz profil  Offline
 
 Tytuł:
PostNapisane: 3 cze 2009, o 14:42 
Student
Student
Avatar użytkownika
Dołączył(a): 18 sie 2008, o 18:40
Posty: 360
Lokalizacja: Bydgoszcz
Ostrzeżenia: 0 / 4
-Są wszyscy...? - zapytał zdyszany.
-Teraz już tak. - rzekł z uśmiechem Kynek. - Paul, odpalaj silniki! - zawołał w stronę kabiny pilotów.
-Robi się! - usłyszał w odpowiedzi. - Trzymajcie się bo może nieco trząść!
Potężny wstrząs zakołysał Mrocznym Jastrzębiem któremu towarzyszyły głośne trzaski, kiedy uruchomione zostały silniki statku. Ojciec i syn wpadli na siebie, upadając się z łoskotem na podłogę.
-Jasny gwint... - zaklął Revan obolałym tonem, próbując się podnieść. - „Nieco” to mało powiedziane. Co to...
Tym razem rozległ się głośny huk, zagłuszający jego słowa. Mroczny Jastrząb zatrząsł się próbując wystartować lecz najwyraźniej nie był w stanie. Rufa statku uniosła się gwałtownie w górę, przechylając wahadłowiec. Kynek straciwszy równowagę poleciał na główny holokron uderzając w niego głową.
-Co się dzieje do cholery?! - krzyknął opierając się na czworaka i przyciskając rękę do czoła w miejscu uderzenia.
Nie usłyszał odpowiedzi. Zamiast głosu któregoś z kompanów rozległ się za to głośny syk a chwilę później wśród wnętrza statku zaczęły się unosić dziwne opary. Kynek rozejrzał się. Jasny dym unoszący się w powietrzu, roznosił się po kabinach Mrocznego Jastrzębia.
-Kynek! - usłyszał nagle krzyk Paula.
-Co jest grane?! - zawołał zaniepokojony Revan.
Cisza...
W tym czasie tajemniczy gaz dotarł już do nozdrzy jego syna.
-Khyyy, ...khhyy, ojcze...! - zakaszlał młodzieniec.
-Nie wdychaj tego!- warknął mężczyzna. - To... khyyy... agghhh... gaz obezwładniający...!
Odgłos miecza świetlnego.
-Wyłaź! - z kabiny dało się słyszeć głos Kalima. - Apsik! Achh... wyłaź i walcz.... Khy, khy gdziekolwiek jesteś! Chodź tu tchórzu... khyy i pokaż....
Nagle zamilkł.
-Kalim! - Kynek wstał i zasłoniwszy koszulą nos podskoczył w kierunku pomieszczenia. Z przerażeniem jednak stwierdził, że czuję się coraz bardziej śpiący i osłabiony. Substancja w jego płucach zaczęła paraliżować mu ciało. Oparł się o ścianę próbując nie legnąć znów na podłodze. Do oczu napłynęły mu łzy.
-Kynek, gdzie jesteś?! - dobiegł do głos ojca.
Odwrócił się. Mglista, jasna zasłona już całkowicie spowiła wnętrze Jastrzębia.
-Aauuuu! - jęknął głośno, czując mocny ból z tyłu głowy. Upadł na ziemię, będąc zbyt słabym i zdezorientowanym by zamortyzować upadek. Przeturlawszy się na plecy, ujrzał nad sobą ciemną sylwetkę wyłaniającą się z gęstego całunu. Chwilę później twarda pięść ugodziła Kynka w twarz pozbawiając przytomności.
-Dobranoc zasrańcu! - warknął tajemniczy napastnik.
Revan nie wahał się. Czując krzywdę syna wypuścił gęstą wiązkę błyskawic w stronę atakującego. Osobnik wzdrygnął się i poszybował na ścianę uderzając w nią mocno. Łoskot dotarł do uszu byłego Lorda Sith, który kierując się Mocą podjął próbę zlokalizowania napastnika. Ku swojemu zdziwieniu usłyszał jednak drwiący ton.
-Tylko na tyle cię stać Jedi?! - mężczyzna, sądząc po odgłosach, prędko pozbierał się z upadku. W jego głosie nie czuć było bólu, jakby energia błyskawic i moc uderzenia były dla niego niczym lekkie ukłucie.
Błysk czerwonego ostrza. Revan zachwiał się, za wszelką cenę próbując skupić w sobie Moc. Trzymając w ręku miecz, wstrzymał oddech przy użyciu Mocy lecz zrobił to zbyt późno. Część gazu zdążyła już przeniknąć do organizmu, usypiając jego zmysły.
Odgłos kroków. Szmer za plecami.
Czerwona klinga w mig przecięła powietrze za Revanem. Drugi napastnik syknął w ostatniej chwili unikając ścięcia. Były Sith ruszył na przeciwnika kierując się już wyłącznie Mocą, gdyż osłabiony oparami wzrok nie mógł już poprawnie funkcjonować. Pchnął błyskawicznie w kierunku korpusu, trafiając osobnika w bok. Mężczyzna syknął, unosząc coś w powietrze. Revan szybko uderzył w ramię lecz tym razem laserowe ostrze natrafiło na klingę wibromiecza. Nie tracąc czasu mocno pchnął mieczem, a gdy jego przeciwnik sparował cios, popchnął go Mocą.
Nie zdążył się jednak przekonać o skuteczności swojego ataku, gdyż naraz poczuł za sobą nieprzyjemne popieszczenie. Osunąwszy się na kolana, odwrócił gwałtownie i rozpaczliwym ruchem rzucił za siebie miecz. Wiązka paralizatora miała jednak zbyt silną moc, toteż Revan porażony i zbyt wyczerpany osunął się bezwładnie na podłogę.

-Silny skurczybyk! - rozległ się donośny głos. - Megeen , jesteś cały?!
-Tak, ale ten upadły Jedi rozciął mi kombinezon! Mało co a usmażyłby mi wnętrzności!
Dwie ciemne postacie spotkały się wśród dymu. Kast i Megeen, ostatni komandosi z szóstej drużyny czwartego plutonu kompani L.A.R.G.E., uświadomili sobie że rozkazem wycofania się do własnego statku sierżant Vaargen nieświadomie ocalił im życie. Słusznie przekonani o śmierci swych kompanów pod gruzami świątyni, postanowili dokończyć zaczętego dzieła pomimo liczebnej przewagi przeciwnika.
Stali teraz w głównej sali na opanowanym przez siebie Mrocznym Jastrzębiu. Obaj ubrani w ciężkie, szkarłatno-żółte pancerze, głowy chroniły szczelne hełmy, które na obecną chwilę dawały im przewagę pozwalając oddychać przez rozpylone przez siebie opary.
-Nie przesadziłeś może z tym gazem? Nie widzą czubka własnego hełmu! - odezwał się Megeen.
-Sam widziałeś że to mogło nie wystarczyć. - odpowiedział Kast. - Tego tutaj – wskazał palcem Revana – musiałem potraktować jeszcze paralizatorem inaczej mógłby cię posiekać.
-Wielkie dzięki. Co teraz? Sierżant Vaargen z resztą drużyny nie żyją. Jedynie na nas spoczywa obowiązek dostarczenia tych kanalii na Dosuun.
-Będziemy musieli zabrać ich naszym statkiem. - westchnął Kast. - Pospieszmy się bo nie mam zamiaru przebywać na tej przeklętej planecie ani chwili dłużej!
-Najpierw ich obezwładnijmy! - odparł Megeen. - A Upadłym Jedi trzeba poczęstować „Zdechłą gizką” żeby nie byli tacy hardzi jak wstaną. Myślę że dwie tabletki na tych młodych i cztery na tego twardziela wystarczą...

W tym samym czasie kiedy dwóch komandosów Republiki pospiesznie wynosiło związane, obezwładnione ciała z pokładu Mrocznego Jastrzębia, z ładowni zaczęło dochodzić ciche pobipywanie. Sympatyczny robot T3-M4 wyłonił się powoli z ciemnego pomieszczenia, z ciekawością rozglądając się po zadymionym statku...

_________________
(...)
Cieszy mię ten rym: Polak mądry po szkodzie:
lecz jeśli prawda i z tego nas zbodzie,
nową przypowieść Polak sobie kupi,
że i przed szkodą, i po szkodzie GŁUPI.
- Jan Kochanowski

Cnota to kopalnia złota. — Jan Sztaudynger


Zobacz profil  Offline
 
 Tytuł:
PostNapisane: 3 cze 2009, o 21:17 
Praktykujący
Praktykujący
Avatar użytkownika
Dołączył(a): 6 lut 2007, o 17:10
Posty: 200
Lokalizacja: mogłem wiedzieć, że ma 13 lat ?!
Ostrzeżenia: 0 / 4
Ok., to już wszyscy- stwierdził kapral Erdan wciągając Paula do karceru okrętowego.
Do tej pory prawie w ogóle go nie używali. Nie byli jednostką od brania jeńców, a sierżant nigdy nie zamykał tam żadnego z podwładnych. Nie byli jakąś bandą idiotów pokroju Jansenów. Umieli się zachować.
Kast podszedł do panelu, by zamknąć celę, gdy przez jego zmęczony umysł przebiegła myśl. W pierwszej chwili nawet nie zwrócił na nią uwagi. Była jedna z setek myśli przepływających przez głowę w każdej minucie. Ten kto nigdy nie walczył o życie nie wie, o ilu rzeczach zaczyna się myśleć, gdy zagrożenie przemija.
Ale po chwili...
Kapral zamknął pole siłowe i biegiem ruszył na mostek.
***

-I co teraz zrobisz, Ordo?- Spytał Onasi
-Spokojnie, wiesz przecież, że można ufać memu twórczemu podejściu- Odpowiedział półgłosem mandalorianin- Dobra panowie!- Powiedział już głośno-Teraz wchodzimy do środka. Któryś czegoś spróbuje, a Admirał zginie, jasne?
Dwadzieścia luf odpowiedziało milczeniem.
***

