[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/session.php on line 2184: Array to string conversion
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/session.php on line 2184: Array to string conversion
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/session.php on line 2184: Array to string conversion
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/session.php on line 2184: Array to string conversion
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/session.php on line 2184: Array to string conversion
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/session.php on line 2184: Array to string conversion
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/session.php on line 2184: Array to string conversion
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/session.php on line 2184: Array to string conversion
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/session.php on line 2184: Array to string conversion
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/session.php on line 2184: Array to string conversion
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/session.php on line 2184: Array to string conversion
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/session.php on line 2184: Array to string conversion
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/session.php on line 2184: Array to string conversion
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/session.php on line 2184: Array to string conversion
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/session.php on line 2184: Array to string conversion
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/session.php on line 2184: Array to string conversion
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/session.php on line 2184: Array to string conversion
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/session.php on line 2184: Array to string conversion
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/session.php on line 2184: Array to string conversion
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/session.php on line 2184: Array to string conversion
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/session.php on line 2184: Array to string conversion
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/session.php on line 2184: Array to string conversion
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/session.php on line 2184: Array to string conversion
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/session.php on line 2184: Array to string conversion
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/session.php on line 2184: Array to string conversion
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/session.php on line 2184: Array to string conversion
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/session.php on line 2184: Array to string conversion
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/session.php on line 2184: Array to string conversion
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/session.php on line 2184: Array to string conversion
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/session.php on line 2184: Array to string conversion
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/session.php on line 2184: Array to string conversion
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/session.php on line 2184: Array to string conversion
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/session.php on line 2184: Array to string conversion
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/session.php on line 2184: Array to string conversion
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/session.php on line 2184: Array to string conversion
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/functions.php on line 4529: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /includes/functions.php:3706)
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/functions.php on line 4531: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /includes/functions.php:3706)
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/functions.php on line 4532: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /includes/functions.php:3706)
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/functions.php on line 4533: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /includes/functions.php:3706)
KotOR2.pl - Forum • Zobacz wątek - Moja Opowieść: Zapieczętowana Moc

Zaloguj | Zarejestruj




Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 18 ] 
Autor Wiadomość
 Tytuł: Moja Opowieść: Zapieczętowana Moc
PostNapisane: 1 cze 2013, o 23:10 
Wybraniec
Wybraniec
Avatar użytkownika
Dołączył(a): 9 maja 2013, o 23:19
Posty: 78
Lokalizacja: Corellia
Ostrzeżenia: 0 / 4
Okej, na starcie chciałbym podkreślić, że nie pisałem niczego od dwóch lat już i wcale nie byłem bardzo dobrym pisarzem. Teraz to co udało mi się wyskrobać przez te pół godziny, może wydawać się śmiesznie, ale udostępniam to tu, byście mogli dać mi parę rad na temat tego co i jak mam robić i co robię źle, lub co mógłbym poprawić :D

Na razie mam tylko Prolog, czyli wstawkę do tego co będzie się działo, także nie jest to, tak jakby, nic ciekawego, ale rozpoczynając od 1 rozdziału, fabuła będzie nabierała tempa i mam nadzieję, robiła się ciekawa, bo na razie w tym Prologu fabuły tak jakby brak :P

Później w Opowieści podkreślę subtelnie w jakim czasie się ona dzieje, ale dla tych co by chcieli już wiedzieć, to jest to 150 lat po zniknięciu Revana (Według książki "Darth Revan). Życzę miłego czytania, krytyka i rady mile widziane, ale hejtu nikt nie lubi :P

Prolog

Daes, młody wysoki mężczyzna z przydługawymi włosami koloru ciemny-blond, siedział właśnie w kokpicie swojego lekkiego frachtowca typu Dynamic, na jego twarzy malowała się złość. Chłopak siedział w jednym z czterech siedzeń umieszczonych w dość dużym kokpicie, nachylony był nad monitorem, który świecił na przemian na czerwono i niebiesko. Lekki frachtowiec znajdywał się aktualnie w nadprzestrzeni i kierował się na Coruscant. Daes potarł swój dwu-dniowy zarost i zmarszczył czoło zniesmaczony.
- Ten cholerny złom zaraz się rozleci! - krzyknął do monitora i uderzył go pięścią. - T7, przynieś mi Coreliańskiego piwa i to już - powiedział gdy włączył komunikator, który aktualnie miał w uchu. Po chwili do kokpitu wleciał mały droid astromechaniczny, który swoją wysuniętą łapką trzymał piwo, podał je Daes'owi, wygwizdał parę słów i wyjechał na swoich małych kółkach z pomieszczenia. Chłopak wziął kilka łyków i zaśmiał się ironicznie.
- Nie dziwo, że ten statek jest nazwany "Joker", to co robi jest po prostu śmieszne. - Duszkiem dokończył małą szklankę piwa i zaczął wpisywać coś do konsoli. - W ogóle, to nie powinienem tak ryzykować, gdybym nie wygrał w sabacca, teraz pewnie siedziałbym w jakiejś kopalni tej grubej świni... Jednak, jest coś w tym statku... - Nie dokończył, bo konsola znów zaczęła mienić się na czerwono i niebiesko a do tego doszedł nieznośny alarm rozchodzący się echem po całym statku. Daes przyłożył palce do prawego ucha i włączył komunikator.
- T7 durniu, jak nie naprawisz tego hipernapędu to wyskoczymy w jakimś polu asteroid albo w ogóle się spalimy! - powiedział z wyraźnie słyszalną nutą zdenerwowania. W odpowiedzi dostał parę gwizdów i po chwili konsola przestała migać i alarm się wyłączył. - No to, to ja rozumiem, a teraz proszę utrzymaj ten spokój przez kilka minut zaraz będziemy na miejscu. - Znów w słuchawce zabrzmiało kilka pogwizdywań i komunikator ucichł. Wszystko wygląda w porządku, chyba mogę wstać i rozprostować nogi, droga z Corelli na Coruscant tym złomem to nie lada coś - pomyślał i wstał z siedzenia, teraz wyraźnie można było zobaczyć jego ubiór, zwykły ubiór szmuglera. Brązowa skórzana kurtka na długi rękaw, umazana smarem biała koszula, ciemno niebieskie spodnie, które podkreślał pas z pochwą w której siedział blaster i ciężkie czarne skórzane buty, nadto nosił gogle na szyi. Przeczesał włosy do tyłu, nabrał stęchłego powietrza do płuc i pewnym krokiem ruszył do wyjścia z kokpitu. Zaraz przy wyjściu znów zabrzmiał alarm, Daes westchnął i ruszył z powrotem do krzesła.
- Kark - przeklął i po raz kolejny zaczął wpisywać komendy do konsoli. Wytrzymaj jeszcze kilka minut, stary złomie - powtarzał w myślach. Do komunikatora dobijał się T7, zignorował to i energicznie wpisywał nowe komendy. Jeszcze troszkę. Nagle alarm ucichł i statek z głośnym hrrrrnnnnkkk, wyszedł z nadprzestrzeni, w oddali malowała się ciemnozłota planeta, Coruscant. Na twarzy Daes'a można było dostrzec lekki uśmiech. W konsoli wpisał komendę i włączył automatyczne lądowanie na platformie którą miał zarezerwowaną.
- Świątynia Jedi, tak? - Spytał sam siebie i wyszedł z kokpitu z uśmiechem na twarzy.



Prolog jest dość krótki, tylko jedna kartka A4, postaram się by rozdziały były dłuższe, szczególnie kiedy będę je mógł podzielić na różne lokacie i osoby. Jeżeli przeczytałeś całość, to dzięki ci za to bardzo i doceniam czas, który musiałeś poświęcić :D.

Rozdziały będę dodawał w nowych postach co by odświeżać temat by ktoś tu czasem zaglądał :D.

_________________
Obrazek

Luke: I can’t believe it.
Yoda: That is why you fail.


Ostatnio edytowano 5 lip 2013, o 21:57 przez Yoki, łącznie edytowano 2 razy

Zobacz profil  Offline
 
 Tytuł: Re: Moja Opowieść (Na razie brak tytułu)
PostNapisane: 2 cze 2013, o 04:58 
Admin
Admin
Avatar użytkownika
Dołączył(a): 6 kwi 2008, o 11:48
Posty: 1484
Ostrzeżenia: 0 / 4
Styl jest prosty, przyjemny, czyni tekst naprawdę czytelnym. Miałbym jednak kilka technicznych wskazówek.