-Pomyślałem już o tym- Odpowiedział Megeen bez specjalnego entuzjazmu- Snajperzy, których Sierżant zostawił przed gmachem nie odpowiadają. Sprawdzam właśnie czarną skrzynkę.
-Czarną skrzynkę?- Zdziwił się Kast
-Tak... każda wiadomość przesyłana między naszą drużyną musi przepłynąć przez odbiornik dalekiego zasięgu na statku. Jeśli ktoś się zgłaszał, będzie o tym
adnotacja tutaj
-Brzmi to logicznie... chyba.- Erdan nie był przekonany, ale zasadniczo nie znał się też specjalnie na sprzęcie komunikacyjnym, a Megeen był radiowcem, więc chyba wiedział co mówi
-Zaufaj mi... o, coś jest!
-Co? Co się stało?!
-O nie...- Towarzysz Kasta otworzył szeroko oczy i usta. Jak człowiek widzący rozbijający się
wahadłowiec. Gapił się w ekran nie mogąc wydusić słowa
-Co jest?
-Dork i Ryan... Vaargen... Miker...Farfax...
-Co, o co chodzi?!
-Ich nieśmiertelniki... Nieśmiertelniki całej drużyny są aktywne...Wszystkie wysłały sygnał... poza naszymi.
-Czyli... że....
-Oni naprawdę....
Dwóch kaprali nagle poczuło coś ,czego obaj nie umieli zdefiniować. Wiedzieli ,ze mogło do tego dojść, że mogli być ostatni. Ale między przeczuciem a faktem jest droga jak sta do Coruscant.
***
Marco zszedł po trapie na improwizowane lądowisko gdzieś po środku trawiastego pustkowia. Jak okiem sięgnąć widać było tylko morze zieleni, gdzieniegdzie pofalowane wzgórzami.
,,Blask” zamknął wejście i ruszył w przestworza. Młody sith obserwował go przez dłuższą chwilę, dopóki nie zniknął w chmurach. Ruszył wtedy w swoją drogę. Zgodnie z jego danymi 28 kilometrów na wschód od miejsca lądowania miał znajdować się początek odbudowanej części Telos. Przy pewnym zapasie szczęścia powinien być tam jeszcze dziś
***

_________________
Mura fĂŠidir leat seo a lĂŠamh, ciallaĂ­onn sĂŠ go bhfuil na hoibreacha aistritheoir ...


Zobacz profil  Offline
 
 Tytuł:
PostNapisane: 4 cze 2009, o 13:22 
Student
Student
Avatar użytkownika
Dołączył(a): 27 wrz 2008, o 08:19
Posty: 390
Ostrzeżenia: 0 / 4
Statek odzdziału specjalnego L.A.R.G.E
-Idę coś przegryźć-odpowiedział zszokowany Kast. To był jego sposób na chwilowe zapomnienie bólu.
-Dobra-odparł Megeen-Ja idę zobaczyć, jak tam nasz napęd nadprzestrzenny i przygotuję nas do drogi.
Kast poszedł do ładowni. Otworzył skład i zaczął konsumpcje. Nagle poczuł się dziwnie zmęczony, zaczął opadać z sił. Nie zdążył włączyć komunikatora. Już spał.
-Śpij, królewiczu-rzekła tajemna postać stojąca nad nim. Aby mieć pewność, że się nie obudzi zamknęła go w jednej szafek i odcięła kabel komunikatora. Samemu zaś postać udała się do Megeena.
Był właśnie pochylony nad łączem kabli. Poczuł uczucie, które podpowiadało mu, że powinien się odwrócić. Zobaczył postać skradającą się w cieniu. Szybko wyjął blaster i już chciał oddać strzał, gdy nagle jego pierś przeszył laserowa błyskawica małego droida, który wyjrzał zza drzwi.
-Dzięki, T3-rzekła postać- Dobra robota. Teraz trzeba tylko znaleźć Kynka i resztę.
Dwuosobowa drużyna ruszyła w stronę cel. Statek był nieduży, tylko trochę większy od Mrocznego Jastrzębia, więc szybko tam doszli. Gdy wejrzeli przez pole siłowe, Revan, jako jedyny przytomny członek drużyny, zdziwił się bardzo:
-T3! Witaj. A... Sokół? Czy to ty?-Postać nie przypominała zbyt Sokoła. Wyglądała na jakieś 27 lat, miał Blond, lokowane włosy do ramion i na sobie zwykłą szatę Jedi. Ale Moc wskazywała Revanowi, jakby to właśnie był On.
-Nie lekceważ potęgi Mocy ,Revan. Wraz z mistrzem Juvenem udało nam się przejąć to ciało. Wiem, że to trochę nie po Jedi'owemu, ale to ciało zabraliśmy jednemu z Sithów, więc mam nadzieję, że nie będziecie mi ciągle robić wykładów. T3, otwórz, proszę, celę.-Drzwi zostały otwarte.
-Dobrze. Nie zapominaj jednak o moim synu, żonie i przyjaciołach. Jak ich stąd przetransportujemy na Jastrzębia?
-Myślę, że możemy zostać na Srebrnym Feniksie. To dość porządny statek: Ma dużą ładownię, ścigacz, a jego tarcze i Lasery są dwa razy lepsze od tych z Jastrzębia.
-Dobrze. Tylko co zrobiłeś z naszymi komandosikami?
-Jeden nie żyje. A ostatni smacznie śpi zamknięty w szafce.
-To dobrze. Załatwmy tylko jakieś sole trzeźwiące i opuszczajmy tę planetę.


Annihilator
Mroczny Lord Sithów przeprogramował droidy. Teraz wszystkie reagowały na jego głos. Niebawem Vultus został do niego zawołany. Vultus nie wiedział po co, ale podejrzewał, że po to aby się skonsultować z jego Mistrzami. Przyszedł. Wszedł do komnaty tronowej Mrocznego Lorda i zobaczył grupę ładnych, wypolerowanych droidów stojących w rzędach po oby dwóch stronach przejścia do tronu. Lord siedział na tronie, ale na widok Vultusa się poruszył.
-Witaj-rzekł-Cieszę się, że przyszedłeś. Jest jednak pewna rzecz, którą zapomniałem Ci powiedzieć. Otóż... Nie zamierzam się dzielić władzą.-Po tych słowach wszystkie droidy w sali obróciły się w kierunku Vultusa i otworzyły ogień. Na swoje szczęście, Vultus zdążył w porę uskoczyć i połowa droidów, zamiast Vultusa, wyeliminowała swoich ziomków. Jednak po tym błędzie zaczęli ostrzeliwywać Vultusa pojedyńczo, i ledwo co udało mu się odbijać strzały. Na dodatek poczuł zaburzenia Mocy... Wróg się zbliżał przez drzwi. Udało mu się pozamykać zatrzaski zamków Mocą, chociaż strzały droidów nie ułatwiały mu tego. Wypuścił wreszcie Błyskawice Mocy w stronę swoich wrogów. Droidy padły jak muchy.
-Nieźle, Vultusie.-rzekł mroczny Lord-Jednak to nie było takie wyzwanie.-Mroczny lord zapalił swój miecz świetlny i rzucił się na Vultusa. Ciął bardzo szybko. Na pewno dobrze przyswoił sobie lekcję o furii. Jednak Vultus, chodź z wielką trudnością, parował te ataki. Jak Mroczny Lord się zdenerwował, to wypuścił serię potężnych błyskawic. Vultus chciał je sparować mieczem. To był błąd. Mroczny lord skoczył i kilkan razy wypuszczał małe serie błyskawic, aby Vultus nie mógł się zbyt poruszyć. Następnie naskoczył na Vultusa od góry i chciał go przeciąć na dwie części. Jednak Vultus odepchnął go mocą i Mroczny Lord z rozpędu trzasnął o ścianę. Vultus doskoczył i zakończył żywot Mrocznego Lorda wbijając mu miecz świetlny w twarz. Mroczny Lord Sithów ponióśł porażkę. Znowu.
-Nie doceniasz potęgi Prawdziwych Sithów...Panie.

Godzinę później
Vultusowi udało przeprogramować droidy z główneo terminala. Zmieniły po raz trzeci właściciela. Następnie Vultus udał się do centrum łącznościowego, aby skonsultować się ze swoimi mistrzami.
-Witajcie. Tu Vultus. Słyszycie mnie?
-Tak. Czy udało Wam się przejąć statek?
-Właściwie tylko zostałem... Ale misja jest wykonana.
-To dobrze. Czekajcie na rozkazy. Właśnie Ruszamy z nową kampanią wojenną. Przeciwko republice...

_________________
Obrazek
Mój last.fm: http://www.lastfm.pl/user/KacperSW


Zobacz profil  Offline
 
 Tytuł:
PostNapisane: 7 lip 2009, o 16:58 
Wybraniec
Wybraniec
Avatar użytkownika
Dołączył(a): 4 lis 2007, o 18:51
Posty: 106
Lokalizacja: z Coruscant
Ostrzeżenia: 0 / 4
Telos

Po wielu godzinach wędrówki Marco doszedł do odbudowanej części Telos. Trawa nabrała soczystszego koloru, pojawiły się wysokie i dziwnie powykręcane drzewa oraz najróżniejszej maści kwiaty. W oddali widać było przepełnione blaskiem słońca miasto. Na niebie można było zobaczyć stację kosmiczną orbitującą nad planetą. Młody adept ruszył w stronę cywilizacji. W mieście jak to w mieście – hałas i gwar na każdym kroku. Marco poczuł pragnienie i ruszył w kierunku kantyny „Pijana Gizka”. Wszedłszy do baru, podszedł do lady i poprosił barmana o telosiańską wódkę. W tym czasie dawny najemnik zaczął rozglądać się po spelunie. Nagle w kącie zauważył znajomą twarz. Był to znany łowca nagród Bengo. Pomimo że był mandalorianinem to był lubiany wśród ludzi na Telos. Głównie ze względu na jego „argument siły”. Marco spotkał się z nim kilka razy w przeszłości w nie zbyt miłych okolicznościach, dlatego też szybko odwrócił głowę aby nie został przez niego rozpoznany. Cały zlał się potem i drżały mu ręce. Szybko wypił napój dany przez barmana i zaczął myśleć jakby uniknąć konfrontacji z Bengo. Siedzący obok niego rodianin zauważył zdenerwowanie swojego sąsiada i zapytał:
- Nic ci nie jest?
- Nie...skądże – odpowiedział drżącym głosem Marco
Rodianin tylko się wzdrygnął i odszedł. Marco wstał i szybko wyszedł z baru zwracając na siebie uwagę mandalorianina. Ten rozpoznał go i z zaciekawieniem poszedł za Marco. Młody Sith wiedział, że jest śledzony dlatego próbował zgubić Bengo w tłumie. Niestety zapomniał, że łowca głów wyposażony jest w najróżniejsze zabawki. Między innymi w strzałki „zaznaczające” cel. Działało to trochę jak termowizja tyle tylko, że podświetlany był jeden cel. Łowca wystrzelił jedną i nie musiał się martwić o to, że zgubi swoją „ofiarę” w tłumie. Marco poczuł ból w plecach i zaczął biec szybciej, żeby zgubić pościg. Bengo także przyspieszył. Gdy wyszli z tłumu młodzieniec skręcił w ciemną uliczkę. Jak się okazało był to ślepy zaułek. Łowca podbiegł do Marco.
- Ha ha! Kopę lat się nie widzieliśmy Marco – zaczął triumfalnym głosem mandalorianin – myślałem, że zgubiłem twój trop a jednak po tak długim czasie cię znalazłem! Chyba nie zapomniałeś, że masz nie dokończone sprawy z Kantorem? Razz ucieszy się na twój widok!
- Powiedz mu, żeby dał mi jeszcze trochę czasu. Zdobędę te pieniądze – odpowiedział Rand.
- Co?! Ha ha! Dobiłeś mnie tym – wybuchnął śmiechem Bengo – ile to już? 8 lat. Szmat czasu...i wystarczająco dużo by uzbierać na dług należny Kantorowi. Razz mówił, że jesteś mu winien 50000 kredytów! Ku*** po co ci było tyle kasy!?
- ...
- Nieważne, a teraz chodź ze mną – powiedział Łowca
- Nie mam całej sumy.
- Heh...cóż Razz zabierze co masz a resztę jakoś odpracujesz.
- Spadaj sk*****!
Marco szybko wyjął wibroostrze, pchnął nim lecz Bengo był szybszy i złapał go za nadgarstek oraz skręcił mu rękę. Broń wypadła z dłoni młodzieńca. Później młody Sith pchnął łowcę Mocą a ten walnął w ścianę. Rand ruszył do ucieczki ale mandalorianin znowu go uprzedził i rzucił w jego stronę shurikenem. Trafiło go w łydkę i niezwykły ból nie pozwalał mu biec. Drugi shuriken trafił w prawą nogę co spowodowało, że Marco upadł na kolana. Wył z bólu a po chwili coś go uderzyło w tył głowy. Usłyszał tylko: „Razz się z tobą policzy”...