Po pierwsze, powtarzając swojego innego posta: w języku polskim należy stosować tutaj inną pisownię w wypadku dialogów - na końcu wypowiedzi postaci nie stawia się kropki, po myślniku wstawia opis (zaczynając go z małej litery) i na jego końcu stawia się kropkę. Niby czasem o tym pamiętałeś, a potem gdzieś to znikało.

Cytuj:
- T7 durniu, jak nie naprawisz tego hipernapędu to wyskoczymy w jakimś polu asteroid albo w ogóle się spalimy - powiedział z wyraźnie słyszalną nutą zdenerwowania.
W porządku.

Cytuj:
- Kark. - Przeklął i po raz kolejny zaczął wpisywać komendy do konsoli.
I nagle źle.

Myśli bohatera zapisujemy podobnie jak dialogi. Kursywa, dla podkreślenia faktu, że to coś innego niż werbalna wypowiedź, jest okej.

Tak jest i jest źle napisał(a):
Wszystko wygląda w porządku, chyba mogę wstać i rozprostować nogi, droga z Corelli na Coruscant tym złomem to nie lada coś. Pomyślał


Tak powinno być napisał(a):
Wszystko wygląda w porządku, chyba mogę wstać i rozprostować nogi, droga z Corelli na Coruscant tym złomem to nie lada coś - pomyślał


Mam też wskazówkę na temat lepszego oddawania nastroju, nacechowania emocjonalnego wypowiedzi. W sytuacjach bardziej emocjonalnych po prostu rozbijaj zdania, to znacząco podbija dynamikę. Oczywiście dotyczy to tylko takich sytuacji, nie normalnych dialogów.

Cytuj:
- T7 durniu, jak nie naprawisz tego hipernapędu to wyskoczymy w jakimś polu asteroid albo w ogóle się spalimy - powiedział z wyraźnie słyszalną nutą zdenerwowania.
Wyszła z tego normalna, spokojna wypowiedź - długie, złożone zdanie. Jeśli coś miało tu zasugerować napięcie emocjonalne, poczucie niebezpieczeństwa, czy zwykłe stresowanie tego astromecha, to naprawdę nie wyszło. W sytuacji emocjonalnej rzadko będziemy posługiwać się takimi zdaniami.

Cytuj:
- T7, durniu! Jak nie naprawisz tego hipernapędu to wyskoczymy w jakimś polu asteroid! Albo i w ogóle się spalimy! - powiedział z wyraźnie słyszalną nutą zdenerwowania.

Od razu brzmi intensywniej, prawda?

I to na razie tyle, proszę wybaczyć pobieżność, chciałem się skupić na wskazówkach.

_________________
Obrazek


Zobacz profil  Offline
 
 Tytuł: Re: Moja Opowieść (Na razie brak tytułu)
PostNapisane: 2 cze 2013, o 12:00 
Wybraniec
Wybraniec
Avatar użytkownika
Dołączył(a): 9 maja 2013, o 23:19
Posty: 78
Lokalizacja: Corellia
Ostrzeżenia: 0 / 4
Wow, dzięki za rady, na pewno dziś przejadę po prologu i poprawię kilka rzeczy. Bardzo mi pomogłeś bo teraz wiem co robiłem źle :D. Po poprawie zedytuję i wrzucę poprawiony prolog, do tego postaram się jak najszybciej zrobić 1 rozdział :D

_________________
Obrazek

Luke: I can’t believe it.
Yoda: That is why you fail.


Zobacz profil  Offline
 
 Tytuł: Re: Moja Opowieść (Na razie brak tytułu)
PostNapisane: 5 cze 2013, o 01:11 
Wybraniec
Wybraniec
Avatar użytkownika
Dołączył(a): 9 maja 2013, o 23:19
Posty: 78
Lokalizacja: Corellia
Ostrzeżenia: 0 / 4
Okej pora na rozdział 1, robiony trochę w pośpiechu, dlatego chętnie wysłucham co zrobiłem źle by móc to poprawić. Jeżeli post pod postem jest jakimś problemem, wystarczy dać cynk a zaraz go usunę i wkleję to co tu piszę do posta powyżej. Powód dla którego robię post pod postem jest by odświeżyć temat :D.

Rozdział może się wydawać nudny bo nic się nie dzieje, ale tu zaczyna się główna fabuła :P.

Rozdział I

Frachtowiec powoli zbliżał się do zarezerwowanej platformy wydając przy tym różne nie wróżące dobrze dźwięki. Daes stał przy rampie wewnątrz statku i energicznie przytupywał stopą. Po kilku sekundach, które ciągnęły się w nieskończoność, statek osiadł na platformie i wydał z siebie bardzo dziwny huk, tak jakby coś wewnątrz się obluzowało i spadło w głąb statku. Chłopak westchnął tylko i pokręcił głową z rezygnacją. Nacisnął guzik przy rampie, która powoli zaczęła opadać, wpuszczając światło do środka, było południe.
- T7, masz być na dole za trzy sekundy albo lecisz na złom - powiedział do komunikatora w uchu, w jego słowach można było usłyszeć żartobliwy ton. Nie zastanawiając się dłużej nad małym droidem, ruszył pewnym krokiem po rampie w dół, za nim w pośpiechu przyjechał mały robot. Kiedy tylko wjechał na rampę, którą oświetlało słońce, można było ujrzeć jego wygląd. Był to zwykły droid astromechaniczny tamtych czasów, miał dwie wysunięte stopy z przodu i duże koło z tyłu, jego kopuła była płaska a dioda na środku miała kolor jasnobłękitny, w większości był czarny z niebieskimi elementami. Po wyjściu na rampę, wygwizdał kilka słów i ruszył w dół.
- Wcale nie żartowałem z tym złomem, koleżko - odpowiedział na gwizdy swojego towarzysza i ruszył dalej w dół rampy. Od platformy dzieliły go dwa kroki kiedy coś zatrzeszczało i śruba średniej wielkości spadła na głowę Daesa, który zatrzymał się na chwilkę, podniósł śrubę, włożył do kieszeni i ruszył na przód jakby nic się nie stało. T7 wygwizdał parę żartobliwych słów i ruszył za swoim kompanem w stronę taksówki, która już na nich czekała.

***

Po kilku minutach, taksówka dojechała na miejsce. Wielka Świątynia Jedi malowała się przed oczami Daes'a, wyglądała jak ścięta piramida zbudowana na masywnym kwadratowym bloku. Na środku budynku była wybudowana długa wieża, cała budowla mierzyła sobie około jednego kilometra wysokości. U bram stały różne wysokie statuy przedstawiające Jedi. Przy każdym kroku w stronę Świątyni, Daes czuł narastający w nim spokój, czuł się jakby ktoś gładził go po głowie, to uczucie mu pasowało. Jednak spokój nie było jedynym uczuciem jakie teraz mu towarzyszyło, z wejścia biło też uczucie powagi i harmonii, niesamowite miejsce. Przy samej bramie przywitał go droid protokolarny, cały złoty z błękitnymi diodami, służącymi mu za oczy.
- Witamy panie Daes, Mistrzowie Jedi kazali mi zaprowadzić pana do Sali Rady - powiedział bardzo mechanicznym głosem i ruszył przed siebie w głąb świątyni. Po wejściu przez długi korytarz wchodziło się do ogromnego pomieszczenia, z dużą ilością niebieskiego koloru, wszędzie były różne wejścia i schody oraz kolumny i posągi. Gdzie nie spojrzeć, widać było pełno osobników różnych ras, wszyscy w tradycyjnych szatach Jedi, prócz ras, które ubrań nie nosiły. Większość osobników była bardzo młoda, lub po prostu niska i każdy miał swój cel do którego dążył przemierzając nieskończony ogrom tej świątyni. Widoki się skończyły kiedy Daes znów wszedł do korytarza, ładnie oświetlony, znów, z dużą ilością niebieskich elementów, mały astromech podążał za nim. Tym razem korytarz ciągnął się dość długo, było kilka miejsc w których trzeba było wchodzić po schodach i kilka w których trzeba było schodzić w dół. Po dłuższej wędrówce po krętych korytarzach, nareszcie dotarli do wejścia do Sali Rady.
- Przyprowadziłem gościa - rzekł droid po wciśnięciu jednego z kilku guzików na ścianie obok wejścia. W odpowiedzi, drzwi wsunęły się w sufit z sykiem i z wnętrza było słychać - niech wejdzie.
Daes przełknął ślinę i powolnym krokiem ruszył w stronę sali, w której znajdowali się najpotężniejsi Jedi galaktyki. Powoli, lecz pewnym krokiem przekroczył próg, wszedł do dobrze oświetlonego pokoju w kształcie koła, pokój nie miał okien. Po brzegach pomieszczenia były ustawione wygodnie wyglądające siedzenia, większość z nich okupywali różnych ras Mistrzowie Jedi, kilka z nich zajmowały hologramy Mistrzów, którzy aktualnie byli na innych planetach.
- Proszę, stań pośrodku - powiedział jeden z Mistrzów, był on twi'lekiem, o niebieskiej skórze i zielonych oczach. - Nazywam się Cru'luis i jestem tym, który cię tu sprowadził.
Daes, podszedł na środek sali, T7 za nim, kiedy stał już na środku skłonił się lekko. Od Mistrzów biła miażdżąca powaga, dawało to uczucie, że nawet powiedzenie czegoś niestosownego przez przypadek może spowodować obrazę u Mistrzów. Daes wcześniej tego nie zauważył, ale teraz gdy się temu przyglądnął, wszyscy Mistrzowie mięli ten sam wyraz twarzy, spokojny, miły ale też bardzo poważny. Nie była to jedyna rzecz którą mięli taką samą, wszyscy z nich nosili te same ubrania. Tradycyjne szaty Jedi z małymi modyfikacjami, łokcie, klatka piersiowa i piszczele były okryte zbroją, reszta to dość ciężko wyglądające szaty Jedi, jedyna różnica między ich ubiorem, była kolorystyka. Cru'luis nosił Brązowo-kremową szatę z ciemno-niebieskimi częściami zbroi co podkreślało jego skórę.
- Masz pewnie wiele pytań - kontynuował - Ale zaczniemy od tego, dlaczego tu jesteś. Otóż jest pewien Mistrz Jedi, który rok temu został wysłany z pewną misją na nowo odkrytą planetę Quandium, niestety po lądowaniu straciliśmy z nim kontakt, nie na długo. Po dwóch miesiącach skontaktował się z nami, złożył raporty i opisał zaistniałą sytuację. O tym co się dzieję na tej planecie, dowiesz się później. To co nas niepokoi jest związane z ostatnim nawiązaniem połączenia i brakiem raportów już od pół roku. Myślimy, że coś się z nim stało, ale zanim na cokolwiek się zgodzisz wysłuchaj tego raportu - dokończył dość długą wypowiedź i nacisnął kilka przycisków na panelu umieszczonym na jego przedramieniu, z górnej części sali zabłysło niebieskie światło i przed Daes'em padł hologram starego człowieka z brodą, muskularnie zbudowanego i w dokładnie tych samych ciuchach co każdy Jedi.
Halo.. rada... zakłócenia... sygnał... statek, zepsuty... musze się stre-e-e-szczać... bym zdobył... zaufanie.. muszę... rytuał... coś... ciemna str... mocy... nie... mam wy-y-boru... powiedzcie... synowi... kocham... Sairus, koniec-przekazu..... - Daes patrząc na hologram mężczyzny czuł się dziwnie, tak jakby znał tą osobę, nie wiedział co to było za uczucie ale rozmyślanie przerwało mu jedno pytanie.
- Co to ma do mnie?
- Otóż, Daes'ie, ten Jedi, Sairus Varuu, jest twoim ojcem.

_________________
Obrazek

Luke: I can’t believe it.
Yoda: That is why you fail.


Ostatnio edytowano 9 cze 2013, o 19:18 przez Yoki, łącznie edytowano 2 razy

Zobacz profil  Offline
 
 Tytuł: Re: Moja Opowieść (Na razie brak tytułu)
PostNapisane: 5 cze 2013, o 14:30 
Jedi Honorary Consul
Jedi Honorary Consul
Avatar użytkownika
Dołączył(a): 5 maja 2013, o 17:04
Posty: 706
Lokalizacja: Zigoola
Ostrzeżenia: 0 / 4
Jak dla mnie zaskakujący koniec. Aha, i od kiedy powoli pisze się tak?:

Cytuj:
Frachtowiec po woli


moja ocena 7/10. :wink:

_________________
Obrazek
WHO IS THE WINNER...?


Ostatnio edytowano 6 lut 2016, o 12:26 przez General Starkiller, łącznie edytowano 2 razy

Zobacz profil  Offline
 
 Tytuł: Re: Moja Opowieść (Na razie brak tytułu)
PostNapisane: 5 cze 2013, o 16:56 
Wybraniec
Wybraniec
Avatar użytkownika
Dołączył(a): 9 maja 2013, o 23:19
Posty: 78
Lokalizacja: Corellia
Ostrzeżenia: 0 / 4
Darth Malak 987 napisał(a):
Jak dla mnie zaskakujący koniec. Acha i od kiedy powoli pisze się tak?:

Cytuj:
Frachtowiec po woli




Ahh, ten mój word, spieprzyła mi się korekta kiedyś i czasami wyskakuje mi z takim czymś... xD

_________________
Obrazek

Luke: I can’t believe it.
Yoda: That is why you fail.


Zobacz profil  Offline
 
 Tytuł: Re: Moja Opowieść (Na razie brak tytułu)
PostNapisane: 5 cze 2013, o 17:01 
Jedi Honorary Consul
Jedi Honorary Consul
Avatar użytkownika
Dołączył(a): 5 maja 2013, o 17:04
Posty: 706
Lokalizacja: Zigoola
Ostrzeżenia: 0 / 4
Jeśli się nie mylę to wola, to jakaś część Warszawy nie? No nie widziałem jeszcze frachtowca w warszawie :rotfl:

_________________
Obrazek
WHO IS THE WINNER...?


Ostatnio edytowano 6 lut 2016, o 12:26 przez General Starkiller, łącznie edytowano 2 razy

Zobacz profil  Offline
 
 Tytuł: Re: Moja Opowieść (Na razie brak tytułu)
PostNapisane: 9 cze 2013, o 19:23 
Wybraniec
Wybraniec
Avatar użytkownika
Dołączył(a): 9 maja 2013, o 23:19
Posty: 78
Lokalizacja: Corellia
Ostrzeżenia: 0 / 4
Okej ten rozdział jest trochę "surowy" ale chcę pisać bo mam wenę ale mało czasu więc musiałem się troszkę spieszyć :P. Myślę, że po kilku dniach zrobię małą korektę co by to lepiej wyglądało a na razie macie to co wyskrobałem. Myślę, że w tym momencie zaczyna się robić troszku tajemniczo. Oczywiście tak jak zawsze, uwagi i krytyka mile widziana tak samo jak rady :P

Rozdział 2
Oczy Daes'a rozszerzyły się do granic po usłyszeniu słów Mistrza Jedi, nie mógł uwierzyć w to co właśnie zostało powiedziane, on przecież nie miał ojca, był sierotą od prawie zawsze, pamiętał tylko matkę która umarła gdy miał 5 lat. Już chciał pytać o wyjaśnienia, lecz coś go zatrzymało, uczucie, przez które zaczynał wierzyć w słowa Rady, owszem poznał mężczyznę z holo-nagrania tak jakby już kiedyś go widział. Chłopak nie wiedział co to za uczucie, jakby szept.
- Widzę Daesie, że masz mieszane myśli co do mojej ostatniej wypowiedzi - odezwał się Cru'luis przerywając ciszę. - Czuję od ciebie lekką aurę mocy, podpowiada ci, że to co powiedziałem jest prawdą, posłuchaj jej.
Po kilkunastu sekundach Daes otrząsnął się z szoku i powoli przyjął do zrozumienia, że to co powiedział Cru'luis może być prawdą, nie ufał mu jeszcze, ale to dziwne uczucie towarzyszyło mu od dłuższego czasu i nakłaniało go do uwierzenia w to co mówił Mistrz Jedi. Potrząsnął głową i wrócił na ziemię, miał teraz kilka pytań.
- Okej, powiedzmy, że to co mówisz jest prawdą - powiedział z podejrzliwością w głosie. - I nawet jakby tak było, to nadal, co to ma do mnie? Mój ojciec niezbyt mnie obchodzi bo od mojego urodzenia nie widziałem go przez 20 lat.
- Tak ale obchodzi cię zapłata prawda? A nas obchodzi ten Jedi - ton w jakim wymówił te słowa Cru'luis, wydały się Daes'owi dość sakrastyczne.
- Chcę zobaczyć kontrakt.
- Nie mamy go spisanego, lecz kiedy się zgodzisz, sporządzimy kontrakt.
- A zapłata?
- Tyle ile zostało obiecane... plus, coś ekstra, lecz to zostanie ci dane po powrocie.
- Chcę połowę kasy teraz, musze naprawić hipernapęd mojego rzęcha plus kilka modyfikacji broni i opancerzenia, wymiana pulpitu sterowania i odnowienie wnętrza statku... do tego potrzebuję kilka "nielegalnych" schowków szmuglerskich jeżeli mam wam pomóc.
- Zgoda, ale gdy zgodzisz się na nasze warunki.
- Zgoda - ta konwersacja zaczęła mu działać na nerwy i chciał ją jak najszybciej skończyć.
- Yasrell - Mistrz Jedi przyłożył przedramię do ust. - Chcę cię widzieć w Sali Rady za pięć minut.
Daes patrzył na niego ze znakiem zapytania.
- Twój nowy kompan - Dodał Cru'luis i uśmiechnął się.