***

Tymczasem na Dosuun

Canderous szedł powoli trzymając blaster przy głowie Admirała i zasłaniając się nim a twarz miał cały czas zwróconą w kierunku żołnierzy.
- Ordo, czyś ty oszalał?! – wykrzyknął Carth
- Jeszcze nie mój drogi przyjacielu...jeszcze nie... – spokojnym tonem odparł Canderous
Gdy znaleźli się w hangarze od razu skierowali się do Grave’a przy, którym stalo dwóch republikanów.
- Hej co jest? – rzekł jeden z nich
- Zbierajcie manatki i wynocha albo wasz Admirał zginie! – wykrzyknął Canderous
Republikanie szybko wyszli zostawiając starych przyjaciół samych. Mandalorianin puścił Cartha.
- Dobra to teraz ja cię przesłucham – powiedział ze złośliwym uśmieszkiem Ordo – gdzie poleciał Sokół?
- Właśnie to próbujemy ustalić...wysłaliśmy za nimi oddział L.A.R.G.E., żeby ich wytropili, pojmali i przywieźli żywych na Dosuun.
- Żywych powiadasz...wiesz jak to jest mówisz tak a potem okazuje się, że są martwi.
- Spokojnie Canderous kompania L.A.R.G.E. jest znana z żołnierzy, którzy sprostają każdemu wyzwaniu.
- Hmm no dobra...czy wiecie chociaż gdzie jest ten oddział L.A.R.G.E. ? – spytał z zirytowaniem mandalorianin
- Cóż wyposażyliśmy ich w najnowszą technologię. Posiadają specjalne nadajniki, dzięki którym wiemy gdzie są. Takich żołnierzy nie możemy stracić i w razie wypadku wysyłamy do nich pomoc.
W tym czasie słychać głos dzwoniącego komunikatora.
- Tu Admirał Onasi.
- Admirale...mamy złe wieści – odpowiedział głos w komunikatorze
- Co się stało?
- Oddział L.A.R.G.E. ... oni...oni...
- No powiedz wreszcie do cholery co się stało! – wrzasnął ze zniecierpliwieniem Carth
- Oni...nie żyją...
Mandalorianin słysząc to pokręcił głową.
- Niemożliwe – odpowiedział Carth
- Ich nieśmiertelniki zostały aktywowane. Wszyscy nie żyją...oprócz jednego. Nazywa się kapral Kast. Jego sygnał pochodzi z...planety Lehon
- Niech to szlag! – krzyknął Carth – przygotujcie „Marzyciela” i wyruszamy!
- Zaczekaj Onasi – odparł mandalorianin – większy statek zwróci na siebie uwagę Sithów i przez to mógłby ich doprowadzić do Sokoła. Ja tam polecę. Ty Carth trzymaj w gotowości ten statek. Jeszcze się skontaktujemy!
- Chyba masz rację...stary przyjacielu – Admirał uśmiechnął się i uścisnął Ordowi rękę na pożegnanie – Powodzenia!
- Żegnaj Carth!
- Odwołuję rozkaz – Onasi powiedział do komunikatora


***

Revan otworzył oczy. Wokół niego było oślepiająca biel. Po chwili usłyszał wołający do niego głos:
- Revanie...
- Revanie... – powtórzył glos
- Gdzie ja jestem? – zapytał Jedi
- W twoim umyśle – odparł głos
- Kim jesteś?
- Nazywasz mnie „chorobą sithów”, chociaż wcale ją nie jestem...możesz mówić do mnie Nerevar
- Co tu robisz...i co JA tu robię?
- Zadomowiłem się w twoim umyśle od pół roku i od tego czasu wiem o tobie bardzo wiele. Wiem, że twoją najskrytszą miłością była Bastila, wiem, że byłeś kiedyś Lordem Sithów ale zawróciłeś z tej ścieżki ze względu na ukochaną.
- Skąd to wiesz?
- Czytałem twoje wspomnienia...zaprawdę, twoje życie jest niezwykle interesujące...
- Jesteś pasożytem!? Wynoś się z mojego umysłu! Nie pozwolę byś nade mną zapanował!
Z bieli wyłoniła się sylwetka człowieka odzianego w czarne szaty i płaszcz tegoż koloru. Miał założony kaptur i nie miał twarzy. Zamiast niej było widać tylko czerń. Ręce i stopy zakrywały metalowe rękawice i buty. Człowiek w czerni wyjął w stronę Revana dłoń i pomógł mu wstać.
- Ty...jesteś Nerevar? – zapytał Mistrz Jedi
- Tak...to ja. Nie jestem pasożytem...pragnę żyć z tobą w symbiozie
- Ale...zaraz...czym naprawdę jesteś?
- Dowiesz się tego w odpowiednim czasie...
- Jak wszedłeś do mojego umysłu?
- Za twoim pozwoleniem. Na planecie Lehon odwiedziłeś starożytną świątynię. Wszedłeś do jej wnętrza i znalazłeś...MNIE. Byłem i nadal w pewnym stopniu jestem uwięziony w krysztale o czarnym odcieniu. Włożyłeś go do swojego miecza świetlnego i od tamtej pory jestem z tobą.
- Jesteś odmianą Derriphana?
- Nie. Ale przy okazji...niedawno ta prymitywna istota wkradła się tutaj. Próbowałem ją przegonić ale emanowała niezwykłą determinacją. Przejęła nad tobą kontrolę a mnie osłabiła i zamknęła w kącie twego umysłu. Po jakimś czasie byłem wolny a Derriphan zniknął. W przeciwieństwie do niego chcę zawrzeć z tobą sojusz...symbiozę jeśli wolisz. Zwiększę twoje umiejętności we władaniu Mocą i mieczem świetlnym a także jeżeli kiedykolwiek w coś zwątpisz, będziesz mógł zwrócić się do mnie o radę. Staniesz się najpotężniejszym Jedi w całej galaktyce!
- A co ja będę musiał zrobić w zamian?
- Powrócić na ścieżkę Ciemnej Strony Mocy
- Nie! – wykrzyknął z przerażeniem Revan - Wyrzekłem się tej ścieżki dawno temu. Prowadzi do bólu i cierpienia. Ciemna Strona przejmuje kontrolę nad jej użytkownikiem.
- Tylko nad tymi słabymi. Wybrałem ciebie, ponieważ jesteś wyjątkowo potężny by zapanować nad Ciemną Stroną! Dzięki temu staniesz się niepokonany! Razem zniszczymy Prawdziwych Sithów!
- Ale moi przyjaciele...oni za mną nie podążą. Bastila, Kynek, Kalim...
- Będą musieli ugiąć się pod twoją wolą...a teraz czy zgadzasz się Revanie na naszą współpracę?
Revan usiadł i rozmyślał w milczeniu. Wiedział, że jeżeli zwróci się znowu na Ciemną Stronę straci swoich przyjaciół. Kochał Bastilę i Kynka i nie chciał ich opuścić.
Nerevarze? – spytał Revan – Skąd mam pewność, że mnie nie zdradzisz i przejmiesz nade mną kontrolę?
Człowiek w czerni westchnął i pokręcił głową.
- Chyba jednak będę musiał powiedzieć ci prawdę. Zostałem stworzony przez władców Bezkresnego Imperium po to aby kontrolować Ciemną Stronę. Zostałem umieszczony w Gwiezdnej Kuźni dając jej życie. Żywiłem się esencją Ciemnej Strony w zamian dając jej użytkownikom możność zapanowania nad sobą gdy są pod wpływem Ciemnej Strony. Po zniszczeniu wszechpotężnej broni Rakatan, moja esencja przeniosła się do Źródła – miejsca mojego stworzenia. Tam też mnie odnalazłeś.
Revan zamyślił się przez chwilę.
- Nigdy nie zdradzę moich przyjaciół! – powiedział po chwili dawny Lord Sithów
- Dobrze...niech tak będzie. Nie będę cię do tego zmuszał. Ale tak czy inaczej pozostanę w twoim umyśle i będę doradzał ci w razie potrzeby. Niestety nie uczynię cię potężniejszym gdyż nie emanujesz Ciemną Stroną.


***


Gdzieś w dżungli na Dxun

Lord Sith stał przy centralnym komputerze wpatrując się w niego.
- Lordzie Nexus – rzekł młody Sith wchodząc do centrum dowodzenia po czym ukląkł
- Powstań mój uczniu. Czy dowiedziałeś się czegoś o Akademii Trayus?
- Tak mistrzu. Została zniszczona razem z całym Malachor V.
Darth Nexus z wściekłością uderzył w monitor komputera i odwrócił się do swego ucznia.
- I jak teraz znajdziemy to czego szukamy!? Wszystko przepadło! – powiedział przez zęby Mistrz
- Może są inne, na innych planetach – wykrztusił uczeń Qweron przełykając ślinę
- Miejmy nadzieję...
- Jest jeszcze coś. Radary namierzyły jakiś olbrzymi Superniszczyciel. Prawdopodobnie należy do Imperium Sithów. Chciałem powiedzieć Imperium Prawdziwych Sithów.
- He He – zaśmiał się pod nosem Lord – Starzy przyjaciele...Qweron! Zbierz wszystkich. Wyruszamy.
- Oczywiście mistrzu


***

_________________
Obrazek

"Wojna nikogo wielkim nie czyni..."- Yoda


Zobacz profil  Offline
 
 Tytuł:
PostNapisane: 19 lip 2009, o 11:56 
Student
Student
Avatar użytkownika
Dołączył(a): 27 wrz 2008, o 08:19
Posty: 390
Ostrzeżenia: 0 / 4
Srebrny Feniks

Kynek wstał po kilkugodzinnym leczniczym transie Jedi. Czuł się już znacznie lepiej. Większość siniaków i skaleczeń śie zagoiła. Młody Jedi poczuł głód i poszedł do spiżarni. Spotkał tam też ojca.
-Witaj-powiedział Kynek.-Co u reszty załogi?
-Mają się dobrze. Ale ekwipunek tych komandosów jest niesamowity! Znaleźliśmy nawet protezę dla Louisa. Większość osób jest już w świetlicy, a sam Louis jest już w sterowni. Zastanawia się jaki kurs obrać. Powinieneś mu pomóc.
-Tak zrobię-odparł Kynek.
Poszedł do sterowni.
-Gdzie lecimy?-spytał bez wstępów Louis.
-Myślę, że możemy polecieć na Telos. Doleczymy się do końca.A poza tym, mamy kordynaty tylko tam i na bezludną Hoth. A później polecimy na Coruscant, wspomóc Republikę w walce z Sithami. Coś czuję, że przyda im się każdy statek.
-Republika? Coruscant? Kynek, czy ty przypadkiem nie dostałeś przed chwilą meteorytem w czoło? Przecież oni chcą nas zabić!
-Cóż, na razie skupmy się na dostaniu się na Telos...