***

Minęło dokładnie pięć minut i w pokoju rozległ się komunikat
- Rycerz Jedi Yasrell u drzwi - Powiedział ktoś do komunikatora.
- Wpuść go - Odpowiedział Mistrz Jedi do komunikatora na przedramieniu.
Po kilku sekundach było słychać syk otwieranych drzwi i odgłos kroków. Do sali weszła bardzo niska istota, mierzyło może 70 cm. Cała była zielona i miała szpiczaste uczy, Ciemno brązowe włosy zdobiły tyły jej głowy. Postać była ubrana w kremowo-brązową szatę Jedi, bez kaptura, a u pasa miała małych rozmiarów rękojeść miecza świetlnego, biła od niej aura spokoju i czegoś czego Daes jeszcze nie poczuł w świątyni, była to aura przypominająca humor, coś jakby postać która właśnie weszła była komikiem. Nie nosiła butów. Kiedy stanęła obok Daesa, ukłoniła się przed radą.
- Mistrzowie - powiedziała bardzo skrzeczącym głosem. Mistrz Jedi Cru'luis odpowiedział skinieniem głowy.
- Yasrell'u, poznaj Daes'a - wyciągnął rękę w stronę chłopaka. - Od dziś będziesz jego towarzyszem, masz na celu pomóc mu odnaleźć Sairus'a i sprowadzić go z powrotem, żywego. Ostatnie słowo zostało dość mocno podkreślone, a mała istotka, która, na to wychodzi, ma na imię Yasrell, skierowała się w stronę Daes'a i patrząc mocno w górę, uśmiechnęła się pokazując szpiczaste zęby.
- Owocna współpraca to będzie, myślę ja - powiedział swoim skrzeczącym głosem i schował uśmiech. Sposób w jaki wymawiał słowa wydawał się Daes'owi dziwny, ale raczej da rade się do niego przyzwyczaić. Dziwił go fakt, że tak łatwo godził się na nowego towarzysza, nie znał go wcale, jednak czuł, że może mu zaufać.
- Yasrell jest bardzo utalentowany, ma większy potencjał do mocy niż pięć Mistrzów razem wziętych, aż szkoda, że jego rasa jest taka rzadka w galaktyce - tym razem odezwał się Kel Doriański Mistrz Jedi, miał mechaniczny głos przez maskę na twarzy. - Yesrell, czy byłbyś tak miły i dotknął Daes'a mocą, chcemy wiedzieć czy ma potencjał do mocy. Zielony stworek spoważniał, skiną głową i zamknął oczy. Daes poczuł jak coś zaczyna go opatulać, nie było to nic przyjemnego, ale nie wzbudzało zagrożenia, przenikało go na wylot ze wszystkich stron. Yasrell otworzył oczy.
- Dużego potencjału nie wyczuwam w nim - Yasrell był trochę rozczarowany. - Jednak, że coś blokuje moc w nim, czuję, Ciemna Strona. - Ostatni wyraz był powiedziany ze straszną powagą i z grozą w głosie. Daes nie wiedział o co chodzi i aż wzdrygnął się na myśl, że coś może być z nim nie tak.
- Tak jak myślałem - odezwał się Cru'luis. - Daes'ie teraz twój ojciec powinien cię obchodzić, to pewnie on narzucił ci tą blokadę żebyśmy cię nie znaleźli, dziwi mnie tylko czemu wyczuwamy od niej ciemną stronę, to teraz mało ważne, musicie się przygotować do drogi, idźcie już - Mistrz Jedi odprawił ich machając ręką i z zamyślonym wzrokiem. Yasrell kiwną głową w stronę wyjścia a Daes przytaknął, razem ruszyli do drzwi.
- Niech moc będzie z wami - można było usłyszeć ostatnie słowa Mistrza Jedi zanim drzwi zamknęły się za ich plecami.


Okej, myślę, że trochę krótki ale ta na razie będzie, potem (Zdradzę wam) rozdziały będą się dzielić na dwie-trzy postacie w różnych lokacjach więc powinno być dłużej.

_________________
Obrazek

Luke: I can’t believe it.
Yoda: That is why you fail.


Zobacz profil  Offline
 
 Tytuł: Re: Moja Opowieść (Na razie brak tytułu)
PostNapisane: 16 cze 2013, o 00:07 
Praktykujący
Praktykujący
Avatar użytkownika
Dołączył(a): 24 mar 2012, o 22:32
Posty: 236
Ostrzeżenia: 0 / 4
Witam,

Bardzo fajnie napisane. Czekam z niecierpliwością na kontynuację. :)

_________________
Obrazek


Zobacz profil  Offline
 
 Tytuł: Re: Moja Opowieść (Na razie brak tytułu)
PostNapisane: 26 cze 2013, o 17:15 
Admin
Admin
Avatar użytkownika
Dołączył(a): 6 kwi 2008, o 11:48
Posty: 1484
Ostrzeżenia: 0 / 4
Mam nadzieję, że wybaczycie powtórne skupianie się na warsztacie językowym, zamiast na fabule. Siłą rzeczy chcę, aby moja wypowiedź w jakiś sposób przydała się autorowi. Do fabuły trudno mieć zastrzeżenia i z rozwodzenia się nad nią chyba nikt wiele nie wyciągnie. Zgodnie z tym założeniem, przechodzę do kwestii językowych i na nich się skupię.

1. Odmiana imion.
Apostrofy są w porządku, jeśli do imienia nie da się spójnie dodać końcówki. Co mam tu na myśli? Imiona kończące się na samogłoski, za wyjątkiem imion żeńskich zakończonych na "a". Są to imiona, do których nie dodamy czytelnie polskich końcówek. Poniżej - przykłady.

Luke: Luke'owi, Luke'm;
Rience: Rience'owi, Rience'mu.

Bart: Bartowi, Bartem;
Elia: Elii, Elią.


Nie jestem tu ekspertem - bardzo możliwe, że często nawet tutaj szłoby obyć się bez apostrofów. Niemniej, imiona, które stosujesz, pozwalają Ci na bezproblemowe pisanie ich normalnie, bez apostrofów, bo kończą się na spółgłoski. Nie pisz więc "Deas'owi", a po prostu "Deasowi". Gdyby Twoja postać zwała się "Dease" musiałbyś już pisać "Dease'owi", przynajmniej według mojej wiedzy. Czego jednak jestem pewien i mam za oczywiste - nie powinieneś stosować apostrofów w wypadku żadnych z tych imion, bo da się je odmieniać zupełnie normalnie.

Twoim innym błędem jest to, że raz ten apostrof dodajesz, raz nie. Nieścisłości są najgorsze - w wielu wypadkach obowiązuje swoboda, ale nie dowolność. Pod pojęciem tym rozumiemy prosty mechanizm: możesz swobodnie wybrać zapis wielu rzeczy (dla najprostszego przykładu: kwestia zapisu "Mistrz Jedi" z wielkiej bądź małej litery - poprawne są obie wersje), jednak przyjętej wersji musisz się trzymać przez cały tekst.


2. Dialogi.

- Wpuść go - Odpowiedział Mistrz Jedi do komunikatora na przedramieniu.

Pisałem już o tym w poprzednim poście, więc nie będę powtarzał. Często ta kwestia Ci umyka.


3. Wynikanie logiczne.

Zdawkowo to ująłem - co mam na myśli? Prostą kwestię przecinków. Często nie dodajesz ich tam, gdzie w zdaniu prowadzisz jakieś proste wnioskowanie, dodajesz uzasadnienie.

Mój ojciec niezbyt mnie obchodzi bo od mojego urodzenia nie widziałem go przez 20 lat.

Przed "bo" powinien być przecinek. Z jakiego powodu, zapytasz? Bo uzasadniasz, prowadzisz wnioskowanie. Dostarczasz stwierdzenia - "mój ojciec niezbyt mnie obchodzi", a dalej argumentujesz - przecinek, bo - i jedziesz dalej.


4. Pierdółki.

"Moc" zapisujemy z wielkiej litery - taka norma Star Wars.

ma większy potencjał do mocy niż pięć Mistrzów razem wziętych - to zdanie to straszny kwiatek. Nie można mieć potencjału do Mocy. Moc to siła, energia itp. etc. Można mieć potencjał do władania Mocą, potencjał do kontrolowania Mocy. Oczywiście możesz stylizować swoją postać na władającą taką niepoprawną mową, ale zakładam, że nikt świadomie nie robi Mistrza Jedi wypowiadającego się noobowato o Mocy.
Ponadto - "pięciu Mistrzów", nie pięć. Odmiana.

Ogólnie językowo naprawdę nie jest źle, zauważ, że wytykam Ci rzeczy bardzo szczegółowe, a nie ogólne i nie muszę Ci opowiadać, jakie są reguły budowy zdań w języku polskim. Wyjaśniam kwestie precyzyjne, bo warsztat sam w sobie jest w porządku.

_________________
Obrazek


Zobacz profil  Offline
 
 Tytuł: Re: Moja Opowieść (Na razie brak tytułu)
PostNapisane: 29 cze 2013, o 22:19 
Wybraniec
Wybraniec
Avatar użytkownika
Dołączył(a): 9 maja 2013, o 23:19
Posty: 78
Lokalizacja: Corellia
Ostrzeżenia: 0 / 4
Yayo, bardzo dziękuję za te uwagi. Muszę przyznać, że z polaka jestem dość słaby i takie rady są naprawdę bardzo przydatne. Co do niektórych tu opowiedzianych błędów, są to po prostu literówki spowodowane moją starą klawką, albo po prostu zbyt szybkim kliknięciem na literkę w wyniku czego zamiast być "Moc" może być "mOc". Myślę, że w miarę szybko pisze na klawce i po prostu czasem mam takie błędy, będę się starał je niwelować w miarę możliwości.


masterkr, bardzo przepraszam, że cię zawiodę, alee.. Jestem aktualnie na wakacjach i nie mam komputera tako jakiego żeby kontynuować, więc na chwilę obecną nic nowego nie wyjdzie :(.

_________________
Obrazek

Luke: I can’t believe it.
Yoda: That is why you fail.


Zobacz profil  Offline
 
 Tytuł: Re: Moja Opowieść (Na razie brak tytułu)
PostNapisane: 30 cze 2013, o 03:28 
Admin
Admin
Avatar użytkownika
Dołączył(a): 6 kwi 2008, o 11:48
Posty: 1484
Ostrzeżenia: 0 / 4
Język polski jako szkolny przedmiot nadal dobrze pamiętam - i nie kojarzę, aby na jakimkolwiek etapie poza wczesną podstawówką wniósł coś w nauce faktycznego pisania, poza ortografią. To sporo regułek, których niedoświadczony umysł nie będzie w stanie nijak przenieść na płaszczyznę praktyki, a potem tylko historia literatury. W efekcie "wyniki z języka polskiego w szkole" nie mają wiele wspólnego z "umiejętnością władania językiem polskim" - nie sądzę, aby w ciągu tych kilku lat doszło do rewolucji w tym zakresie.

Inną rzeczą jest to, że piszesz generalnie naprawdę bardzo dobrze jak na aktualne standardy. Widywałem roleplayowców-analfabetów, speców od reklamy i budowy wizerunku nie wiedzących, jak stawiać przecinki, więc uwierz mi, że naprawdę dobrze się prezentujesz. Fakt, to nie poziom literata (tutaj już na szczęście nasze standardy nie są tak niskie, jak w innych dziedzinach) - ale generalnie władasz językiem zupełnie w porządku. Piszesz dostatecznie dobrze, by odnaleźć się w większości fachów i rozrywek, gdzie pisać trzeba - od siebie mogę wspomnieć roleplaying i działalność prawniczą.

Kombinuj, ucz się, jest nieźle. Generalnie do pisania dobrych, przyjemnych tekstów, nie trzeba wybitnej poprawności językowej. Sam pisałem swego czasu nośne opowieści, które dziś mnie od strony stylistyki przerażają. Masz dobre podejście, piszesz na luzie, bez większego ciśnienia, z dystansem przyjmujesz krytykę i rady. To świetnie Ci wróży.

Aha: wyłącz autokorektę w Wordzie. Niech Ci podkreśla, ale niczego nie zmienia sam, to uprości Ci życie.

_________________
Obrazek


Zobacz profil  Offline
 
 Tytuł: Re: Moja Opowieść: Zapieczętowana Moc
PostNapisane: 6 lip 2013, o 01:09 
Praktykujący
Praktykujący
Avatar użytkownika
Dołączył(a): 24 mar 2012, o 22:32
Posty: 236
Ostrzeżenia: 0 / 4
Cytuj:
masterkr, bardzo przepraszam, że cię zawiodę, alee.. Jestem aktualnie na wakacjach i nie mam komputera tako jakiego żeby kontynuować, więc na chwilę obecną nic nowego nie wyjdzie :(.
Nic nie szkodzi :wink: Wrócisz z wakacji z nowymi pomysłami i może od razu pojawi się kilka rozdziałów. :roll:

A tymczasem udanego wypoczynku <sw155> <sw118> <sw118> <sw118>

_________________
Obrazek


Zobacz profil  Offline
 
 Tytuł: Re: Moja Opowieść: Zapieczętowana Moc
PostNapisane: 17 sie 2013, o 19:02 
Wybraniec
Wybraniec
Avatar użytkownika
Dołączył(a): 9 maja 2013, o 23:19
Posty: 78
Lokalizacja: Corellia
Ostrzeżenia: 0 / 4
Okej po dłuuugim braku weny, postanowiłem, że coś wyskrobię i udało mi się właśnie dzisiaj skończyć 3 rozdział jak i poprawić nieco błędy w poprzednich rozdziałach. Sorrki, że tak długo nic nie pisałem, ale jeżeli zrobi się małą przerwę to potem trudno jest wrócić do pisania. Mimo wszystko już coś wyskrobałem i mam nadzieję, że regularnie, może co tydzień będzie nowy rozdział :D

A więc wszystkie trzy rozdziały:

Prolog
Nadprzestrzeń,
Droga na Coruscant


Daes, młody wysoki mężczyzna z przydługawymi włosami koloru ciemny-blond, siedział właśnie w kokpicie swojego lekkiego frachtowca typu Dynamic, na jego twarzy malowała się złość. Chłopak siedział w jednym z czterech siedzeń umieszczonych w dość dużym kokpicie, nachylony był nad monitorem, który świecił na przemian na czerwono i niebiesko. Lekki frachtowiec znajdywał się aktualnie w nadprzestrzeni i kierował się na Coruscant. Daes potarł swój dwu-dniowy zarost i zmarszczył czoło zniesmaczony.
- Ten cholerny złom zaraz się rozleci! - krzyknął do monitora i uderzył go pięścią. - T7, przynieś mi Koreliańskiego ale i to już - powiedział gdy włączył komunikator, który aktualnie miał w uchu. Po chwili do kokpitu wleciał mały droid astromechaniczny, który swoją wysuniętą łapką trzymał trunek, podał je Daesowi, wygwizdał parę słów i wyjechał na swoich małych kółkach z pomieszczenia. Chłopak wziął kilka łyków i zaśmiał się ironicznie.
- Nie dziwo, że ten statek jest nazwany "Joker", to co robi jest po prostu śmieszne. - Duszkiem dokończył małą szklankę ale i zaczął wpisywać coś do konsoli. - W ogóle, to nie powinienem tak ryzykować, gdybym nie wygrał w sabacca, teraz pewnie siedziałbym w jakiejś kopalni tej grubej świni... Jednak, jest coś w tym statku... - Nie dokończył, bo konsola znów zaczęła mienić się na czerwono i niebiesko a do tego doszedł nieznośny alarm rozchodzący się echem po całym statku. Daes przyłożył palce do prawego ucha i włączył komunikator.
- T7 durniu, jak nie naprawisz tego hipernapędu to wyskoczymy w jakimś polu asteroid albo w ogóle się spalimy! - powiedział z wyraźnie słyszalną nutą zdenerwowania. W odpowiedzi dostał parę gwizdów i po chwili konsola przestała migać i alarm się wyłączył. - No to, to ja rozumiem, a teraz proszę utrzymaj ten spokój przez kilka minut zaraz będziemy na miejscu. - Znów w słuchawce zabrzmiało kilka pogwizdywań i komunikator ucichł. Wszystko wygląda w porządku, chyba mogę wstać i rozprostować nogi, droga z Corelli na Coruscant tym złomem to nie lada coś - pomyślał i wstał z siedzenia, teraz wyraźnie można było zobaczyć jego ubiór, zwykły ubranie szmuglera. Brązowa skórzana kurtka na długi rękaw, umazana smarem biała koszula, ciemno niebieskie spodnie, które podkreślał pas z pochwą w której siedział blaster i ciężkie czarne skórzane buty, nadto nosił gogle na szyi. Przeczesał włosy do tyłu, nabrał stęchłego powietrza do płuc i pewnym krokiem ruszył do wyjścia z kokpitu. Zaraz przy wyjściu znów zabrzmiał alarm, Daes westchnął i ruszył z powrotem do krzesła.
- Kark - przeklął i po raz kolejny zaczął wpisywać komendy do konsoli. Wytrzymaj jeszcze kilka minut, stary złomie - powtarzał w myślach. Do komunikatora dobijał się T7, zignorował to i energicznie wpisywał nowe komendy. Jeszcze troszkę. Nagle alarm ucichł i statek z głośnym hrrrrnnnnkkk, wyszedł z nadprzestrzeni, w oddali malowała się ciemnozłota planeta, Coruscant. Na twarzy Daesa można było dostrzec lekki uśmiech. W konsoli wpisał komendę i włączył automatyczne lądowanie na platformie którą miał zarezerwowaną.
- Świątynia Jedi, tak? - Spytał sam siebie i wyszedł z kokpitu z uśmiechem na twarzy.