***

TELOS
Marco siedział w celi osłoniętej polem energetycznym. Pewnie wkrótce będzie oddawany przesłuchaniu. Uśmiechnął się na myśl o zrobieniu niespodzianki swoim prześladowcom. Jednak pole energetyczne oddzielało go od reszty bazy. Wtem zauważył strażnika. Używając perswazji Mocy powiedział do strażnika:
-Otwórz te drzwi.
Strażnik już dał się nabrać i chciał je otworzyć, lecz nagle jego pierś przeszyła laserowa błyskawica. To Razz po niego przyszedł.
-No, no, Marco, nie spodziewałem się, że nauczysz się sztuczek Jedi.-Razz był szczupłym człowiekiem, miał krótkie, czarne włosy i chudą twarz.
-Słuchaj, spłacę ten dług. Daj mi tylko miesiąc.
-Miesiąc miałem Ci dać miesiąc temu. I dwa miesiące temu. Już za późno.
-Ale jako trup na pewno nie uda mi się go spłacić.
-Czy ja chcę cię zabić? Nie, źle mnie zrozumiałeś. Znalazłem już twoją rodzinę. Może wydłubią kilka groszy z kieszeni żeby cię odzyskać.
-Ale ja już nie mam rodzimy.
-Masz brata.-odparł Razz
-Atton? On już nie żyje.-Marco powstrzymał łzy
-Nie bądź taki pewien. Mnie nie nabierze. Nawet, jeśli jest Jedi
-Kłamiesz!-Marco nie był jednak pewien, czy dobrze powiedział. W końcu to by wyjaśniało jego skuteczność w terenie, i różne kilkudniowe zniknięcia. To może ten cały Wygnaniec, którego imienia nie chciał mu zdradzić, nauczył go kilku sztuczek. A może nawet wyszkolił go na jednego z mistrzów...
-Nie obchodzi mnie, czy wierzysz mi, czy nie.-rzekł Razz- Tak, czy siak, zanim wiadomość dotrze zdążysz poznać Salę Tortur w całej okazałości...

***

Srebrny Feniks
-Uwaga, podchodzimy do lądowania-krzyknął Louis.
Wszyscy zapieli pasy. Wyszli z nadprzestrzeni.
Lądowanie przebiegło bezproblemowo.
-Dobra, wysiadamy-krzyknął Kynek.
-Lepiej zostaw kogoś na straży-powiedział Sokół-Już raz mi stąd ukradli statek.
-Dobra. Pójdę więc z Tobą, Revanem, Kalinem, Bastillą i T3. Pozostali niech przypilnują statku... I Komandosa.
-Ok.
Nie zdążyli wyjść z doków, gdy zaczepiła ich pewna kobieta:
-Pomocy! Ratunku!
-Co się stało, dobra kobieto?-zapytał Kynek.
-Porwali mi męża! i nie tylko mi! Wielu ludzi zaginęło. A, że niestety dowiedziałam się, gdzie oni są, wkrótce też do nich dołączę.
-Kto to zrobił?
-Razz! Szef przestępczego półświatka na Telos.
-Czemu więc tego nie zgłosiłaś do SBT?
-Oni mają inne problemy. Czerka i tak dalej...
-Zobaczę, co da się zrobić. Gdzie on się ukrywa?
-Wiem tylko, że ma łącznika w kantynie. To Rodianin, ma jakieś dziwne imię. Coś na "Z". Aha, i hasło brzmi: "Wiatr wieje od wschodu, a rzeka spływa krwią". Odzew: "nie, wiatr wieje z zachodu''. Za jakieś 3,5 godziny ma się spotkać z innym, który chce nawiązać kontakt między nim a jednym z Huttów... Chyba Giddą...
-Skąd ty to wszystko wiesz?
-Podsłuchałam, jak rozmawiał z jednym ze swoich.
-Dobrze. Czy masz jakieś miejsce, w którym mogłabyś się ukryć?
-Tak...
-Więc idź tam. Tego Razza zostaw mi.
-Dziękuję, Przybyszu.
Kiedy kobieta zniknęła z pola widzenia, Revan powiedział:
-To brzmi zbyt prosto, żeby mogło być prawdziwe. Ta kobieta coś kręci. Pozostaje pytanie; Po co?
-Eee, bo wielu nie lubi Jedi.-odezwała się Bastila-A w tych ciuhach można nas rozpoznać na kilometr.
-Wydawał mi się, że lubisz te szaty.
-Nie powiedziałam, że nie. Po prostu trudno w nich wtopić się w tłum.
-Bastila ma rację-powiedział Kynek-Zanim pójdziemy do tawerny zajdźmy do jakiegoś sklepu z ubraniem.
-Co?-zdziwił się Kalim-Jeszcze chcesz tam iść?
-Chcę zobaczyć, kto na mnie poluje...I zmienić łowcę w zwierzynę.
-To może być trudne. Może wezwiemy pomoc?
-Ktoś musi pilnować statku. i tego Komandosa..
-Jak sobie chcesz...

3 godziny (Dzięki Bastilli) później, Kantyna...
-To chyba niego jej chodziło-Revan wskazał na Rodianina przy barze. Widać było, że był uzbrojony. Miał na sobie Lekki Kombinezon wojskowy, U pasa dwa blastery, a do pleców przywiązane Wibroostrze. Ciężko mu będzie wtopić się w tłum. Kynek Od razu podszedł i powiedział:
-Wiatr wieje od wschodu, a rzeka spływa krwią.
-Nie, wiatr wieje z zachodu.
-Dobrze. Przybywam od Hutta Giddy. Chce nawiązać współpracę.
-Dobrze. Zaprowadzę Cię do bazy
Kwadrans później.
Łącznik zaprowadził Kynka i pod drzwi bazy i powiedział do kamery:
-Szefie, przychodzi ten frajer od Giddy.
-Niech wejdzie-rozległ się głos.
Łącznik otworzył drzwi, a sam uciekł. Kynek z drużyną weszli.
Jednak tuż na progu wszyscy ochroniarze się na nich rzucili. Było to kilku gameorian. T3 zaczął ich zasypywać ogniem z blastera, a Jedi zapalili swoje miecze świetlne. Dwóch gameorian padło pod gradem strzałów T3, jednak pozostali dobiegli już do Jedi. Niestety, zapomnieli, że ich topory nie mogą oprzeć się mieczom świetlnym. Kynek wraz z drużyną rozcięli topory strażników i zabili połowę. Reszta gameorian nie zwlekała. rzucili się do panicznej ucieczki. Błyskawice wypuszczone przez Revan dosięgły kilku, ale części udało się uciec.
-Niech uciekają. To nie o nich nam chodzi-rzekł Kynek.
Po minucie podróży znaleźli więzienie. Były tam setki cel. Jednak z tego miejsca nie dało się ich otworzyć. Musieli się dostać do centrum dowodzenia. Pobiegli w kierunku wskazanym przez znaki z napisem "CENTRUM DOWODZENIA>>". O dziwo, dotarli tam, gdzie chcieli. I przed drzwiami zobaczyli to, czego się obawiali. Sithów. Było ich dwóch, wyglądali na dobrze wytrenowanych. Bez słowa, Sithowie skoczyli się na drużynę. T3 wystrzelił z blastera jeszcze, kiedy tamci byli w locie, Jednak oni odbili pocisk prosto w jego blaster, czyniąc go niezdolnym do dalszej walki.
-Dobra-powiedział Kynek-ja z Bastilą i Kalimem bierzemy tego z podwójnym mieczem. Wy zabierzcie tego drugiego.
Tak zrobili. Kynek odparował dwa ciosy jego Sitha. Kalim próbował podkraść się od tyłu. Jednak Sith to przewidział i wbił mu z nienacka miecz świetlny w serce. Kalim upadł martwy na podłogę.
-Kalim!-krzyknął Kynek. Obiegła go Furia. Nie zważał już na własną obronę. Siepał, siepał, i jeszcze raz siepał. Wreszcie udało mu się odciąć Sithowi głowę. Udało mu się już trochę uspokoić. Spojrzał na Revana i Sokoła. Ci już kończyli z swoim przeciwnikiem. Nie minęło pół minuty, a został przecięty w pasie. Kynkowi udało się odzyskać całkowitą równowagę. Zostawili Kalima i poszli dalej. Do biura Razza.
W dalszej drodze nie spotkało ich już więcej niespodzianek. Do szli do centrum dowodzenia.
Dwie wieżyczki, które stały obok biurka odpaliły, jednak Revan zniszczył je błyskawicą mocy. Razz wyciągnął blaster, jednak nie zdążył oddać strzału, gdyż jego też dosięgnęły błyskawice Revana. Przywódca przestępczego półświatka padł na ziemię. Jednak po chwili wstał, wymierzył i wystrzelił w Kynka, jednak ten odbił laserową błyskawice tam skąd przybyła. Dłonią.
T3 podłączył się do terminalu.
-Pokaż kamery w więzieniu-rozkazał Kynek. Przez chwilę na ekranie przewijały się różne obrazy.
-Stop!-wykrzyknął zdumiony Kynek. W jednej z cel siedział nie kto inny, jak...Marco.-który to numer celi?
T3 zapiszczał coś w odpowiedzi.
-117? Dzięki, T3. Skontaktuje się z wami przez komunikator.
-Zaczekaj-przerwał Revan-Kto to jest?
-Ex-przyjaciel. Zdrajca. Muszę zobaczyć jego minę, kiedy mnie zobaczy.
Kynek poszedł sam. Ta cela była piętro niżej, niż on. Po chwili tam był.
-Cześć, Marco.-powiedział Kynek.
-K...K...Kynek?-Zająkał się marco. Jego szczęka opadła bardziej, niż zdawało to się możliwe.-Zdrajco!
-Przepraszam, ale teraz jesteś w mojej mocy.-odrzekł Kynek.
-Czekaj! Mam coś, co może sprawić że mam...Dużą wartość.
-Niby co?
-Mój mistrz może zawrzeć między nami sojusz.
-Ta ciota z Annihilatora? On już nie żyje.
-Nie o niego mi chodzi. Mam znacznie... Większe wpływy.
-Widzę że mówisz zagadkami. Przeszedłeś trening na moc, no nie?
-Ech dobra. uwolnij mnie, mój mistrz cię wynagrodzi.
-Mam uwierzyć Sithowi? Czy ty się dobrze czujesz?
-Niech będzie. Przysięgnę Ci wierność.-O dziwo, Kynek nie czuł w tym kłamstwa. Jednak dobrze wiedział, jak niebezpiecznie jest zaufać Sithowi.
-Zastanowię się nad tym. Na razie-wyciągnął komunikator-T3, wyślij wiązkę paraliżującą do celi 117.
Marco zemdlał...