Rozdział I
Coruscant,
Platforma Lądownicza NSR556
Godzina: 11.00


Frachtowiec powoli zbliżał się do zarezerwowanej platformy wydając przy tym różne nie wróżące dobrze dźwięki. Daes stał przy rampie wewnątrz statku i energicznie przytupywał stopą. Po kilku sekundach, które ciągnęły się w nieskończoność, statek osiadł na platformie i wydał z siebie bardzo dziwny huk, tak jakby coś wewnątrz się obluzowało i spadło w głąb statku. Chłopak westchnął tylko i pokręcił głową z rezygnacją. Nacisnął guzik przy rampie, która powoli zaczęła opadać, wpuszczając światło do środka, było południe.
- T7, masz być na dole za trzy sekundy albo lecisz na złom - powiedział do komunikatora w uchu, w jego słowach można było usłyszeć żartobliwy ton. Nie zastanawiając się dłużej nad małym droidem, ruszył pewnym krokiem po rampie w dół, za nim w pośpiechu przyjechał mały robot. Kiedy tylko wjechał na rampę, którą oświetlało słońce, można było ujrzeć jego wygląd. Był to zwykły droid astromechaniczny tamtych czasów, miał dwie wysunięte stopy z przodu i duże koło z tyłu, jego kopuła była płaska a dioda na środku miała kolor jasnobłękitny, w większości był czarny z niebieskimi elementami. Po wyjściu na rampę, wygwizdał kilka słów i ruszył w dół.
- Wcale nie żartowałem z tym złomem, koleżko - odpowiedział na gwizdy swojego towarzysza i ruszył dalej w dół rampy. Od platformy dzieliły go dwa kroki kiedy coś zatrzeszczało i śruba średniej wielkości spadła na głowę Daesa, który zatrzymał się na chwilkę, westchnął, podniósł śrubę, włożył do kieszeni i ruszył na przód jakby nic się nie stało. T7 wygwizdał parę żartobliwych słów i ruszył za swoim kompanem w stronę taksówki, która już na nich czekała.


Po kilku minutach, taksówka dojechała na miejsce. Wielka Świątynia Jedi malowała się przed oczami Daesa, wyglądała jak ścięta piramida zbudowana na masywnym kwadratowym bloku. Na środku budynku była wybudowana długa wieża, cała budowla mierzyła sobie około jednego kilometra wysokości. U bram stały różne wysokie statuy przedstawiające Jedi. Chłopak wyskoczył z taksówki natychmiast po tym jak zatrzymała się blisko Świątyni. Nie oglądając się rzucił kilka złotych kredytów w stronę taksówkarza i ruszył naprzód, Przy każdym kroku w stronę Świątyni, Daes czuł narastający w nim spokój, czuł się jakby ktoś gładził go po głowie, to uczucie mu pasowało. Jednak spokój nie było jedynym uczuciem jakie teraz mu towarzyszyło, z wejścia biło też uczucie powagi i harmonii, niesamowite miejsce. Przy samej bramie przywitał go droid protokolarny, cały złoty z błękitnymi diodami, służącymi mu za oczy.
- Witamy panie Daes, Mistrzowie Jedi kazali mi zaprowadzić pana do Sali Rady - powiedział bardzo mechanicznym głosem i ruszył przed siebie w głąb świątyni. Po wejściu przez długi korytarz wchodziło się do ogromnego pomieszczenia, z dużą ilością niebieskiego koloru, wszędzie były różne wejścia i schody oraz kolumny i posągi. Gdzie nie spojrzeć, widać było pełno osobników różnych ras, wszyscy w tradycyjnych szatach Jedi, prócz ras, które ubrań nie nosiły. Większość osobników była bardzo młoda, lub po prostu niska i każdy miał swój cel do którego dążył przemierzając nieskończony ogrom tej świątyni. Widoki się skończyły kiedy Daes znów wszedł do korytarza, ładnie oświetlony, znów, z dużą ilością niebieskich elementów. Mały astromech podążał za nim. Tym razem korytarz ciągnął się dość długo, było kilka miejsc w których trzeba było wchodzić po schodach i kilka w których trzeba było schodzić w dół. Po dłuższej wędrówce po krętych korytarzach, nareszcie dotarli do wejścia do Sali Rady.
- Przyprowadziłem gościa - rzekł droid po wciśnięciu jednego z kilku guzików na ścianie obok wejścia. W odpowiedzi, drzwi wsunęły się w sufit z sykiem i z wnętrza było słychać - niech wejdzie.
Daes przełknął ślinę i powolnym krokiem ruszył w stronę sali, w której znajdowali się najpotężniejsi Jedi galaktyki. Powoli, lecz pewnym krokiem przekroczył próg, wszedł do dobrze oświetlonego pokoju w kształcie koła, pokój nie miał okien. Po brzegach pomieszczenia były ustawione wygodnie wyglądające siedzenia, większość z nich okupywali różnych ras Mistrzowie Jedi, kilka z nich zajmowały hologramy Mistrzów, którzy aktualnie byli na innych planetach.
- Proszę, stań pośrodku - powiedział jeden z Mistrzów, był on twi'lekiem, o niebieskiej skórze i zielonych oczach. - Nazywam się Cru'luis i jestem tym, który cię tu sprowadził.
Daes, podszedł na środek sali, T7 za nim, kiedy stał już na środku skłonił się lekko. Od Mistrzów biła miażdżąca powaga, dawało to uczucie, że nawet powiedzenie czegoś niestosownego przez przypadek może spowodować obrazę u Mistrzów. Daes wcześniej tego nie zauważył, ale teraz gdy się temu przyglądnął, wszyscy Mistrzowie mięli ten sam wyraz twarzy, spokojny, miły ale też bardzo poważny. Nie była to jedyna rzecz którą mięli taką samą, wszyscy z nich nosili te same ubrania. Tradycyjne szaty Jedi z małymi modyfikacjami, łokcie, klatka piersiowa i piszczele były okryte zbroją, reszta to dość ciężko wyglądające szaty Jedi, jedyną różnicą między ich ubiorem, była kolorystyka. Cru'luis nosił Brązowo-kremową szatę z ciemno-niebieskimi częściami zbroi co podkreślało jego skórę.
- Masz pewnie wiele pytań - kontynuował - Ale zaczniemy od tego, dlaczego tu jesteś. Otóż jest pewien Mistrz Jedi, który rok temu został wysłany z pewną misją na nowo odkrytą planetę Quandium, niestety po lądowaniu straciliśmy z nim kontakt, nie na długo. Po dwóch miesiącach skontaktował się z nami, złożył raporty i opisał zaistniałą sytuację. O tym co się dzieję na tej planecie, dowiesz się później. To co nas niepokoi jest związane z ostatnim nawiązaniem połączenia i brakiem raportów już od pół roku. Myślimy, że coś się z nim stało, ale zanim na cokolwiek się zgodzisz wysłuchaj tego raportu - dokończył dość długą wypowiedź i nacisnął kilka przycisków na panelu umieszczonym na jego przedramieniu, z górnej części sali zabłysło niebieskie światło i przed Daesem padł hologram starego człowieka z brodą, muskularnie zbudowanego i w dokładnie tych samych ciuchach co każdy Jedi.
Halo.. rada... zakłócenia... sygnału... statek, zepsuty... musze się stre-e-e-szczać... bym zdobył... zaufanie.. muszę... rytuał... coś... ciemna str... mocy... nie... mam wy-y-boru... o-ddd-najdzcie.. moje-go.. syy-nna... Sairus, koniec-przekazu..... - Daes patrząc na hologram mężczyzny czuł się dziwnie, tak jakby znał tą osobę, nie wiedział co to było za uczucie ale rozmyślanie przerwało mu jedno pytanie.
- Co to ma do mnie?
- Otóż, Daes'ie, ten Jedi, Sairus Varuu, jest twoim ojcem.

Rozdział 2

Oczy Daesa rozszerzyły się do granic po usłyszeniu słów Mistrza Jedi, nie mógł uwierzyć w to co właśnie zostało powiedziane, on przecież nie miał ojca, był sierotą od prawie zawsze, pamiętał tylko matkę która umarła gdy miał 5 lat. Już chciał pytać o wyjaśnienia, lecz coś go zatrzymało, uczucie, przez które zaczynał wierzyć w słowa Rady, owszem poznał mężczyznę z holo-nagrania tak jakby już kiedyś go widział. Chłopak nie wiedział co to za uczucie, jakby szept.
- Widzę Daesie, że masz mieszane myśli co do mojej ostatniej wypowiedzi - odezwał się Cru'luis przerywając ciszę. - Czuję od ciebie lekką aurę mocy, podpowiada ci, że to co powiedziałem jest prawdą, posłuchaj jej.
Po kilkunastu sekundach Daes otrząsnął się z szoku i powoli przyjął do zrozumienia, że to co powiedział Cru'luis może być prawdą, nie ufał mu jeszcze, ale to dziwne uczucie towarzyszyło mu od dłuższego czasu i nakłaniało go do uwierzenia w to co mówił Mistrz Jedi. Potrząsnął głową i wrócił na ziemię, miał teraz kilka pytań.
- Okej, powiedzmy, że to co mówisz jest prawdą - powiedział z podejrzliwością w głosie. - I nawet jakby tak było, to nadal, co to ma do mnie? Mój ojciec niezbyt mnie obchodzi bo od mojego urodzenia nie widziałem go przez 20 lat.
- Tak ale obchodzi cię zapłata prawda? A nas obchodzi ten Jedi - ton w jakim wymówił te słowa Cru'luis, wydały się Daesowi dość sarkastycznie.
- Chcę zobaczyć kontrakt.
- Nie mamy go spisanego, lecz kiedy się zgodzisz, sporządzimy kontrakt.
- A zapłata?
- Tyle ile zostało obiecane... plus, coś ekstra, ale to otrzymasz kiedy wrócisz.
- Chcę połowę kasy teraz, musze naprawić hipernapęd mojego rzęcha plus kilka modyfikacji broni i opancerzenia, wymiana pulpitu sterowania i odnowienie wnętrza statku... do tego potrzebuję kilka "nielegalnych" schowków szmuglerskich jeżeli mam wam pomóc.
- Zgoda, ale gdy zgodzisz się na nasze warunki.
- Zgoda - ta konwersacja zaczęła mu działać na nerwy i chciał ją jak najszybciej skończyć.
- Yasrell - Mistrz Jedi przyłożył przedramię do ust. - Chcę cię widzieć w Sali Rady za pięć minut.
Daes patrzył na niego ze znakiem zapytania.
- Twój nowy kompan - Dodał Cru'luis i uśmiechnął się.

***

Minęło dokładnie pięć minut i w pokoju rozległ się komunikat
- Rycerz Jedi Yasrell u drzwi - w sali rozległ się mechaniczny głos.
- Wpuść go - Odpowiedział Mistrz Jedi do komunikatora na przedramieniu.
Po kilku sekundach było słychać syk otwieranych drzwi i odgłos kroków. Do sali weszła bardzo niska istota, mierzyło może 70 cm. Cała była zielona i miała szpiczaste uczy, Ciemno brązowe włosy zdobiły tyły jej głowy. Postać była ubrana w kremowo-brązową szatę Jedi, bez kaptura, a u pasa miała małych rozmiarów rękojeść miecza świetlnego, biła od niej aura spokoju i czegoś czego Daes jeszcze nie poczuł w świątyni, była to aura przypominająca humor, coś jakby postać która właśnie weszła była komikiem. Nie nosiła butów. Kiedy stanęła obok Daesa, ukłoniła się przed radą.
- Mistrzowie - powiedziała bardzo skrzeczącym głosem. Mistrz Jedi Cru'luis odpowiedział skinieniem głowy.
- Yasrellu, poznaj Daesa - wyciągnął rękę w stronę chłopaka. - Od dziś będziesz jego towarzyszem, masz na celu pomóc mu odnaleźć Sairusa i sprowadzić go z powrotem, żywego - ostatnie słowo zostało dość mocno podkreślone, a mała istotka, która, na to wychodzi, ma na imię Yasrell, skierowała się w stronę Daesa i patrząc mocno w górę, uśmiechnęła się pokazując szpiczaste zęby.
- Owocna współpraca to będzie, myślę ja - powiedział swoim skrzeczącym głosem i schował uśmiech. Sposób w jaki wymawiał słowa wydawał się Daesowi dziwny, ale raczej da rade się do niego przyzwyczaić. Dziwił go fakt, że tak łatwo godził się na nowego towarzysza, nie znał go wcale, jednak czuł, że może mu zaufać.
- Yasrell jest bardzo utalentowany, jest bardziej wrażliwy na moc niż kilku Mistrzów razem wziętych, aż szkoda, że jego rasa jest taka rzadka w galaktyce - tym razem odezwał się Kel Doriański Mistrz Jedi, miał mechaniczny głos przez maskę na twarzy. - Yesrell, czy byłbyś tak miły i dotknął Daesa mocą, chcemy wiedzieć czy jest wrażliwy na moc. Wyraz twarzy zielonego stworka najpierw pokazywał znak zapytania, przecież Mistrzowie mogli to łatwo wyczuć, po chwili namysłu jego twarz spoważniała, skiną głową i zamknął oczy. Daes poczuł jak coś zaczyna go opatulać, nie było to nic przyjemnego, ale nie wzbudzało zagrożenia, przenikało go na wylot ze wszystkich stron. Yasrell otworzył oczy.
- Dużo wrażliwości nie wyczuwam w nim - Yasrell był trochę rozczarowany. - Jednak, że coś blokuje Moc w nim, czuję. Ciemna Strona - ostatni wyraz był powiedziany ze straszną powagą i z grozą w głosie. Daes nie wiedział o co chodzi i aż wzdrygnął się na myśl, że coś może być z nim nie tak.
- Tak jak myślałem - odezwał się Cru'luis. - Daesie teraz twój ojciec powinien cię obchodzić, to pewnie on narzucił ci tą blokadę żebyśmy cię nie znaleźli, dziwi mnie tylko czemu wyczuwamy od niej Ciemną Stronę, to teraz mało ważne, musicie się przygotować do drogi, idźcie już - Mistrz Jedi odprawił ich machając ręką i z zamyślonym wzrokiem. Yasrell kiwną głową w stronę wyjścia a Daes przytaknął, razem ruszyli do drzwi.
- Niech moc będzie z wami - można było usłyszeć ostatnie słowa Mistrza Jedi zanim drzwi zamknęły się za ich plecami.