2 godziny później, Srebrny Feniks
-Dobra, więc co z nim robimy-spytał Kynek wskazując na Marco.-mamy już dwóch więźniów.
-Właśnie, szefie-krzyknął Louis- Ten komandosik też chciał się przyłączyć.
-Ich pomoc może się przydać.-kontynuował Kynek-Jednak mogą zdradzić. Ale nie czuję kłamstwa w ich słowach...
-Pib... bip. tirip-zabipał T3
-Chę? Co się stało?
_pib... Bitip...tip...pibip.
-Co on mówi?-spytał Paul
-Mówi, że Prawdziwi Sithowiem Zaatakowali Republikę. Holonet aż od tego huczy! W dwa dni zdobyli 7 planet rubieży. Teraz zaatakowali światy środka!
-I co z tym możemy zrobić?
-Zebrać armię-odparł Sokół
-Skąd ją weźmiemy?
-Cóż, kiedyś złożyłem zamówienie.-powiedział Sokół- Na odległej M4-78.
-Więc lecimy-krzyknął Kynek-Pamiętasz kordynaty?
-Tak.
-Więc pośpieszmy się.

2 dni później, m4-78, główny rdzeń
Sokół, Kynek i Revan weszli do środka. Na widok Sokoła Główny droid M4-78 odezwał się:
-Witaj panie.
-Witaj. Jak moja armia?
-Już zbudowaliśmy: 2 000 000 000 000 piechurów, 1 000 000 000 czołgów, 500 Okrętów liniowych, 50 000 fregat i 100 000 myśliwców.
Kynek zamarł. Z taką armią można ruszyć na podbój galaktyki.
-Świetna robota. Przygotujcie się. Niedługo wyruszamy.

Komnata rady Jedi, Coruscant
-Nie możemy tylko na to patrzeć!-wykrzyknęła mistrzyni Brianna. Jej krótkie, białe włosy pofalowały.-Sithowie zdobyli już połowę Zewnętrznych Rubierzy! Nie powinniśmy popełniać tego samego błędu, co nasi poprzednicy podczas Wojen Mandaloriańskich. Znowu przybędzie ktoś na styl Revana i przeciągnie połowę rycerzy na Ciemną Stronę. Co prawda, Revan odpokutował, ale nie możemy znowu liczyć na łud szczęścia.
-Spokojnie, Mistrzyni Brianno. Samo dołączenie się do wojny może spowodować przejście na Ciemn ą Stronę.-Odparł Mistrz Do Vpisu
-Brianna ma rację, Mistrzu Do-Sprzeciwił się mistrz Bao-dur -Sam widziałem zło wojny i powiem jedno: Nie można pozwolić na zniszczenie Republiki i oddanie jej Sithom. A bez naszej pomocy ona upadnie.
-Też Poprę Briannę-odezwała się Hologramowa postać Miry. Właśnie była na Dxun, na jednej z wielu jej "Tajnych Misji".
-Ale zakon nie odbudował się jeszcze do końca-sprzeciwił się Mistrz Do.-Zresztą ie mamy takiej siły, żeby zmienić losy wojny.
-Właśnie, że ją mamy na samym coruscant jest ok. siedemdziesięciu Jedi. Gdy zwołamy wszystkich może być nas około siedmiuset. Siedmiuset wyszkolonych Jedi. To wystarczy.
-Ale w ten sposób zniszczymy zakon-sprzeciwiła się Twile'kańska mistrzyni Bagia-Może i wygramy, ale zwycięstwo będzie nas drogo kosztować.
-Nie dołączając do wojny zapłacimy jeszcze większą cenę-zaprotestował mistrz Bergi. Ciemne futro tego Bothanina zafalowało.-Razem z Republiką łatwiej będzie się nam przeciwstawić temu zagrożeniu, niż później samotnie.
-Republika powinna dać sobie radę-powiedział mistrz Do.
-Może i tak, ale niektórzy młodzi zakonnicy mogą bać się, że jednak nie przetrwa-rzekła Brianna-A wtedy może dojść do buntu.
-To jest ryzyko, które powinniśmy podjąć-sprzeciwił się mistrz Zahaj.
-Może zamiast się kłócić po prostu zagłosujmy-zaoponował Bao-Dur.
Propozycję przystania do wojny poparł: Bao-Dur, Brianna, Mira i Bergi. Razem 4 głosy.
Sprzeciwili im się: Do Vpisu, Bagia i Zahaj. Razem 3 głosy
-A więc postanowione-rzekł Bao-Dur.-Jedi wyruszają na wojnę...

_________________
Obrazek
Mój last.fm: http://www.lastfm.pl/user/KacperSW


Ostatnio edytowano 20 lip 2009, o 16:25 przez Kacper, łącznie edytowano 1 raz

Zobacz profil  Offline
 
 Tytuł:
PostNapisane: 20 lip 2009, o 13:13 
Redaktor
Redaktor
Avatar użytkownika
Dołączył(a): 7 gru 2005, o 22:21
Posty: 1452
Lokalizacja: Piekary Śląskie
Ostrzeżenia: 0 / 4
Czwórka zakapturzonych postaci, przyobleczonych w czarne, długie płaszcze z kapturami nasadzonymi głęboko na głowę, rozmawiała w konspiracyjnym tonie. Obok rzeczonej czwórki tkwił niewzruszenie humanoidalny droid czekając na rozkazy.
- Więc tak, wchodzimy tam, modlimy się do wszystkich bogów Galaktyki by dotrzeć do wyznaczonego celu i…
- Przedstawiamy nasz plan – dokończył jeden z uczestników szepcząc i rozglądając się zachowawczo wokół w poszukiwaniu jakiegoś postronnego, aczkolwiek ciekawego ich rozmowy intruza
- To szaleństwo! – syknęła inna z postaci trochę głośniej aniżeli zamierzała pierwotnie – Jesteśmy w samym sercu wrogiego obozu. Nawet, jeśli przeżyjemy ten marsz, szturm, czy jak to tam chcesz nazwać, to skąd możemy mieć pewność, że nas wysłuchają?
- Złożymy im propozycję nie do odrzucenia. W tym calu zaś nie możemy zabić nikogo. Ogłuszyć, opcjonalnie zranić. Zrozumiano?
- Nie będzie zabijania? – rozpoczął swoją sekwencję droid dotychczas nie zabierający głosu w dyskusji – Biorąc pod uwagę wytyczne z mych skanerów, szacując liczbę przeciwników we wnętrz budynku na około siedemdziesięciu, jak i przyjęcie opcji, która pozwolę sobie zauważyć, jest co najmniej śmieszna, to jest „bez zabijania”, obliczam nasze szanse na 0,4% . Poza tym, zgodnie z dyrektywą 578 mego oprogramowania, jest zabijanie jest przyjemność.
- Bez zabijania powiedziałem. Dotyczy to każdego z nas. Zwłaszcza ciebie – zakapturzona postać wskazała palcem wprost na korpus droida – Zabijesz to przysięgam, że rozbiorę cię na części pierwsze, a wam łby poucinam. Zakodowali?
Przyjęli to milczeniem. Ktoś przełknął ślinę. Ktoś skinął głową. Ale wszyscy jak jeden mąż dobyli miecz świetlnych u swych pasów. Postać, która wydała rozkazy postąpiła krok do przodu stając na ich czele. Uniosła głowę do góry przyglądając się majestatycznym murom Akademii Jedi na Coruscant.
- Mam co do tego złe przeczucia… – szepnął ktoś za jej plecami.

***

- A więc postanowione, Jedi wyruszają na wojnę! – rzekł z entuzjazmem mistrz Bao-Dur i zapewne rozgadałby się bardziej, przestawiając w pełni swój plan, gdyby nie reakcja mistrza Do Vpisu.
- To jakiś obłęd! – grzmiał Do Vpisu poderwawszy się na równe nogi – Cholerny obłęd! Popełniacie wielką pomyłkę! Nie stać nas na wojnę! Wojna to proces długi i wyniszczający. Przemyślcie do jeszcze raz. Będzie trzeba wyzwalać system po systemie, planetę po planecie. Tego chcecie? Poza tym, jesteśmy od niesienia pokoju w Galaktyce, a nie od wojen. Wojna to cierpienie i zło. I wreszcie śmierć… - tu spojrzał po wszystkich licząc na jakiś głos poparcia, gdy zaś go nie otrzymał, przechadzając się w tu i tam po komnacie rady Jedi kontynuował swój wywód – Śmierć zaś bywa okrutna i krwawa na wojnie. Może wypaczyć umysły Jedi. Nie tylko młodych Padawanów, ale i nas, doświadczonych rycerzy. Wielu Jedi może przejść na mroczną ścieżkę. Czy po to odbudowywaliśmy zakon, by znowu sprowadzić go na skraj rozpadu i zakłady? Zaklinam was przemyślicie to jeszcze raz!
- Przedyskutowaliśmy to mistrzu Vpisu – wtrąciła Brianna – Podjęliśmy decyzję. Historia nas osądzi.
- Nierozważną decyzję! Niemądrą! – ryczał Do Vpisu zaciskając nerwowo palce
- Nie ma emocji… rzekł Bao-Dur obejmując Do Vpisu ramieniem - … jest spokój. Pamiętaj o tym przyjacielu. Dobrze wiesz mistrzu, że nie wolno nam działać w nerwach. To droga donikąd.
- Działacie pochopnie jak Revan… - jęknął zrezygnowany Do Vpisu

***

- Hę. Co do … - mruknął młody Padawan stojący tuż przy wejściu do Akademii Jedi widząc cztery zakapturzone postacie i droida zmierzające w jego stronę.
- Wpuścisz nas do środka
- Wpuszczę was do środka – potwierdził mechanicznie Padawan otwierając drzwi dla nieznajomych
- I odejdziesz z Akademii na… hm… cztery dni.
- Odejdę z Akademii na cztery dni – kolejne mechaniczne potwierdzenie wyszło z ust Padawana, który już zaczął oddalać się od murów Akademii Jedi.
- Śmiało poużywaj sobie! – ryknął za nim jeden z ów tajemniczej grupki.
Wszyscy parsknęli śmiechem jak jeden mąż. Zachowywali się beztrosko, jak gdyby zupełnie zapominając o miejscu, w którym się znaleźli.
- Mówiłem, że to będzie łatwe – rzekł wreszcie jeden z nich z rzucając z głowy kaptur, tylko po to by odsłonić swoją zamaskowaną twarz, na której znajdowała się idealnie dopasowana czarno-czerwona maska.
- Więc panie pierwsze – rzekł Revan wskazując otwarte na oścież drzwi
Bastila Shana śmiało przekroczyła progi Akademii Jedi. Tuż za nią wślizgnął się Sokół i Kynek. Revan w towarzystwie odrestaurowanego HK-47 weszli ostatni.

***

Bao-Dur już od kilku dobrych minut wyłuszczał radzie Jedi swój szczegółowy plan kontruderzenia na stanowiska Sithów, kiedy to wielkie drzwi prowadzące do komnaty rady Jedi otwarły się z hukiem. Do środka wbiegło kilku spanikowanych młodzików z włączonymi mieczami świetlnymi.
- Co to ma znaczyć?! – zagrzmiał mistrz Zahaj widząc tę niecodzienną sytuację
- Mistrzowie wybaczcie – zaczął jeden z Padawanów mocno przelęknionym głosem – Ale jesteśmy atakowani…
Natychmiast podniosły się głosy kolejnych mistrzów:
- Atakowani?!
- Przez kogo?
- Jak to?
- Nie może być?
- Cisza! – przerwała im Brianna starając się zapanować nad powstałym chaosem – Dajmy im czas na zdanie relacji. A teraz mówicie uczniowie, ale po kolei i powoli.
- Sithowie wdarli się do świątyni – rozpoczął natychmiast młody uczniak – Powalają każdego, kto stanie na ich drodze.
- Sithowie? Ilu? – dociekała Brianna
- Trudno ocenić Sieją popłoch i zniszczenie. Wielu rannych. Musi ich być co najmniej pięćdziesięciu.
- Nie ma co zwlekać! – ryknął Bao-Dur dobywając miecza – Do broni! W imię Republiki!
Tuż obok niego zalśniła klinga miecza Do Vpisu
- Chciałeś wojny to ją masz mistrzu Bao-Dur! – syknął ten wściekle, przygotowując się do odparcia ataku.
- Ty zaś nie chciałeś i też masz – mruknął Bao-Dur – Może ta sytuacja otworzy ci oczy.
- Jeśli przeżyjemy… - skwitowała Brianna szykując się do wybiegnięcia z komnaty – Więc za mną! Bij kto w Republikę wierzy!

***

Precyzyjny strzał z blastera wytrącił miecz świetlny z rąk mistrza Do Vpisu nim ten zdążył zareagować. Bezradny mistrz rozszerzył tylko swe oczy w grymasie zdziwienia, iż dał się zaskoczyć w tak prosty sposób, oczekując równocześnie na kolejną wiązkę z lasera, która by zakończyła jego żywot. Strzał, który nie nadszedł. Miast tego mistrz Do Vpisu, jak i pozostali zgromadzeni w komnacie rad usłyszeli metaliczny głos, z całą pewnością należący do droida:
- Słabe, bezużyteczne, organiczne wory mięsa! Panie pozwól mi poszatkować, chociaż jednego z nich!
Wreszcie Jedi ujrzeli swego przeciwnika wychodzącego z dymu i ognia, miedzianego droida HK z niebywałej wielkości karabinem blasterowym w dłoniach. Droid przygotował broń do kolejnej salwy. Bao-Dur widząc bezbronnego mistrza Do Vpisu zasłonił go swym ciałem, przygotowując się do odbicia ewentualnego pocisku. Jego niebieski miecz wibrował niespokojnie.
- Kto cię przysłał?! – ryknęła do droida Brianna starając się zyskać na czasie, a może i otrzymać kilka cennych informacji
- Rzuć broń! – wtórowała jej mistrzyni Bagia – Nie bądź głupi! Nie masz szans z mistrzami Jedi! Rzuć broń i poddaj się nim wyślemy cię na złomowisko!
- Gadaj zdrów! To cholerny droid-zabójca. Nie rzuci broni, ani tym bardziej nie poddaj się – mruknął Do Vpisu przyciągając Mocą swój wytrącony miecz – Ma na celu tylko zabijanie, zaś w tym przypadku nas. Tu trzeba walczyć, a nie negocjować.
Brianna zamachnęła niespokojnie mieczem wywijając nim młynka. Droid nie ruszył się jednak z miejsca, tkwiąc tam gdzie stał w swej niewzruszonej pozycji. Jakby na coś czekał, albo na kogoś…
- Nie ma szans z mistrzami Jedi? – z dymu i ognia jaki szalał za plecami HK mistrzowie Jedi usłyszeli kolejny głos – To ciekawe bo przed chwilą jednym strzałem rozbroił, jak dobrze widziałem, jednego z was. Natomiast jeszcze wcześniej powalił całe hordy Jedi. Jesteście słabi! Gdzie się podziali tacy charyzmatyczni Jedi jak Vrook Lamar?
- Pokaż się i walcz z nami uczciwie! – krzyknęła Brianna wpatrując się w dym
- Uczciwie? Honorowo tak? Jeden na wszystkich? Żałosne!
Revan wyłonił się z dymu stając ramię w ramię z HK. Tuż obok z osmolonymi twarzami przystanęli Kynek, Sokół i Bastila.
- Niemożliwe… – szepnął Bao-Dur widząc stojące naprzeciw postaci.
- Opuśćcie broń! – ryknął Sokół – Nie mamy złych zamiarów przyjaciele.
- A kim ty do Devaroniańskiego diabła jesteś, że nazywasz nas swymi przyjaciółmi, zwłaszcza po tym jak wyrżnęliście całą Akademie, co?! – ryknął Do Vpisu
- Cholera… - mruknął pod nosem Sokół – Ciągle zapominam o moim nowym wdzianku. Bao! Brianna! To ja Sokół! Zaufajcie Mocy, a zobaczycie, że to prawda! Nie mamy złych zamiarów!
- I niby nie w złych zamiarach wybiliście wszystkich zgromadzonych tu Jedi? – powątpiewał mistrz Do Vpisu.
- Uspokój nerwy i wycisz się na Moc – polecił mu Revan – A wyczujesz, że nikt nie zginął! Co prawda jest paru rannych, no i wybuchnął pożar, po tym jak HK wystrzelił w magazynie w granaty, ale nic złego się nie dzieje.
- To był przypadek Panie – usprawiedliwił się HK – Ta skrzynka po prostu tam stała. Zaś dym przesłonił mi sensory.
- Jaki dym? Dym zrobił się jak strzeliłeś – rzekł Kynek kręcąc z niedowierzaniem głową
- Przybyliśmy z propozycją… - kontynuował Revan.

_________________
Nie ma emocji - jest spokój
Nie ma ignorancji - jest wiedza
Nie ma pasji - jest pogoda ducha
Nie ma śmierci - jest MOC!


Zobacz profil  Offline
 
 Tytuł:
PostNapisane: 20 lip 2009, o 18:16 
Wybraniec
Wybraniec
Avatar użytkownika
Dołączył(a): 4 lis 2007, o 18:51
Posty: 106
Lokalizacja: z Coruscant
Ostrzeżenia: 0 / 4
Nar Shaddaa

Bengo rozglądał się po pięknych figurach i posągach, które stały w poczekalni. Jego niecierpliwość rosła z każdą chwilą gdy to odezwał się głos z komunikatora:
- Szef zaprasza...
Za drzwiami było biuro/apartament najbardziej wpływowego człowieka w galaktce: Sarcona. Po incydencie na jachcie Goto, uznano, że ten nie żyje i wtedy to Sarcon przejął pełną władzę nad Kantorem. Był ubrany w jedwabny szlafrok o kolorze czerwonym.
- Bengo! Witaj...proszę rozgość się – powiedział Szef Kantoru
Mandalorianin usiadł na kanapie i zaczął rozglądać się po apartamencie.
- Muszę przyznać Szefie, że masz gust – ze zdumieniem powiedział Łowca Głów, patrząc na przepych ozdób i różnych relikwii
- Tak, lubię kolekcjonować...jak wy to nazywacie?...ah „starocie” – No dobra do rzeczy Bengo. Jak tam sprawa z Razzem?
- Nie żyje
- Ha! Wreszcie pozbyłem się tego durnia. Nie umiał dobrze operować pieniędzmi a przede wszystkim był szalony. Niedługo Kantor urośnie w siłę.
- Jak to? – zapytał Łowca
- Otóż udało mi się podpisać transakcję z Czerką. Zapłaciłem im sporą sumę kredytów za TO...
Sarcon wyjął z pudełka fiolkę ze złotym płynem.
- Haha! Czyżby to mocz? Jeśli tak to zrobili cię w balona! – wybuchnął śmiechem Mandalorianin
- Nie...to Nektar. Czerka pracowała nad czymś co mogłoby wzmocnić współczesnego żołnierza. Ten napój daje niezłego kopa...uwierz mi. Jest 25 razy skuteczniejszy niż kilogram dobrej przyprawy. Niestety jednocześnie bardziej uzależniający. Dlatego Czerka zaprzestała prac i sprzedała recepturę mnie.
- Sądzisz, że coś na tym zarobisz?
- Już to zrobiłem. Okrągłą sumkę. Klient był niezwykle zdeterminowany, żeby zdobyć ten napój.
- Tylko po to mnie tu wezwałeś?
- Nie. Patrz.
Władca Podziemia włączył monitor umocowany na ścianie. Pokazał się na nim film ukazujący nie kogo innego jak...Razza siedzącego za biurkiem.
- Co to ku*** jest? – wzburzył się Bengo
- Nie gadaj tylko patrz
Do biura weszli jacyś ludzie i po 2 minutach Razz nie żył. Film się zapauzował.
- To twój cel – powiedział Sarcon – ta Jedi
- Jedi? To nie będzie łatwe.
- Wiem. Dlatego ciebie wynajmuję do tej roboty a nagroda jest kusząca = 1000000 kredytów
- Ok. Warta swojej ceny. Jak ją wytropić?
- Razz jednak na coś się przydał. Podczepił nadajnik pod ich statek. Ma na imię Bastila. A i pamiętaj! Chcę ją żywą! – dodał Sarcon gdy Bengo wychodził z apartamentu. – i pośpiesz się. Mój klient zaczyna się niecierpliwić.