Rozdział 3
Coruscant,
W pobliżu Świątyni Jedi.
Godzina: 12.30


Ciepły wiatr powiewał lekko niczym bryza, osuszając wilgotne części miasta. Tu jednak, na dachu wysokiego budynku wiatr był chłodny i powodował szron na ciemno-złotym wizjerze hełmu osoby leżącej na brzuchu. Osoba leżąca na budynku była ubrana w pełną zbroję Mandaloriańską o kolorze czarnym ze złocistymi detalami i aktualnie celowała w dół z karabinu dalekosiężnego.
- Masz oko na cel? - spytała kobiecym głosem. - Zanim gdziekolwiek pójdziesz sprawdź czy masz odbezpieczony blaster.
- Cel właśnie wychodzi ze Świątyni - Odpowiedział męski głos zakłócany trzaskami. - Ma kumpla.
- Nie spuszczaj go z oczu, ja pójdę dolnymi uliczkami. - Powiedziała to i jednym ruchem złożyła karabin w pół i zawiesiła go pod jetpackiem na plecach, stuknęła kilka razy w hełm po czym wstała i rozprostowała ręce. Spojrzała w dół, od uliczki gdzie przechadzały się istoty różnych ras dzieliło ją mniej więcej pięćset metrów. Zrobiła kilka kroków w tył a potem biegiem ruszyła do krawędzi i skoczyła z dachu. Leciała głową w dół co wyglądało jakby nurkowała. Kiedy minęła mniej więcej połowę dystansu, obróciła się i włączyła jetpack na jej plecach. Z dysz najpierw poleciał czarny dym a po chwili, stopniowo, rozwijały się coraz to dłuższe języki ognia. Wylądowała łagodnie na permabetonie i omiotła spojrzeniem wszystko dookoła.
- Włącz nadajnik - powiedziała sprawdzając czy wszystkie systemy zainstalowane w przedramieniu działają poprawnie. - Muszę widzieć gdzie się kierują.
- Nie ma takiej potrzeby - Usłyszała w odpowiedzi. - Słyszałem jak cel mówi by taksówkarz zabrał ich na platformę lądowniczą NSR556, właśnie za nimi lecę.
- NSR556 - powtórzyła niczym echo. - Dobra, czekaj tam na mnie i nie daj się wykryć, bez odbioru. Kiedy skończyła sprawdzać przedramię, postukała kilka razy butami o permabeton i ruszyła przed siebie szybkim i pewnym krokiem. Nie mogła biec, alejka w której się znajdowała była zbyt zatłoczona. Kiedy wreszcie udało jej się przecisnąć przez alejkę, trafiła na plac, który robił teraz za targowisko, na samym jego środku stał duży pomnik wyglądający jak dwa podłużne kły, prawy kieł był dłuższy od lewego i oba miały wyrzeźbione na sobie różne wzorki. Plac mimo iż robił za targowisko, był duży i dziewczyna nie musiała się już przepychać, ruszyła więc biegiem w stronę najbliższej taksówki i po dwóch minutach dotarła do śmigacza bez dachu pomalowanego w kratkę na żółto i czarno.
- Proszę na platformę lądowniczą NSR556, najszybszym szlakiem - wydyszała i opadła na fotel. Droid który aktualnie siedział za kierownicą wpisał kilka komend do konsolki i ruszył w stronę platformy. Lot nie trwał długo, zaledwie pięć minut. Mandalorianka zapłaciła za usługę i ze zdziwieniem stwierdziła, że nikogo tu nie ma, nie licząc kilku droidów i lekkiego frachtowca klasy Dynamic. Frachtowiec pasował do opisu więc to pewnie była ta platforma o której mówił jej partner. Postanowiła się schować za kilkoma skrzyniami z durastali i modliła się żeby kumpel Jedi jej nie wykrył. Teraz musi tylko cierpliwie poczekać.

Daes się bardzo niecierpliwił. Taksówka, którą wziął by dotrzeć na platformę, ugrzęzła właśnie w korku a jego samego męczyło przeczucie, że ktoś go śledzi. Jednak kiedy oglądał się wstecz nikogo nie zauważył, prócz różnorakiej ludności przechodzącej obok i zanim, nikt jednak nie wydawał mu się podejrzany. Yasrell z kolei siedział spokojnie na siedzeniu obok z zamkniętymi oczami, jego wyraz na twarzy świadczył o tym, że jest spokojny i odprężony.
Jedi czy nie, musi mnie tego nauczyć - pomyślał. Chwilę potem taksówka znów ruszyła i po kilku dłużących się minutach, byli na platformie. Zauważył, że jedna z taksówek właśnie się oddala, tak jakby przed chwilą parkowała przy platformie. Nigdzie nie widział nikogo więc po prostu ruszył pewnym krokiem w stronę swojego złomu, kiedy nagle zza stopy lądowniczej statku, wyłonił się chłopak z holonotesem w ręku. Był ubrany w niebieski mundur roboczy i miał idiotyczną czapkę z daszkiem w tym samym kolorze.
- Pan Daes? - odezwał się formalnie. - Mam tu nakaz naprawienia i odnowienia pańskiego statku.
Szybko się uwinęli - pomyślał Korelianin.
- Ile to zajmie czasu? - Zapytał.
- Możliwe, że będziemy tu pracować kilka tygodni, to prawdziwy wrak, a przynajmniej jego hipernapęd, mam panu zainstalować najnowszy hipernapęd i odnowić wnętrze, do tego zainstalować parę usprawnień i za specjalną zgodą mam panu zainstalować uzbrojenie, do tego kilka mniej legalnych usprawnień - Mechanik uśmiechnął się szeroko. - Coś jeszcze co możemy dla pana zrobić?
- Tak, jest jeszcze jedna rzecz, chciałbym go przemalować, na czarno z ciemno niebieskim pasem szerokości czterech metrów z prawej strony, no i chciałbym zmienić transponder.
- Jaką nazwę sobie pan życzy - Powiedział zapisując życzenia w swoim holonotesie.
- "Szafirowy Cierń."

_________________
Obrazek

Luke: I can’t believe it.
Yoda: That is why you fail.


Ostatnio edytowano 17 sie 2013, o 20:12 przez Yoki, łącznie edytowano 1 raz

Zobacz profil  Offline
 
 Tytuł: Re: Moja Opowieść: Zapieczętowana Moc
PostNapisane: 17 sie 2013, o 19:11 
Jedi Honorary Consul
Jedi Honorary Consul
Avatar użytkownika
Dołączył(a): 5 maja 2013, o 17:04
Posty: 706
Lokalizacja: Zigoola
Ostrzeżenia: 0 / 4
Mam mieszane uczucia. Raczej takie sobie, no i wychwyciłem błąd:
Opowiadanie napisał(a):
Mam tu nakaz naprawienie i odnowienia pańskiego statku.


Nie naprawianie a naprawienia albo zamiast odnowienia, odnowienie tylko w tedy powinno być tak:
tak w tedy powinno być napisał(a):
Mam tu nakaz, naprawienie i odnowienie pańskiego statku.


Aha, ocena hmmmm.... powiedzmy 6/10. :D

Pozdrawiam :wink:

_________________
Obrazek
WHO IS THE WINNER...?


Zobacz profil  Offline
 
 Tytuł: Re: Moja Opowieść: Zapieczętowana Moc
PostNapisane: 17 sie 2013, o 20:11 
Wybraniec
Wybraniec
Avatar użytkownika
Dołączył(a): 9 maja 2013, o 23:19
Posty: 78
Lokalizacja: Corellia
Ostrzeżenia: 0 / 4
Ahh, taki głupi błąd xDD. Zwykła literówka albo Word znów mi miesza słowa. Mimo to dzięki :D

_________________
Obrazek

Luke: I can’t believe it.
Yoda: That is why you fail.


Zobacz profil  Offline
 
 Tytuł: Re: Moja Opowieść: Zapieczętowana Moc
PostNapisane: 17 sie 2013, o 20:39 
Jedi Honorary Consul
Jedi Honorary Consul
Avatar użytkownika
Dołączył(a): 5 maja 2013, o 17:04
Posty: 706
Lokalizacja: Zigoola
Ostrzeżenia: 0 / 4
Proszę bardzo. :)

Ps.
Cytuj:
Ahh, taki głupi błąd xDD.

XDD? :>

_________________
Obrazek
WHO IS THE WINNER...?


Zobacz profil  Offline
 
 Tytuł: Re: Moja Opowieść: Zapieczętowana Moc
PostNapisane: 21 sie 2013, o 09:56 
Uczeń
Uczeń
Dołączył(a): 10 cze 2012, o 12:12
Posty: 337
Ostrzeżenia: 0 / 4
Cytuj:
Mam tu nakaz, naprawienie i odnowienie pańskiego statku.

To też nie brzmi poprawnie... Gdyby zamiast przecinka była pauza lub dwukropek, to jeszcze... Yoki prawdopodobnie walnął literówkę, zamiast "e" miało być "a".

Cytuj:
w tedy

>> wtedy

Cytuj:
Ps.

>> P.S.

_________________
"There is no death without life.
There's no life without death.
"


Zobacz profil  Offline
 

Wyświetl posty nie starsze niż:  Sortuj wg  

Utwórz nowy wątek Odpowiedz w wątku  [ Posty: 18 ] 


Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości

Panel

Góra Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników
Szukaj:
Skocz do:  
cron

Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
www.KotOR2.PL