***

Kashyyyk...Kraina Cieni

- Szybko! Siedzą w tym bunkrze!
Szeregowy Deamons rzucił granat odurzający do środka. Po chwili z bunkra wyszło 5 rozwścieczonych Wookiech. Jeden złapał Sitha za gardło i podniósł go wysoko do góry. Snajper strzelił miśkowi w ręke. Ten zaryczał z bólu. Szeregowy wyjął wibromiecz i odciął napastnikowi głowę.
- Sierżancie! – wykrzyknął Deamons wskazując palcem, żeby oficer się odwrócił. Stał za nim Wookie z wielkim toporem w ręku. Sierżant wyjął podręczną minę i przyczepił ją do wrogiego celu. Po kilku sekundach rozerwało Wookiego na strzępy.
- Sir, wrogie posiłki zmierzają w waszą stronę z północnego wschodu – powiedział głos z komunikatora – 5 jednostek opancerzonych i 2 oddziały piechoty
Sierżant wyjął binokulary i skierował wzrok na północny wschód. Siły Republiki przyszły na pomoc Wookiem.
- Naślij na nich artylerię
- Tak jest, sir.
Po półtorej minuty nic nie zostało z nadchodzącego wroga. Szeregowiec wyjął termo wizjer i zaczął szukać nieprzyjaciela.
- Sir, widzę wroga. To snajper!
Kula trafiła Coopera w okolice serca. Upadł na ziemię i zaczął krwawić.
- Aaaaa! Cholera...pomocy! Medyk!
Sanitariusz szybko podbiegł do rannego.
- Nie jest dobrze. Dostał w aortę...nic go nie uratuje.
- Każdy żołnierz jest potrzebny na froncie! – wykrzyknął sierżant Grey – zaaplikować mu Nektar!
- Ale mogą być jakieś efekty uboczne. To niebezpieczne
- Wykonać!
Medyk wyjął z torby strzykawkę ze złotym płynem. Po zastrzyku Cooper wstał równo na nogi. Nic go już nie bolało, krwawienie zostało zatamowane i miał ochotę wyrżnąć wszystkich Wookiech w pień.
- Whoa...co się ku*** dzieje z moimi oczami?! AAA!
Szeregowiec był w szoku. Jego wzrok...polepszył się. Obraz był lekko rozmazany ale pozwoliło mu to widzieć nieprzyjaciela, nawet przez krzaki. Jego słuch się wyostrzył, przez co słyszał nawet najmniejszy szmer. Zobaczył szalonego Wookiego szarżującego na niego z ostrzami Ryyk. Przeturlał się szybko pod miśkiem i strzelił mu w plecy, następnie wyjął wibroostrze i wtopił je w gardło wrogiego celu. Działo się to w kilka sekund. Szeregowiec usłyszał przeładowywanie broni. Odwrócił się. Dzięki nowej „mocy” doskonale widział tego snajpera, który zadał mu taki ból. Chciał się zemścić. Wycelował i strzelił ze zwykłego pistoletu blasterowego. Snajper był oddalony o jakieś 200 metrów od Sithów. Już nie żył.
- Sir, udało się nam! – krzyknął z radości głos z komunikatora
- Zgadza się... – sierżant odetchnął z ulgą.
- Sierżancie Grey...utrzymaliście pozycję! Gratuluję! – odezwał się drugi głos z komunikatora – 303 Dywizja zaraz do was dołączy...
- Tak jest Generale
- Sierżancie! Mam dla was nowe zadanie! Macie wytropić Jedi o imieniu Bastila! To misja, która zaważy o losach tej wojny!
- Niech się pan nie martwi, Generale. O.M.E.G.A. zawsze wykona powierzone zadanie.
O.M.E.G.A. była to elitarna dywizja Sithów. Posiadała najnowszą technologię i wyposażenie. Jest odpowiednikiem republikańskiego L.A.R.G.E.. Komandosi O.M.E.G.A. nosili ulepszone zbroje żołnierzy Sithiańskich, które w odróżnieniu od oryginału były całkowicie czarne. Tylko wizjer lśnił srebrnym połyskiem.

***

Annihilator

12 zakapturzonych Sithów wyszło ze statku, który dopiero co wylądował na Annihilatorze. Ustawili się w dwóch kolumnach na przeciwnych stronach wyjścia z transportera. Uklękli. Wtedy wyszedł trzynasty Sith. Jego szaty były czarniejsze niż pozostałych.
- Stać! – powiedział droid
- Zaprowadź mnie do swojego Pana
- Yyyy...tak jest! – powiedział droid
Wszyscy poszli na mostek. Vultus stał tam wpatrując się w przestrzeń kosmiczną przez przednią szybę w centrum dowodzenia. Odwrócił się.
- Darth Nexus, dawno cię nie widziałem – złowieszczo uśmiechnął się Vultus
- Ten statek należy teraz do mnie
- Co ty wygadujesz?! To własność Imperium Prawdziwych Sithów!
- Tak...ale teraz ja tu dowodzę – mówiąc to Nexus dusił Vultusa Mocą
- Nie! – wykrztusił Vultus
Nexus cisnął w Vultusa błyskawicami.
- Zabij go... - szepnął w ucho Qweronowi
Uczeń Lorda Nexusa rzucił się na „zdrajcę”. Vultus zdążył się ocknąć po porażeniu piorunami i zapalił miecz świetlny. Sparował szarżę przeciwnika. Qweron zaczął atakować raz to od dołu a raz od góry. Jego wróg sprawnie bronił się przed tymi ciosami. Vultus zrobił zamach i odsłonił się. Jak się okazało było to specjalnie. Qweron zaatakował Vultusa z prawej strony, jednak ten zrobił szybki unik. Przeskoczył przeciwnika i rozciął Qwerona na pół.
- Imponujące...naprawdę imponującę – powiedział Nexus – Może zostałbyś moim uczniem?
- Nie będę uczył się od pseudo-sitha!
Vultus zaatakował Nexusa jednak ten złapał go Mocą i zaczął obijać o ściany. Na koniec wysoko podniósł i rzucił na ziemię.
- Jesteś słaby. Mógłbym cię z łatwością zabić ale...widzę w tobie potencjał. Kto był twoim mistrzem?
- Darth Vern – wykrztusił Vultus, plując jednocześnie krwią
- Hmm, ten zadufany w sobie dureń? Zasługujesz na lepszego mistrza...kogoś takiego jak ja
- Jakie....khy...są twoje rozkazy..khy...Mistrzu – wykaszlał Vultus
- Annihilator jest teraz mój. Przeprogramuj droidy, aby reagowały tylko na mój głos
- Tak....khy....Mistrzu
- Panie...czy naprawdę musimy z nim pracować? – powiedział jeden z zakapturzonych Sithów gdy Vultus się oddalił.
- Tak. Dzięki niemu zyskamy ufność innych Sithów i ich zjednoczymy. Wtedy nic nas nie powstrzyma.
- Sithowie nie ugną się pod twoją wolą...chyba, że....dasz im jakiś dowód swej potęgi
- Już o to się nie martw...wszystko przebiega zgodnie z planem

***

Grave wyskoczył z nadprzestrzeni. Ordo przystąpił do lądowania na Lehon.
UWAGA! UWAGA! Lądowanie na danej planecie może spowodować duże straty!|
Nie na widzę tej planety - Canderous westchnął
UWAGA! Wykryto cel. Obiekt „Mroczny Jastrząb” w zasięgu.|
- Wreszcie!
Skanowanie w poszukiwaniu żywych form życia.|
................................................................................
................................................................................
Nie wykryto żadnych żywych form życia w obiekcie „Mroczny Jastrząb”|
- Cholera! To niemożliwe!
Łączenie z komputerem pokładowym obiektu „Mroczny Jastrząb”|
............................
Połączenie uzyskane.|

Wybierz opcję:
Archiwa danych
Ostatnie koordynaty <-
Magazyn
Pasażerowie

Ostatnie znane koordynaty to:
Telos|

- Zawsze jestem o krok za Revanem...w taki sposób nigdy go nie dogonię – powiedział ze wściekłością Canderous

***

Annihilator
Regor uklęknął przed swoim mistrzem.
- Powstań – powiedział Darth Nexus
- Panie...przeszukując hangar znaleźliśmy to...
Regor pokazał mistrzowi głowę droida HK-47.
- Przeszukaliśmy pamięć w poszukiwaniu jakichś informacji i znaleźliśmy to nagranie.
Przed Sithami pojawił się hologram.
- Bzzzyt...Mój Pan wrócił...bzyyt....na T....bzyyt...pomóc nasz....bzzzzzzzzzzzzyt....Nie chciał jej zab....bzzzzyt...chociaż nalegałem....bzzzyt.....w tej wielkiej sali było coś co widziałem.....bzzzyt....za czasów mojego pierwszego Pana......bzzyt.....tam było ich tysiące.....bzzyt......zapiszę w mojej pamięci koordynaty tej....bzzyt....planety i tego dziwnego miejsca.....bzzyt.....
- Ustalić koordynaty i wyruszamy.
- A co z rdzeniem pamięci?
- Zachowaj...przeszukaj pamięć tego droida jeszcze raz...może dowiemy się czegoś przydatnego. A i jeszcze jedno. Złóż tego droida do kupy. Usuń także wszelkie części organiczne. To wygląda obrzydliwie. Niech reaguje tylko na mój głos.
- Oczywiście mój Panie


***

Telos
Grave wylądował na Stacji Cytadela
Canderous wysiadł z Grave. Co chwila pytał ludzi czy widzieli jakichś Jedi w pobliżu. Zawsze spotykał się z negatywną odpowiedzią. Spotkał po drodze Rodianina:
- Czy widziałeś tu jakichś Jedi? – spytał znudzony już Ordo
- Nie. Ale tamten gość pytał mnie o to samo – wskazał palcem innego mandalorianina zakutego w ciężką zbroję
Canderous z ciekawością podszedł do niego i uważnie przyjrzał się jego twarzy. Drugi mandalorianin zrobił to samo.
- Canderous?
- Bengo? Ha! Witaj braciszku! Dawno się nie widzieliśmy. Gdzie się podziwałeś?
- Ehh...no wiesz...po upadku naszych zacząłem pracować jako najemnik a później jako łowca nagród. I tak pnąłem się po szczeblach hierarchii w Kantorze aż zostałem zaufanym człowiekiem Sarcena
- Łowca nagród...co? No no... – Canderous uśmiechnął się
- A co ty porabiałeś tyle czasu?
- Na początku najął mnie Davik ale po jego śmierci podróżowałem z pewnym przyjacielem. Później chciałem zrzeszyć nasz klan ale wszystko się posypało. Po tym towarzyszyłem innemu przyjacielowi.
Później powróciłem do profesji najemnika. W tej chwili szukam mojego starego znajomego.
- Barwna historia starszy bracie – powiedział z uśmiechem Bengo – to co teraz robimy?
- Pomożesz mi szukać mojego kumpla?
- No pewnie...przecież bracia są od tego żeby sobie pomagać
- Tylko, że mój Grave jest jednoosobowy
- Nie martw się...ja wsiądę do mojej Anakondy...spotkamy się w przestrzeni kosmicznej nad Telos

Po 20 minutach
- No dobra, to co robimy? – spytał Canderous
- Nie wiem. To twój przyjaciel i ty go znasz lepiej ode mnie. Jak myślisz co by zrobił i gdzie poleciał?
Starszy Ordo zamyślił się na chwilę.
- Podróżując z Sokołem odwiedziliśmy taką planetę M4-78. Z tego co pamiętam była tam fabryka droidów. Biorąc pod uwagę to, że mamy wojnę na bank by tam poleciał aby droidy wspomogły Republikę w walce.
- No to lecimy. Wpisuję koordynaty
Bracia Ordo wskoczyli w nadprzestrzeń

***

_________________
Obrazek

"Wojna nikogo wielkim nie czyni..."- Yoda


Zobacz profil  Offline
 
 Tytuł:
PostNapisane: 21 lip 2009, o 12:44 
Student
Student
Avatar użytkownika
Dołączył(a): 27 wrz 2008, o 08:19
Posty: 390
Ostrzeżenia: 0 / 4
-...Zawarcia Sojuszu-Dokończył Revan.-Mamy armię, która może was zlikwidować. Albo uratować.
-Niby skąd?-wyśmiał ich mistrz Do Vpisu.
-Z M4-78.-wtrącił się Sokół- Bao-Dur, Mira lub Braianna mogą Ci to potwierdzić.
-Co prawda odbyliśmy tam podróż z Wygnańcem-powiedziała Brianna-Ale nie mamy pewności, czy on jest tym, za kogo się podaje.
-Och, kochanie, daj spokój-powiedział Sokół-Zajrzyj w Moc, to się przekonasz.
-Nie kłóćcie się na razie-zaoponowaięł Revan-Wc co, Rado? Przystajecie na to?
-Ale dlaczego idziesz z tym do nas, a nie do Kanclerza?-spytał, wciąż nie ufny mistrz Do.
-Bo Kanclerzowi nic nie jesteśmy winni.-odparł Kynek.
-A czego chcecie w zamian?-Spytała Brianna
-Wykreślenia z listy "najbardziej poszukiwanych wrogów Republiki".-powiedział Kynek.
-I tylko tyle?-roześmiał się mistrz Do-widzę więc że wasza armia to 3 oddziały.
-Nie-powiedział Sokół.-To dwa miliardy piechurów i milion czołgów. To 500 okrętów linowych. To pięćdziesiąt tysięcy fregat i sto tysięcy myśliwców. Jeśli mi nie wierzysz to sprawdź Mocą, czy nie kłamię.
-Czy mamy jakiś wybór?-spytał mistrz Bao-Dur -Czy są jakieś sprzeciwy?
Po sali przebiegł szmer. Jednak nikt nie zaprotestował.
-Więc dobrze-powiedział Bao-Dur -Przyjmujemy waszą propozycję.

***

Teraz statkiem flagowym Kynka został największy ze wszystkich statków z M4-78. Został ochrzczony jako "Wściekły Kacper". Właśnie przygotowywał się do skoku w system Kashyyk, gdzie ponoć potrzebna jest nagła pomoc. T3 został jego droidem-nawigatorem, a większość jego przyjaciół (Paul, Bastilla, Sokół i Revan) zostali przydzieleni do jednostek naziemnych. W jednym oddziale, oczywiście. A Louis, jak zwykle, wolał pozostać w swoim myśliwcu. Zaś osoby z rady zostały przydzielone do różnych flot republik, wspomaganych częściami Armii z M4-78. Kynek teraz czuł się trochę osamotniony. Bał się, że może nie dać sobie rady, jako dowódca tak wielkiej armii. W końcu od jednej jego decyzji, od jednego słowa będą zależeć losy galaktyki. Jednak miał nadzieję. Nadzieję, że dzięki tylu oddziałom, uda im się pokonać armię Sithów.

***

3 dni później, system Kashyyk.

-To jest olbrzymie!-wykrzyknął Kapitan Maher, gdy ujrzał flotę nad Kashyykiem.-To musi z pół ich floty!-oczywiście kapitan przesadził, ale jednak i tak była to potężna flota.
-Zgadza się-odparł Kynek-Mam przeczucie, że bitwy, które zostaną stoczone na powierzchni tej planety, będą jednymi z najważniejszych podczas tej wojny. ...Poruczniku Bruno!
-Tak, Sir?
-Jak wygląda nasza siła w porównaniu do ich?
-Cóż, szanse są niewielkie, oni mają przewagę liczebną.
"Niech to szlag"-pomyślał Kynek-"mogłem nie rozdzielać floty. Chociaż w sumie na pewno nie spodziewają się nawet takiej armii"
-Ile jest dokładnie-spytał Kynek.
-Mamy ze sobą około 50 okrętów liniowych, 300 fregat i 20 tysięcy myśliwców. Oni zaś mają około 70 okrętów liniowych, 500 fregat i 30 tysięcy myśliwców.
-Znajdź ich statek flagowy i wyświetl mi jego schemat-rozkazał Kynek.
Na tablicy wyświetlił się hologram statku. Wyglądał jak jeden z wielu ich niszczycieli: miał owalny kształt, ale na spodzie i u góry miał ogromne działa, których brakowało reszcie floty Sithów. One były w stanie jednym trafieniem rozerwać fregatę na pół.
-Dobrze-powiedział Kynek-teraz wyświetl cały schemat ustawienia ich floty.
Pojawił się obraz floty wroga. Było to typowe ustawienie: w jednej grupie stały okręty liniowe, w drugiej statek flagowy w otoczeniu pomniejszych fregat.
-Jaki jest plan, Sir?-spytał Kapitan Maher
Kynek się jeszcze chwile zastanowił i powiedział:
-Prawie cała flota zaatakuje okręty liniowe, aby ściągnąć na siebie ich uwagę. Kiedy większość statków wroga zajmie się nami, niewielka grupa bombowców pod wodzą Louisa zaatakuje ich statek flagowy. Przede wszystkim trzeba się będzie skupić na ich działach.
-To bardzo ryzykowny plan.
-Każdy inny ma jeszcze mniejsze szanse powodzenia. Ich przekazać go pilotom.
-Tak-k-k jes-s-t, Sir...

_________________
Obrazek
Mój last.fm: http://www.lastfm.pl/user/KacperSW


Zobacz profil  Offline
 
 Tytuł:
PostNapisane: 21 lip 2009, o 15:05 
Adept
Adept
Avatar użytkownika
Dołączył(a): 16 cze 2008, o 13:52
Posty: 486
Lokalizacja: Gniezno
Ostrzeżenia: 0 / 4
Tym czasem na powierzchni Kashyyk, w krainach Cienia

- Sir
- Tak szeregowy?
- Zbliża się spora armia nie przyjaciela - rzekł Deamons.
- Zdefiniuj spora. - Odparł Sierżant.
- Około 40 czołgów i 20 oddziałów dridów pod przewodnictwem Jedi
- Co?! Do diabła skąd oni wzięli taką armie. Dobrze szykuj ludzi i natychmiast przeprowadzić ostrzał artyleryjski
- Tak jest, Sir !
Chwile później pojawił się hologram, była to postać odziana w czarną szatę i kaptur.
- Zostawcie Jedi nam - Rzekła postać
- Ale.. - Nagle Sierżant poczuł duszenie...
- Żadnego, ale zrozumiano Sierżancie?
- Tak jest, Lordzie Rudanie
Sithowie rozpoczęli ostrzał. Strzały były o tyle celne, że trochę przerzedziły oddział sojuszników Republiki.
- Rozproszyć sie i uderzyć na wroga! - Rzekł Revan.
W tym samym czasie spostrzegł miecz świetlny, mknący w jego kierunku. Ledwo zdołał zrobić unik.
- Cholera, jeszcze tych tu brakowało! - zaklął - Ja, Bastilla i Sokół zajmiemy się Mroczymi Jedi. A wy atakujcie Sithów.
Droidy momentalne zaatakowały Żołnierzy Sithów. Walka była dość wrównana. Szala zwycięstwa przechylała się to w jedną, to w drugą strone, aż do momentu...
- Dość tej zabawy z tymi blaszakami. Użyć Ciężkich Dział Jonowych! - Rzekł sierżant
W tym momęcie, zostało wyprowadzone 10 ciężkich dział Jonowych. Droidy padały jeden po drugim, Żołnierze Sithów mieli już dość znaczną przewage liczebną. Droidów było już bardzo mało. I Sierżant rzekł.
- Piechota do ataku ! - Żołnierze ruszyli. Teraz armia droidów miała swoją szanse. Teraz żołnierze Sitów padali jak muchy, jednak spora część dobiegła do wrogów i użyła wibroostrzy wtedy droidy nie miały szans...
3 Jedi dzielnie włączyło z swoimi wrogami. Widząc nikłe szanse zwycięstwa Revan krzyknął.
- Odwrót! Odwórt! Wracamy na statek! Wszystie siły odwrót!
Oddziały Republiki zaczęły odwrót. Jednak Mroczni Jedi podążali za nimi. Bastlilla postanowiła ich powstrzymać. Wyskoczyła i ścięła jednego Sitha. Walczyła dzielnie. Za chwile Revan rzekł do Sokoła.
- My ich powstrzymamy, a ty idź!
- Nie nie zostawię was tu na pastwę Sithów - Odpowiedział Sokół
- Idź do diabła! - Używając mocy Revan zrzucił drzewo żeby odgrodzić Sokołowi drogę i pobiegł wspomóc Bastille.
Walczyli dzielnie. Z 5 Sithów zostało dwóch. Walka była bardzo zacięta. Bastlilla dzielnie walczyła z swoim przeciwnikiem, jednak już opadała z sił po ciągłym parowaniu silnych ciosów Sitha, Jej przeciwnik widząc to rzucił nią o drzewo, i wykorzystując to, że jego przeciwniczka starała się podnieść, wyskoczył w powietrze i przebił ją mieczem. Bastilla padła na ziemie. Revan widząc to wpadł w furie i używając resztek wypuścił potężne błyskawice, które zabiły Sithów, i połamały okoliczne drzewa, odgradzając ich od świata. Revan prawie opadł z sił. Jednak widząc Bastille, przyczołgał się do niej...
- Bastillo! - Używając resztek sił próbował ją uleczyć...
- To (kaszlnęła)... To nic nie da, jestem zbyt(kaszlnęła) poważnie ranna, a ty zbyt wyczerpany
- Nie! Musimy coś zrobić, nie pozwolę ci odejść! Tak jak tym mi nie pozwoliłaś!
- Nie to już koniec Revanie... Musze odejść, nie ma już dla mnie ratunku...
- Bastillo...
- Kocham cię, Revanie... Żegnaj - I odeszła. Revan opadł z resztek sił. Zemdlał.
Wtem ktoś odrzucił zawalone drzewa do okoła. To był Sokół, który przybył na ratunek.
- O nie! Zabrać ich na statek i to szybko!.
Odlecieli z Kashyyk.
-Obrać kurs na Corrusant. - Rzekł Sokół już na statku. A ich jak najszybciej do zbiornika kolto.
- Sir, kobieta nie żyje - rzekł droid medyczny...

_________________
Moje gg 6257759
Komercyjne ściemy niszczy konkurencji świnia,
Jak ciemna strona mocy Skywalkera Anakina
Obrazek


Zobacz profil  Offline
 

Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  

Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 134 ]  Przejdź na stronę Poprzednia strona  1 ... 3, 4, 5, 6, 7  Następna strona


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości

Panel

Góra Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników
Szukaj:
Skocz do:  
cron

Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
www.KotOR2.PL